Jedzenie oraz picie było w starożytnym Rzymie było kwestą bardzo ważną. O jedzeniu rozmawiano zapewne tak jak w dzisiejszych czasach o pogodzie. Posiłek był jednym z najważniejszych momentów dnia. Trzeba tutaj oczywiście rozróżnić bogatych i biednych rzymian. Nie mniej jednak, główny posiłek (cena) był niezwykle ważny, nawet pisano o nich satyry oraz nakładano na nie prawa  w późniejszym cesarstwie. Imperium Romanum posiadało oczywiście ogromne terytoria, od Portugalii, przez Afrykę północną, aż do bliskiego wschodu, czyli Kapadocję. Nie sposób więc mówić o jednej diecie, do której stosowali się wszyscy rzymianie. Jednak w jadłospisie istniało wiele podobieństw które wynikały z kolonizacji kulturalnej oraz tego samego klimatu i występowaniu podobnych składników w większej części Imperium.  Wszędzie występowała oliwa, ryby i wino. Jednak każdy region miał swoje własne przepisy i własne upodobania (chociażby wynikające z uwarunkowań religijnych jak na przykład w Izraelu, gdzie jadano tylko specjalnie przyrządzane potrawy). Różnice w jadłospisie, tak jak zresztą zawsze w historii, będą również podyktowane stanem majątkowym oraz również pozycją w hierarchii społeczeństwa. Dzisiaj, tak naprawdę powraca moda na to co było kiedyś, relatywnie nie dawno przetłumaczono na przykład znaną książkę kucharską Marka Gaiusza, zwanego również Auspicjuszem. Co dokładniej i jak przede wszystkim jedli rzymianie, temu, przyjrzymy się w następnych częściach tego tekstu.

 

Wiadomo, że istnieje różnica pomiędzy jedzeniem dla bogatych i biednych, ale czy była ona aż tak duża?

 

Odpowiedz jest twierdząca: tak. Człowiek pracujący, budził się zazwyczaj o świcie, wtedy też przystępował do pierwszego posiłku czyli ientaculum. Zazwyczaj składało się ono z chleba maczanego w winie, z małą ilością sera, czasami też pijano po prostu wino z wodą. Kolejnym posiłkiem był obiad (Prandium) , którego zazwyczaj jadano gdzieś koło południa, mógł składać się z małej zakąski, która miała po prostu zapobiec głodowi i przytrzymać nas do głównego posiłku dnia czyli Ceny. Czasami po Cenie jadło się również „vesperna”. Posiłek następujący po cenie. Jednak z biegiem czsasu zrezygnowano z tego posiłku na rzecz Ceny.  Średnio, rzymianin nie mógł na przykład pozwolić sobie, aby codziennie jeść mięso. Podstawową jednostką dającą energii dla ludzi pracujących była oczywiście kasza. Która najczęściej była spożywana w trakcie kolacji. Była to absolutna podstawa. Mogła być ona oczywiście z kaszy jaglanej, ale była też produkowana z jęczmienia lub pszenicy płaskurej. Kasza, tak jak mówiłem była podstawą, więc można było to rozszerzać. Najczęściej do kaszy dodawało się różne zioła oraz warzywa, chociaż były one drogie. Najczęściej do kaszy dodawano również miód dla smaku oraz tak zwany Garum który po łacinie nazywał się Liquamen. Był to taki sfermentowany sos, którego tworzono z małych rybek i wielu ziół. Podawany był do różnych dań aby dodać tam smaku umami. Tworzyło się go przez parę miesięcy,  zazwyczaj w nadmorskich miejscowościach. Najlepsze pochodzą z Portugalli, Kartaginy, Izraela lub Hiszpanii.

 

Posiłek był bardzo ważny, był również pewnym narzędziem politycznym.

 

Sprowadzanie i zapewnienie ludziom zboża było pewną powinnością cesarzy, istniał na to nawet pewien akt tak zwany  Cura Annonae czyli zapewnienie ludziom zboża. Ponieważ klęski głodu były bardzo niebezpieczne nie tylko dla ludu, ale również dla cesarzy. Lud potrzebował tak jak pisał „juwenalis” chleba i igrzysk, Jedzenie było bardzo potrzebne a jego brak groził buntem poddanych. Cesarze zapewniali więc najbiedniejszej warstwie społeczeństwa podstawy żywieniowe, aby ci się nie buntowali. Należy jednak wspomnieć, że przywilej ten należał się tylko mieszkańcom Rzymu.

Ponad to w rzymskim społeczeństwie istniały zrzeszenia nazywające się Coleggia. Są to grupy które najczęściej połączone były poprzez swój zawód ( Collegium Bisellariorum – kolegium wytwórców krzeseł), ale były również Collegia religijne (Collegium Bacchus – kolegium Bachusa). Zrzeszenia te spotykały się na swoje wewnętrzne święta, parę razy do roku na ogromne bankiety. Bankiet taki miał na celu nie tylko zapoznanie wszystkich ludzi ze swojego Collegio, ale również ułożyć pewną hierarchię społeczną. Pokazać kto jest bogatszy a kto biedniejszy. Diomicjan, cesarz Rzymski, również często sponsorował takie bankiety, miały one na celu zjednanie mu ludzi oraz pokazanie z lepszej strony cesarza.

 

Wiemy już więc, że jedzenie odgrywało znaczącą rolę w niższych kręgach społecznych, ale jak wyglądała sytuacja w wyższych kręgach?

 

Oczywiście, ludzie nie trudniący się pracą manualną, mogli pozwolić sobie na późniejsze wstawanie, ich śniadanie zazwyczaj składało się z chleba, miodu i wina. Trzeba tu zaznaczyć, że chleb rzymski różnił się dla plebejuszy i patrycjuszy. Ogólnie, im chleb był jaśniejszy, tym droższy. Urzędnicy załatwiali swoje sprawy, jedli Obiad, zazwyczaj coś lekkiego, warzywa, słony chleb, jajka itp. Następnie często chodzili do łaźni, żeby późnij przystąpić do Kolacji. „Cena”, była najważniejszym punktem dnia, był to nie tylko posiłek, ale również sposobność, aby się pokazać. Im później w czasie, tym ważniejszy stawał się ten punkt dnia. W swoich listach, Seneka pisał i martwił się nawet, że szkoły filozoficzne stawały się puste na koszt kuchni, w której przybywało coraz więcej kucharzy.

 

Cena była więc bardzo ważna, jak więc przebiegała?

 

Najlepszy i najogólniejszy obraz na temat uczt rzymskich w bogatych rodzinach można wywnioskować czytając „Ucztę Trymalchiona” Gaiusza Petroniusza. Opisał on w dość ironiczny sposób, i może przekoloryzowany zwyczaje Uczt rzymskich. Przed taką ucztą niewolnik obmywa nam ręce oraz nogi. Była to normalna procedura, gdyż jedzono na leżąco oraz nigdy rzymianie nie nauczyli się używać widelców, ich jedzenie było już pokrojone w kuchni. Sala, gdzie odbywała się uczta nazywała się „triclinium”, nazwa wywodzi się od greki (trzy łóżka- treis kline). Zazwyczaj materace tworzyły układ podkowy pośrodku której widniał stół z jedzeniem, dzięki temu wszyscy biesiadnicy widzieli siebie nawzajem. Zazwyczaj miejsce najwyższe, centralne zajmował „najszlachetniejszy z przybyłych”.  Wybierano również REX Bibendii czyli przewodnika uczty. Osobę odpowiedzialną za zabawianie gości oraz za to żeby puchary wina były zawsze pełne. Uczta zazwyczaj zaczynała się od najbardziej popularnej przystawki (gustatio) czyli od jajka, powstało przez to nawet powiedzenie „ab ovo ad mala”, czyli od jajek do jabłek (od przystawki do deseru, czyli od początku do końca), podawano również miód i wino. Następnie przechodzono do pierwszego dania (primae mensae), w zależności od majątku gospodarza jedzono różnie, oczywiście jedzono drób, różne ptactwo, warzywa, chleb, pieczone ryby. Raczej nie jedzono wołowiny, gdyż uważano jedzenie wołów za zwyczaj barbarzyński. Przede wszystkim do wszystkiego podawano wysokiej jakości Garum z makreli. Uczta zazwyczaj kończyła się „secundae mensae” czyli pewnym rodzajem deseru. Rzymianie nie znali cukru, Najczęściej jedzono więc najsłodsze dostępne owoce, górowały oczywiście suszone owoce, świeże jabłka, figi oraz orzechy. Pomiędzy posiłkami były możliwe oczywiście różne zabawy oraz występy. Po deserze zazwyczaj przechodzono do libacji alkoholowych które mogły ciągnąć się do długich godzin wieczornych. Istnieją wzmianki o tym, że podczas uczty biesiadnicy wymiotowali swoje jedzenie, aby później przystąpić do dalszego ucztowania. Nie wiadomo jednak czy był to powszechnie stosowany zwyczaj.

 

Ale co takiego pijano?

 

            Do każdego posiłku pijano wino, najczęściej rozcieńczone w skali 1 do dwóch. Barbarzyństwem było pijanie wina nierozcieńczonego. Wina były przeróżne ale za najznakomitsze uchodziło Falernum czyli wino pochodzące z północnej Italii, posiadające rubinowy kolor, zazwyczaj dziesięcio, dwudziesto letnie. Nie pijano piwa, gdyż uważano ten zwyczaj za barbarzyński. Chociaż, Juliusz Cezar podczas swoich podbojów w Galii serwował swoim legionom właśnie piwo. W tawernach na przykład podawano właściwie tylko wino z tej prostej przyczyny, iż woda mogła być zanieczyszczona, a wino dzięki zawartości alkoholu, niszczyło bakterie więc lepiej było pić wino niż wodę. Pijano różne mikstury lecznicze tworzone na bazie wina. Wino z różnymi dodatkami miało służyć naszemu zdrowi. Samo wino też już podobno zapewniało nam ochronę przed wieloma chorobami. Między innymi, istniał na przykład przepis na wzdęcia, czyli wino rozcieńczone wodą morską.

            Wielkie uczty prywatne zaczęły przysparzać wiele problemów cesarzom, wydawano więc co jakiś czas dekrety nakazujące na przykład ograniczyć sumę pieniędzy poznaczoną na taką ucztę, albo na przykład istniał nakaz ucztowania przy otwartych drzwiach. Jednym z takich nakazów był dekret Fanniusza według którego zakazano jedzenia kur, mądrzy rzymianie zaczęli więc jeść koguty, zachwalając ich walory smakowe.

 

            Jedzenie było więc jednoznacznie bardzo ważną rzeczą w strukturach społecznych.

 

Tak naprawdę wydawać by się mogło, że zwyczaje żywieniowe nie zmieniły się aż tak bardzo. Nadal prowadzimy trzy posiłkowy tryb życia, gdzie na przykład, w zachodniej Europie kolacja jest właściwie najważniejszym posiłkiem dnia. Możliwe jednak, że jedzenie straciło dzisiaj na znaczeniu, i przeniosło się raczej w sferę życia prywatnego. W starożytnym Rzymie posiłki, były właśnie narzędziem w rękach możnych, po to aby się pokazać lub ustawić pewną hierarchię. Dzisiaj, posiłek w nowoczesnym społeczeństwie zajmuje niewątpliwie dużo mniej uprzywilejowane miejsce aniżeli w Imperium Romanum.