List do ludożerców - analiza i interpretacja
„List do ludożerców” jest krótkim wierszem wolnym, składającym się z sześciu strof o różnej długości wersów i zbudowanym z szeregu wezwań zaczynających się od zwrotu „Kochani ludożercy”. Niniejszy wers porządkuje tekst i nadaje mu formę listu–apelu, a jednocześnie brzmi ironicznie: czułe „kochani” zostaje zestawione z brutalnym „ludożercy”.
Kompozycja rozwija się w kilku krótkich scenach. Najpierw pojawia obraz przedziału kolejowego, w którym ktoś pyta o wolne miejsce, a inni reagują niechęcią („nie patrzcie wilkiem”). Następnie pojawia się prośba, by „nie deptać słabszych” i „nie zgrzytać zębami”: widać tłum, przepychanki, nerwowość – obraz codziennej agresji i wzajemnej niechęci człowieka do człowieka. Podmiot liryczny przypomina, że „ludzi jest dużo będzie jeszcze więcej więc posuńcie się trochę ustąpcie”. Tym samym perspektywa zostaje poszerzona. Nie chodzi już tylko o jeden przedział, ale całe społeczeństwo. Prośba ustąpienie komuś miejsca brzmi banalnie, a jednocześnie ujawnia sedno problemu – chodzi o minimalny gest i odrobinę życzliwości.
W następnych wersach odkrywa kolejną płaszczyznę codziennego życia, charakterystycznego dla czasów PRL. Apeluje, aby ludzie nie wykupywali ze sklepu wszystkich produktów i pomyśleli też o potrzebach innych (trzeba pamiętać, że w tamtych czasach standardem były puste półki sklepowe, a jeśli już coś na nich było, to obowiązywała reglamentacja). Podmiot liryczny widzi, że każdy myśli tylko o sobie. Wyliczenie: „ja mnie mój moje…”, obnaża ciasny egoizm współczesnego człowieka.
Finałowy apel: „nie zjadajmy się […] bo nie zmartwychwstaniemy” łączy potoczną prośbę z poważnym ostrzeżeniem. Metaforycznie podkreśla, że wzajemna wrogość odziera nas z człowieczeństwa i oddala od zbawienia.
