Arystoteles powiedział, że "człowiek jest istotą społeczną, ten zaś, kto nie żyje w społeczeństwie jest bestia albo bogiem".

Nie miałem pomysłu na to, jak rozpocząć tę pracę, szczególnie że moje zadanie nie polega tutaj na zebraniu faktów, danych, ułożenie ich w spójny tekst, poprawny językowo, jak to jest w przypadku prac historycznych czy polonistycznych. W tym przypadku chodzi o coś więcej. W tej pracy muszę rozwinąć myśl wielkiego filozofa, człowieka, który był założycielem szkoły filozoficznej i twórcą całego systemu filozoficznego. Jego myśl jest podstawą dla wszelkich późniejszych rozważań filozoficznych. Moim zadaniem jest również ustosunkowanie się do tej myśli. Pozornie zadanie to wydaje się dość proste, ponieważ trudno się z jego zdaniem nie zgodzić. Przynajmniej po części.

"Człowiek jest istotą społeczną" powiedział filozof. I, moim zdaniem, nie pomylił się ani odrobinę. Myślę, że wiedza, jaką posiadam i obserwacje, jakie udało mi się poczynić przez te lata, pozwalają twierdzić, że Arystoteles ma w tym względzie rację. Nie można zaprzeczyć twierdzeniu, że ludzie potrzebują towarzystwa, bliskości, życia w większej, niż jednoosobowa, grupie. Taka jest natura człowieka, że potrzebuje miłości, przyjaźni drugiego człowieka. Jak od każdej reguły, tak o od tej są oczywiście wyjątki. Osobiście znam ludzi, którzy są zdeklarowanymi samotnikami. Są też ludzie, którzy boją się towarzystwa, nie potrafią żyć z ludźmi, dlatego żyją samotnie.

Wydaje mi się, że śmiało można uznać słowa Arystotelesa nie straciły i nie stracą na aktualności. Jest to ponadczasowa prawda, mówiąca o samotności i odmienności. Dlaczego o odmienności? Dlatego, że od zawsze samotników, żyjących w oderwaniu od społeczeństwa, nazywano odmieńcami. Odmieńcem nazywa się kogoś, kto zachowuje się inaczej niż wszyscy, ma inny sposób życia, inaczej traktuje przyjęte powszechnie normy społeczne, stanowiące swego rodzaju ograniczenie i ciężar, który nosimy od dziecka. A każdy, kto jest inny, jest przez społeczeństwo traktowany z podejrzliwością. Ludzie mają tendencje do szybkiego i radykalnego oceniania innych. Ludzie potrafią człowieka innego niż wszyscy odseparować od grupy, a nawet uprzykrzyć mu życie. Zachowanie takie jest spowodowane zwykłym lękiem przed nieznanym, przed innością, odmiennością. Właśnie w takim "odmieńcu" ludzi widzą arystotelesowską "bestię". Tak jest łatwiej. Tego typu postępowanie krzywdzi ludzi, niszczy związki, miłość, przyjaźń.

W czasach średniowiecznych tego, kto żył z dala od społeczności, odseparowany, zamknięty w swoim świecie, nazywano synem szatana, czarownicą. Tak "zdiagnozowanego" osobnika społeczność szybko eliminowała, żeby zło nie miało okazji się rozprzestrzenić. Powszechne i, co ważne, zgodne z prawem były polowania na czarownice, które palono na stosach. Trwało to aż do XVII wieku. Dlaczego stosy? Ano dlatego, że tylko ogień mógł strawić moc piekielną. W ten sposób karano za stosowanie praktyk satanistycznych.

Co zatem z drugą możliwością, jaką przyjmuje Arystoteles, czyli z uznaniem "odmieńca" za boga? Okrzyknięcie kogoś nowym bogiem tylko dlatego, że zrobił cos niesamowitego, jest dość ryzykowne. Dlatego akurat w tym punkcie nie mogę się zgodzić z filozofem. Nie o niesamowite osiągnięcia przecież tu chodzi, nie od tego zależy boskość. Ja mam tylko jednego Boga i nie dopuszczam możliwości istnienia innego, szczególnie takiego, którego bogiem okrzyknęliby ludzie.

Podsumowując, myśl Arystotelesa jest dla mnie prawdziwa w swojej wymowie, ale tylko po części. Nie jestem w stanie przyjąć za prawdziwą jej część dotyczącą Boga. Wydaje mi się nawet, że jest to nie do przyjścia dla większości ludzi, wywodzących się z naszego kręgu kulturowego, wychowanych w wierze chrześcijańskiej, którzy wierzą w jednego tylko Boga.