Nie zaprzeczam jakobym nie popełnił zarzucanych mi czynów. Patrzycie jednak na moja osobę przez ich pryzmat. Nie pozbawiłem moich rodaków wolności. Nie wiem w ogóle skąd takie wnioski. Czy sprowadziłem kogoś do roli niewolnika albo sługi? Dzieło odbudowy mojej ojczyzny zapoczątkowane przez mojego ojca chciałem doprowadzić do końca. Po wzmocnieniu państwa postanowiłem zdobyć dla niego nowe terytoria. Chciałem dobrze dla mojego narodu. Buntownicy wmawiali moim ludziom że są w niewoli. Nikt nie wymyślił bardziej wierutnego kłamstwa. By stłumić bunty musiałem złapać i rozprawić się z tymi którzy je wywołali. Zawsze powiadałem "nie chcę kradzionego zwycięstwa". Ceniłem prawdę tępiłem obłudę. Gdy nie dało się zdobyć czegoś siła uciekałem się do postępu wtedy powiadałem że "nie ma takiej fortecy, która by się oparła osłu z workiem złota na grzbiecie".

Początkowo starałem się być dobrym wodzem odnosiłem się z szacunkiem do swych żołnierzy. Lecz gdy to nie przynosiło rezultatu wprowadziłem ostrzejsze środki do buntu stanęły liczne miasta postanowiłem siłą zmusić je po posłuszeństwa. Gdyby poddały się moje władzy nie czekał by je taki los. Uniknęły by zniszczeń i mogłyby cieszyć się z mego panowania.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Gdy zdobyłem na około wszystko co było do zdobycia zapragnąłem więcej. Władza była mi pisana chciałem panować nad wszystkim ziemiami. Chciałem podporządkować sobie całą ludzkość. Świat stanął przede mną otworem i postanowiłem to wykorzystać.

Wojnie od wieków towarzysz ofiary. Nie mogło się bez nich obiec. Z mojej strony zawsze ginęli niedoświadczeni i niewystarczająco wprawieni w boju. Tysiące ofiar które zginęło z rąk mojego wojska jest wynikiem błędu popełnionych przez ich dowódców. Zawsze dostawali oni możliwość negocjacji pokojowych. Niewiele skorzystało z nich z możliwości pokoju.

Moje rany świadczą o moim męstwie. Nikt nie może zarzucić mi tchórzostwa zawsze pierwszy ruszałem do boju. Nie liczyło się dla mnie życie. Ważniejsze było zwycięstwo. Prowadząc swe wojsko do boju czułem się w swoim żywiole. Bez wojska nie potrafiłbym żyć. Wspólnie z kompanami znosiłem trudy żołnierskiego życia.

Co do plotki która roznieśli po obozie moi wrogowie jakobym zabił swego przyjaciela pragnę sprostować iż nie był to przyjaciel tylko wróg. Miał on czelność szczycić się ty ż jest moim przyjacielem. Prawdziwych przyjaciół kochałem jak braci. Nie mógłbym skrzywdzić kogoś kogo kocham . Będąc panem tak wielkiego państwa nie mogłem się czuć bezpieczny. Dużo z mych żołnierzy z chęcią poderżnęło by mi gardło gdyby tylko nadarzyła się im taka okazja.

Nie chciałem być czczony jak bóg. Moim pragnieniem było jedynie by ludzie uważali mnie za pana ziemi. Sam oddając cześć bogom nie mogłem się im równać gdyż byłem jedynie śmiertelnikiem.

Z wyrazami szacunku Aleksander Wielki