Czyż może dziwić fakt, iż to właśnie antyczni mieszkańcy Grecji, od dawien dawna interesowali się spuścizną kulturową cywilizacji istniejących przed nimi? Czy powinien zaskakiwać fakt, że kusiły ich swoją wielkością i monumentalnością piramidy wzniesione w Egipcie, zachwycały mityczne sfinksy? Czy wreszcie, powinno dziwić, że usiłowali rozwikłać i zrozumieć komunikaty "zapisane" przez inne starożytne ludy i społeczności, w obrazkach, zaszyfrowane pod wizerunkami zwierząt, roślin, przedmiotów codziennego użytku, ciał niebieskich czy niezidentyfikowanych stworów i postaci? Nie może zdumiewać fakt, że Grecy pragnęli odczytać pismo hieroglificzne.

Na wstępie należy zaznaczyć, że dla antycznych Greków, czym innym pozostawało pismo hieroglificzne, a czym innym pismo barbarzyńskie. To drugie, barbarzyńskie, traktowano z pogardą i pejoratywnie. Było ono synonimem wszelkich języków obcych używanych w ówczesnym świecie. Pismu hieroglificznemu zaś, nie tylko przyświecała pewna mistyczna tajemnica, ale także wszech- obowiązujący pogląd, że ukrywa ono sekrety egipskich kapłanów i dostęp do niego mają wyłącznie osoby "uświęcone". O egipskich mnichach pisano między innymi: "(...)posiadali wielką wiedzę z dziedziny zjawisk astronomicznych, (...) byli to ludzie skryci i nie skłonni do podzielenia się swą wiedzą z innymi, (...) ukryli ci wielką część swej wiedzy (...)."Apulejusz w swym traktacie nazywał pismo Egipcjan mianem dziwnego, po czym dodawał: "(...) w krótkich słowach cały sens i całą treść świętych tajemnic i modlitw. W księgach tych były wszelkiego rodzaju wyobrażenia zwierząt, podające w skrótach słowa tajemnej mowy; były znaki powęźlone i kolistościami zakrętne, i widlastymi kreskami splecione, i tak przed ciekawością profanów uchronione." Stanowisko Apulejusza podzielał także Horapollon, kapłan z Egiptu. Napisał on liczące sobie dwa tomy dzieło, w którym między innymi "rozczytywał" egipskie pismo obrazkowe. Interpretacja Horapollona sprowadzała się do określenia znaczenia znaku, na podstawie jego przedstawienia. I tak, gdy autor odczytywał hieroglif zapisany w symbolu gęsi, nie tłumaczył, że oznacza ona gęś, ale syna, a to dlatego, że gęś z natury rzeczy, jest prawdziwą opiekunką swoich piskląt. Ciekawa jest także jego interpretacja zapisu słowa rok. W tym bowiem celu, zdaniem Horapollona, Egipcjanie używali przedstawienia w postaci palmy. Dlaczego? Horapollon tłumaczy: "(...) Egipcjanie rysują palmę, gdyż to drzewo jest jedynym, które rodzi jedną gałąź przy wschodzie księżyca i w ten sposób dwanaście palmowych gałęzi składa się na jeden rok." Człowieka uczciwego, w mniemaniu autora, symbolizowało strusie pióro ("Chcąc pokazać człowieka uczciwego wobec wszystkich rysują oni pióro strusia, gdyż posiada on jednakowe pióra ze wszystkich stron w odróżnieniu od innych ptaków"), zaś niemowę - liczba 1095 ("Określając niemotę, piszą liczbę 1095, która jest potrojonym okresem roku, ponieważ rok składa się z 365 dni. Dziecko, które nie nauczy się w tym czasie mówić, uważają za pozbawione daru mowy.").

Przywołując interpretacje w stylu Horapollona, warto pamiętać, iż doskonale podsycały one aurę mistycyzmu wokół zaszyfrowanego, egipskiego pisma. Okazało się także, że tego rodzaju tłumaczenia i rozkodowywanie hieroglifów, nie tylko, że nie obce były, ale także doskonale sprawdzały się w kolejnych po starożytnej, epokach w dziejach świata, a mianowicie w średniowieczu, odrodzeniu, baroku, a nawet, w wieku rozwoju myśli - w oświeceniu. Tezę, przedstawioną wyżej, potwierdzają słowa W. Struwe: "(...) kapłan Horapollon z Nikopolis stworzył gęstą zasłonę mistycyzmu nad egipskim pismem hieroglificznym".

Czyżby niepodważalnym i zasadnym okazało się twierdzenie postawione przez Horapollona w jego traktacie, że egipskich hieroglifów się nie czyta, a jedynie można je interpretować? Nie ulega wątpliwości, że tropem tym poszedł XVII-to wieczny Rzymianin, jezuita Athanasius Kircher. Przedmiotem badań Kirchera były między innymi, inskrypcje wyryte na egipskich obeliskach, umieszczonych na rzymskich placach. Historia umiejscowienia monumentów rodem z Egiptu w Italii, była następująca: najpierw "skradli" je Rzymianie i przywieźli do swojej ojczyzny, potem popadały w zapomnienie, aby wreszcie w dobie odrodzenia, ozdabiać nimi wspomniane place. Stawiając je w mieście, papieże, inicjatorzy XVIII-to wiecznego przedsięwzięcia, po części profanowali monumenty egipskie. Dlaczego? Ponieważ ozdabiali je chrześcijański krzyżami i papieskimi godłami. Ale wracając do Kirchera. Konsekwencją przeprowadzonych przez jezuitę badań, było napisanie dzieła, w którym autor interpretuje egipskie pismo obrazkowe. Nie ulega wątpliwości, że Kircher w swojej pracy, zaproponował bardzo swobodny przekład inskrypcji hieroglificznych, przekład niewiele mający wspólnego z zapisanymi przez starożytnych komunikatami, przekład będący w większości dziełem własnej wyobraźni, niż naukowego działania. Warto więc w tym miejscu zaprezentować próbkę twórczości Kirchera. I tak słowo autokrator, jezuita zinterpretował w następujący sposób: "(...) twórcą urodzaju i wszelkiej roślinności jest Ozyrys, którego twórczą siłę czerpie z nieba dla swojego królestwa św. Mofta", z kolei Ozyrys mówi wytłumaczył sentencją: "Życie rzeczy po zwycięstwie nad Tyfonem, wilgotność w przyrodzie dzięki czujności Anubisa."

I choć traktat jezuity Kirchera w całości, pozbawiony jest sensu i naukowego potraktowania problemu, to na uwagę zasługują dwie kwestie. Po pierwsze, problem Kirchera w odczytywaniu egipskich znaków, nie polegał na braku zrozumienia pojedynczych obrazków, ale na nad-interpretacji tegoż obrazka. Prawdopodobnie Kircher wiedział, że symbol oko oznacza rzeczownik oko lub czasownik czynić, robić. Popełniał jednak błąd polegający na tym, że nie zapisywał w swej pracy oka jako oka, lub oka jako robić, a jako czujność Anubisa. Podobnie ze znakiem n, wiedząc, że oznacza ono wodę, Kircher nie pisał: n w egipskim zapisie oznacza wodę, wolał bowiem użyć określenia: wilgotność w przyrodzie Egipcjanie zapisali znakiem n. Ubierając interpretacje w słowa i znaczenia, które nie miały nic wspólnego z rzeczywistością, w miejsce traktatu naukowego, stworzył brednie. Po drugie, Kircher miał swój wkład w późniejsze odczytanie hieroglifów. A to przez to, że zasugerował, że tylko z pomocą języka koptyjskiego, można odkryć sekrety wyryte w inskrypcjach egipskich.

W języku arabskim Kibt, oznacza Egipcjanina. Niemniej jednak istnieją dwa, bardziej szczegółowe tłumaczenia tegoż słowa. Pierwsze mianem Kibt, określa mieszkańca Egiptu, drugie ma podłoże religijne, i oznacza Egipcjanina-chrześcijanina. Egipcjanie w kontekście wyznaniowym dzielili się na chrześcijan oraz islamistów. Podczas gdy Egipcjanie, zwolennicy Allacha, posługiwali się językiem arabskim, tak Egipcjanie-chrześcijanie używali języka koptyjskiego, mającego swoje korzenie w języku staroegipskim. Dzisiaj Egipcjanie-chrześcijanie, komunikują się w języku arabski, zaś jedynymi, którzy rozumieją koptyjski - są kapłani.

W tym miejscu można pokusić się o stwierdzenie, że Kircher był pierwszym koptologiem, dając tym samym impuls do dalszych badań nad tym językiem. Kircher przygotował, tłumacząc z języków arabskiego i koptyjskiego, gramatykę i słownik koptyjski, które odegrały istotną rolę w dobie odkryć Champolliona. W oświeceniu miały znaczenie zupełnie drugorzędne, pozostając w cieniu rewelacji interpretacyjnych autora. A szkoda. Bo prace Kirchera z zakresu językoznawstwa, stały się kanwą do prac autorów późniejszych.

Kolejną ciekawą, XVIII-to wieczną teorią, wykorzystującą egipskie starożytne hieroglify, był koncepcja, przyjmująca za istotę swej egzystencji, następujące zdanie: "(...) religia Egipcjan - to stara religia judajska, a hebrajski był tym językiem, którym mówiono w Egipcie w czasach, gdy Żydzi pod przewodem Mojżesza porzucili ten kraj po czterechsetletnim w nim przebywaniu". I tak to, w zapisach egipskich, odnajdowano frazy z Psalmów Dawida, a nawet z Biblii, a obrazki hieroglificzne, traktowano jako litery, które następnie przekładano na sylaby hebrajskie.

Pojawiały się i inne teorie. I tak na przykład sądzono, że pismo egipskie nie ma nic wspólnego z pismem, oraz szerszym komunikatem, a jest jedynie odnośnikiem astronomicznym, traktującym o kalendarzu i podziale prac polowych.

Jeszcze inni, widzieli w piśmie starożytnych Egipcjan, wyłącznie ornament, ozdobę. Jeszcze innego zdania był, profesor rodem z Niemiec - Samuel S. Witte. Stwierdził on, że egipskie piramidy i monumenty powstały w wyniku wybuchów wulkanicznych. Nie są zatem wytworem działalności człowieka. Podobnie, dziełem człowieka nie miały być inskrypcje na obeliskach. Witte przypisał ślimakom, toczącym kamień ich powstanie.

Czytając powyższe rozważania niejeden zainteresowany problematyką Egiptu, a hieroglifów w szczególności, mógłby uznać, że niemal do końca XVIII wieku, wszelkie prace traktujące o tych zagadnieniach, były jedynie stekiem bredni, fantazji i niedorzecznych tez. Takie stanowisko byłoby jednak krzywdzące i nieprawdziwe. Jak podano powyżej, nawet praca Kirchera, nie do końca była tylko imaginacją i wymysłem autora. Nie inaczej było także w przypadku Horapollona. Na przykład odpowiednio zinterpretował on znaczenie znaku gęś. Faktycznie symbolizuje ona syna, choć nie dlatego, że gęś jest opiekuńcza wobec swych piskląt, a z powodu podobnego brzmienia obu słów w języku egipskim. Dwaj uczeni, De Guignes oraz G. Zoeg (działając osobno), prawidłowo wskazali, iż kartusze, tj. ramki okalające niektóre grupy hieroglifów, wskazywały na zapis imienia faraona. Podkreślmy więc raz jeszcze, pośród wielu bajkowych i fantastycznych tez dotyczących starożytnych Egipcjan, tworzonych na przestrzeni wielu wieków oraz epok historycznych, można odnaleźć wiele naukowych i prawdziwych stwierdzeń. Niestety prawdą jest także, że stosunek tych pierwszych, a więc koncepcji w stylu: przekonania o wspólnym pochodzeniu Egipcjan i Chińczyków, do tych drugich, jest nieproporcjonalnie większy. Pozostaje zadać sobie pytanie o to, skąd brała się aż tak wielka liczba konfabulacji i imaginacji, przecież wielu badaczy miało szczere chęci odkrycia prawdy o starożytnych? Odpowiedź na to pytanie nie wydaje się aż tak trudna. Trzeba pamiętać, że do nastania wieku oświecenia, a potem Belle Epoque, tj. XIX stulecia, poziom nauki był zatrważająco niski. Mowa nie tylko o językoznawstwie, ale i o historii czy archeologii. Poza tym dopiero na przełomie XVIII i XIX wieku uczeni zdobyli tzw. punkt odniesienia, tj. inskrypcję równoległą do egipskiej, ale napisaną w znanym języku.

Przełomowym wydarzeniem dla odczytania egipskich hieroglifów, było odnalezienie w lipcu 1799 roku, na lewym brzegu zachodniego Nilu, czarnej, bazaltowej płyty z inskrypcjami. A działo się to podczas wyprawy Napoleona do Egiptu, dokładniej podczas prac ziemnych przy wznoszeniu fortu. Wspomnianym odkryciem była znany dzisiaj wszystkim (choćby z nazwy), Kamień z Rosetty. A oto jak wówczas opisano znalezisko: "Napis górny, którego znaczna część została odłamana, zawiera czternaście wierszy hieroglifów, biegnących od strony lewej ku prawej, a więc nie w kierunku przyjętym przez języki wschodnie, lecz w kierunku właściwym dla naszych języków europejskich. Napis środkowy, pod częścią hieroglificzną, jest najpełniejszy. Składa się z trzydziestu dwóch wierszy pisma alfabetycznego, pisanych w kierunku odwrotnym w stosunku do tekstu górnego, a jego charakter nie jest znany. Napis dolny, umieszczony bezpośrednio pod dwoma poprzednimi, jest tekstem greckim, napisanym literami archaicznymi. Składa się ten tekst z pięćdziesięciu czterech wierszy, których ostatnia partia jest niepełna na skutek odłamania jednego rogu."

Charakter raportu przekazanego przez wojsko do Kairu, wyraźnie świadczy, że nadawcy doskonale zdawali sobie sprawę z ogromnej powagi sytuacji oraz wielkości odkrycia. Każdy z trzech tekstów, znaczy dokładnie to samo, co pozostałe. Ostatni sporządzono w grece, co było jednoznaczne z twierdzeniem, że napis po grecku winien być kluczem do odczytania znaków zapisu hieroglificznego i alfabetycznego, tj. pierwszego i drugiego. Nie tylko zdawano sobie sprawę z powagi sytuacji, ale natychmiast na nią zareagowano. I tak nie tylko wysłano depeszę z fortu, ale i generał J.F. Menou nakazał natychmiastowe tłumaczenie zapisu greckiego, sporządzonego na kamieniu, zaś wychodzący się w Egipcie Courrier de 1'Egypte, pokładał nadzieję w kamieniu, jako w kluczu do zrozumienia znaczenia, ale i zagadki hieroglifów.

Podjęte badania naukowe nad kamieniem z Rosetty, wykazały, że środkowy napis, sporządzono nie w języku syryjskim, a w egipskim, tzw. demotycznym. Po rozszyfrowaniu napisu w grece, uzyskano informację, że pierwsza inskrypcja wykonana została w języku świętym, druga w ludowym, trzecia zaś w helleńskim. Tak język święty, jak i ludowy, były językami egipskimi, tyle że, święty język egipski, to pismo hieroglificzne, a ludowy język egipski, to pismo demotyczne. Przystąpiono do badań. W pierwszej kolejność pisma demotycznego. Na tym polu zasłynęli: Francuz Sylwester de Sacy oraz Szwed Johann Dawid Akerblad. Ponieważ jak już wspomniano, wszystkie trzy teksty były jednakowe, tak więc, gdy w napisie greckim znaleziono nazwy własne, np. imię Ptolemeusz, postanowiono odszukać je i w napisie demotycznym. W tym celu de Sacy użył cyrkla. Ktoś zapyta po co? Otóż, dzięki cyrklowi, uczony określił granice pomiędzy 54 wierszami greckimi oraz 32 wierszami demotycznymi, a następnie wskazał w tekście trzecim i drugim, miejsca występowania wspomnianych nazw własnych. 0dnalezienie nazwy własnej, np. imienia, pozwalało na jego rozbiór na pojedyncze znaki oraz głoski, a tym samym pozwoliło na odczytanie alfabetu języka demotycznego, wykorzystanego w drugim, środkowym tekście.

Kontynuatorem prac Francuza, był Szwed Akerblad. Do jego osiągnięć i sukcesów w zakresie odczytania pisma egipskiego, należało już nie tylko odszukanie nazw własnych we wspomnianych tekstach, ale rozszyfrowanie innych słów demotycznych. Niemniej jednak pierwszy fragment, w zapisie hieroglificznym, wciąż pozostawał spowity tajemnicą. Prowadzone badania de Sacy podsumowywał: "(...) sukces podobnych badań jest wynikiem raczej szczęśliwego zbiegu okoliczności niż skutkiem wytrwałej pracy, który zmusza czasami przyjmować iluzję za rzeczywistość."

Niemal natychmiast po dokonaniu odkrycia, znaleźli się "badacze", którzy swoimi infantylnymi i głupimi metodami, odbierali całemu przedsięwzięciu, a nade wszystko znalezisku, powagi i prestiżu. Tego typu ignorantem był niejaki hrabia Palin. Ponieważ rozpracowanie tekstów zajęło mu jedną noc, swoją metodę badawczą nazwał, metodą jednej nocy. Przez tydzień z kolei, pisał traktat poświęcony odkryciu kamienia z Rosetty, złamaniu trzech kodów językowych, oraz własnemu wkładowi w tym względzie. Oto co wyszło spod pióra Palina: "(...) pośpieszyłem zreferować i podać do wiadomości czytelników myśli, jakie zrodziły się u mnie, skoro tylko otrzymałam wymieniony zabytek, odszyfrowany przeze mnie w ciągu jednej bezsennej nocy. W ten sposób chciałem się ustrzec pomyłek nieuchronnych przy długich rozmyślaniach". Czy w ogóle można dodać coś sensownego, do steku podobnych bzdur?

Kolejne, tym razem prawdziwie naukowe propozycje złamania szyfru języka hieroglificznego, zaproponował Thomas Young, kierując stosowną depeszę do Brytyjskiego Królewskiego Towarzystwa Antykwariuszy (maj 1814 rok). Young dowiódł, iż traktowanie pisma demotycznego jako alfabetycznego, zaś hieroglificznego - jako pisma wyrazowo-pojęciowego, jest mitem i nieprawdą. Uznał więc, że środkowy napis jest tylko uproszczoną wersją napisu górnego. Young mówił: "(...) będziemy w stanie dokonać przekładu odwrotnego całego tekstu napisanego pismem uproszczonym na czytelne hieroglify i w ten sposób porównać je z mnóstwem innych zabytków" . A byłoby to możliwe, jeśli udałoby się wskazać elementy brakujące pomiędzy pismem ludowym i świętym. Droga wytyczona przez Younga była nie tylko słuszna, ale i właściwa. Dzięki jej obraniu, uczony rozpracował blisko 70 egipskich hieroglifów (z pierwszego tekstu kamienia z Rosetty) lub ich zespołów. Wskazał też w świętym tekście imiona Ptolemeusza i Bereniki, dokonując jednocześnie ich rozbioru na znaki i głoski. Postępował z tekstami hieroglificznym i demotycznym, analogicznie jak de Sacy z napisami greckim i ludowym.

Na tym nie kończy się sprawa złamania i odczytania kodu hieroglificznego. Należy pamiętać, że przed uczonymi pozostało jeszcze: na podstawie znaków alfabetycznych odnaleźć w tekście konkretne słowa, a następnie odczytać je, wykorzystując język koptyjski. Pozostawało także pytanie: Czy w odniesieniu do hieroglifów znajdują zastosowanie reguły pisma literowego, a jeśli tak, to jak wspomniane zasady mają się do setek egipskich obrazków? Na te pytania nie odpowiemy jednak w niniejszej pracy. Warto jednak podjąć ten temat w innym eseju.