CHATA (2017)Historia o przebaczeniu i pojednaniu, a także o drodze do odnalezienia Boga.

 Film „Chata” opowiada o życiu Macka Phillipsa - głównego bohatera, który w życiu doświadcza bardzo wiele. Jego historia jaki i cała akcja filmu zaczyna się od dzieciństwa, które delikatnie mówiąc nie jest najlepsze. Dzieciństwo bohatera to patologia – źli rodzice rujnują całkowicie młode lata bohatera i doprowadzają go do skraju wytrzymałości. Mimo wielkiej traumy i trudnych wspomnień Mackowi udaje się zbudować szczęśliwą rodzinę. Mack jest dobrym mężem i ojcem, umiarkowanie (co wcale nie dziwi) chrześcijaninem. Bóg postanawia postawić na jego drodze jeszcze jedno trudne wydarzenie. Mack wraz z trójką dzieci wybiera się nad jezioro w góry, na wskutek nieszczęśliwego toku wydarzeń ginie jego najmłodsza córeczka, po poszukiwaniach okazuje się że jego córeczka nie żyje, została zabita przez obrzydliwego zwyrodnialca. Cierpienia Macka jest ogromne i logicznie niesprawiedliwe. Mack ma żal do siebie i Boga. W tym momencie przedstawię moje zdanie – Żal Mack do samego siebie jest nie słuszny, po analizie całego ciągu przyczynowo – skutkowego jasno wynika, że Mack nie mógł zrobić nic więcej; żal do Boga jest uzasadniony, Mack jako chrześcijanin wierzy w DOBREGO BOGA, tymczasem pozwala on na tak wielkie nieszczęście, narzuca na człowieka – tego jednego – zbyt wielkie brzemię, najpierw w postaci obrzydliwie złych rodziców, potem śmieci ukochanego dziecka. Dalsza część fabuły filmu to … no właśnie … dalsza część filmu to nauka przebaczania i nauka pojadania, a przy okazji autoreklama samego Boga. Mack otrzymuje wiadomość, po której jedzie do tytułowej chaty – spotyka tam samego Boga w dość nietypowej postaci, a w zasadzie postaciach – to w tym filmie jest chyba najlepsze i posiada pozytywny przekaz. Sposób przedstawiania i wyobrażania Boga, to z pewnością nieodzowna kwestia każdej religii. Jeśli wierzymy w Boga to musimy wiedzieć, że jest on dla wszystkich, bez względu na przynależność rasową, narodową i etniczną. Tak, czy siak – Mack pracę domową z bożej lekcji w chacie odrabia na szóstkę, czas obcowania z Trójcą Świętą pozwala mu na poukładanie sobie pewnych spraw. Po okresie traumy i żałoby znów odnajduje szczęście. Układa sobie także na nowo relację z Bogiem, która teraz wydaje się nawet dużo bardziej silna. Mimo wszystko, zastanawiające jest w tym wszystkim, że ogromnej tragedii i to w dodatku spotęgowanej nadaje się pozytywny przekaz.