Zostałem sam, nie mam już ani żony, ani syna. Bóstwa straszliwie zemściły się nade mną, upokorzyły mnie, udowadniając, że prawa, na których straży stałem są niczym w porównaniu do wyroków boskich.

Ukarałem Antygonę i kazałem zamknąć ją w lochu, jednak nie mogłem postąpić inaczej.

Jeśli darowałbym jej winę, Tebańczycy mogliby oskarżyć mnie o niesprawiedliwość i niekonsekwencję. Wyglądałoby to tak, jakbym faworyzował członków rodziny i nie egzekwował od nich wykonywania moich rozkazów, które są obowiązujące dla całego społeczeństwa. Musiałem zaprowadzić w państwie, które miało w pamięci niedawną klęskę Edypa i bratobójcze walki pomiędzy Eteoklesem i Polinejkesem.

Antygona nie powinna sprzeciwiać się mojemu zakazowi i samowolnie chować ciało swego brata Polinejkesa, człowieka, którego uznałem za zdrajcę. Mogła ze mną porozmawiać i prosić o darowanie winy, a nie bezczelnie twierdzić, że niczego nie żałuje, gdyż nie poczuwa się do żadnej winy.

Jakbym wyglądał, jako władca jeśli zgadzałbym się na taką anarchię. Sądziłem, że mieszkańcy Teb będą się czuli bezpieczniej, jeżeli ich władcą będzie zdecydowany i pewny słuszności swych decyzji władca.

Czy myślicie, że było mi łatwo nie ulec namowom ukochanego syna, który chciał, abym zmienił zdanie.

Robił to z miłości do Antygony, kiedy po jej samobójstwie przebił się sztyletem, jego matka, a moja żona, Eurydyka, zarzuciła mi, że o ja jestem winien tej śmierci, nazywając mnie dzieciobójcą.

Musiałem jednak zapomnieć o uczuciach rodzicielskich i spełniać swoje obowiązki sprawiedliwego władcy, który każdego obywatela traktuje tak samo i dzięki temu może liczyć na poważanie wśród społeczeństwa.. Dzisiaj wiem, że w takiej sytuacji wolałbym się zrzec tronu, byleby tylko moi bliscy nadal żyli . Niestety jest już za późno, aby cokolwiek zmienić.