Piotr Iljicz Czajkowski urodził się w Wotkinsku w Rosji 7 maja 1840 roku. Pochodził z rodziny drobnych posiadaczy, był synem właściciela kopalni rudy żelaza. Rodzice Piotra zaplanowali dla niego karierę prawnika - dlatego początkowo posłali go do renomowanej szkoły z internatem, a po jej ukończeniu - na uniwersytet. Nie było to jednak posunięcie dobre dla psychiki chłopca. W dzieciństwie otoczony był miłością rodziców, jednak już wtedy można było u niego zauważyć pewne wewnętrzne zahamowania, które bardzo utrudniały mu nawiązywanie kontaktów z ludźmi. Dlatego, kiedy mając osiem lat musiał opuścić rodzinny dom i zamieszkać w internacie przy szkole, to przymusowe odcięcie się od matczynej miłości już na zawsze odcisnęło piętno na jego psychice. Najlepszą pocieszycielką okazała się być dla Czajkowskiego muzyka. Już w dzieciństwie uczył się grać na fortepianie i objawił swój muzyczny talent. Dlatego później kontynuował naukę muzyki w konserwatorium w Petersburgu aż do chwili, gdy skończył 22 lata i podjął decyzję o porzuceniu studiów prawniczych i poświęceniu się muzyce. Wtedy to zaczął regularne studia muzyczne, a pierwszy koncert, na którym przedstawił publiczności swoje własne utwory, miał miejsce zaledwie trzy lata później.

Dalsze życie Czajkowskiego było pełne sprzecznych emocji i zachowań. Utrzymywał wprawdzie stosunki z innymi rosyjskimi kompozytorami tworzącymi tzw. "Potężną gromadkę" - M. Mussorgskim, N. Rimskim-Korakowem, A. Borodinem, C. Cuim i A. Dargomyżskim - jednak nie potrafił zidentyfikować się z ich grupą. Czuł, że atmosfera panująca w rodzinnym kraju nie wpływa na niego dobrze, przytłacza go, powoduje depresję - i dlatego często podróżował po Europie. Nie potrafił jednak znaleźć dla siebie odpowiedniego miejsca i za każdym razem powracał do Rosji. Ponieważ miał problemy z nawiązywaniem kontaktów, bardzo obawiał się związania uczuciowego z jakąkolwiek kobietą, jednak podświadomie cały czas tęsknił do uczucia gorącej miłości. Wtedy to zetknął się z Nadieżą von Meck, bardzo bogatą wdową, która była wprawdzie otoczona niezwykłym przepychem, ale w głębi duszy, podobnie jak Czajkowski, czuła się niezwykle samotna i nie potrafiła odnaleźć się wśród ludzi. Była jednak zauroczona muzyką Czajkowskiego i kiedy on napisał dla niej utwór, ona wysłała mu list ze słowami ogromnego wzruszenia i podziękowania. Czajkowski odpowiedział na ten list i w ten sposób rozpoczęła się ich trwająca około trzynastu lat, głęboka przyjaźń korespondencyjna. W tym czasie napisali do siebie ponad 1100 listów, które nierzadko pisane były nawet po kilka dziennie. Czajkowskiemu bardzo odpowiadał układ, kiedy miał bliską osobę, ale nie znał jej osobiście, jedynie poprzez listy. Nie czuł się skrępowany czyjąś obecnością, a równocześnie miał przed kim się otworzyć i opowiedzieć o targających nim emocjach. Podobnie czuła pani von Meck, czego dowodem może być fakt, że zaproponowała przyjacielowi roczną pensję 6000 rubli, stawiając jednak warunek - że nigdy się nie spotkają. Czajkowski przyjął tę ofertę, a ponieważ była to suma bardzo wysoka, nie musiał martwić się o pieniądze i mógł pozwalać sobie na różne przyjemności. W tym czasie Czajkowski stawał się coraz bardziej popularniejszym kompozytorem, a jego twórczość była bardzo entuzjastycznie przyjmowana przez publiczność. Wprowadzał jednak bardzo wiele nowatorstwa do swej muzyki i dlatego często pojawiały się w stosunku do niej surowe opinie krytyków.

Kiedy miał 37 lat, w roku 1877, dostał niespodziewany list od Antoniny Iwanowny Milukowej, nieznanej mu młodej kobiety, która była pod ogromnym wrażeniem przepełnionej uczuciami muzyki Czajkowskiego. Antonina miała 20 lat i zachowywała się jak niedojrzała fanka - wysyłała Czajkowskiemu mnóstwo gorących listów przepełnionych namiętnym uczuciem. Równocześnie szantażowała go - groziła, że jeśli nie zgodzi się on z nią spotkać, to popełni samobójstwo. Wrażliwy Czajkowski przystał na jej prośbę, a potem wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Jeszcze tego samego roku, 6 lipca, odbył się ich ślub, który dla Czajkowskiego okazał się fatalnym posunięciem. Oboje bowiem posiadali zupełnie przeciwstawne charaktery, których nie potrafili pogodzić. Już podczas miesiąca miodowego Czajkowski pod wpływem swojej żony coraz bardziej zamykał się w sobie. Później odbywał podróże jeszcze bardziej liczne niż dawniej - aby być jak najdalej domu i żony. Po czterech latach małżeństwa, w roku 1881, rozwiedli się, co Czajkowski przypłacił kilkoma poważnymi załamaniami nerwowymi. Antonina natomiast niedługo potem trafiła do zakładu dla psychicznie chorych.

Również w tym okresie Czajkowski znalazł ukojenie w muzyce. Popadł w rutynę codziennego komponowania i na niej oparł swoje życie. Natchnienie nie opuszczało go ani na chwilę. Sam zwykł powtarzać, że dla niego "muza pracuje 24 godziny na dobę". I rzeczywiście - codziennie o wpół do dziesiątej siadał przy fortepianie i komponował, by wczesnym popołudniem wybrać się na spacer, podczas którego analizował wyniki porannej pracy. Po powrocie wprowadzał do utworów poprawki, a pod koniec dnia miał zwyczaj grać w karty przy szklance whisky. Sam twierdził, że właśnie tak ułożony plan dnia, w którym nie było miejsca na nagłe niespodzianki, utrzymywał go w dobrym stanie psychicznym.

W 1890 roku przeżył silne załamanie psychiczne spowodowanie nagłym zakończeniem korespondencji przez panią von Meck. Kiedy zorientowała się ona, że jest w sytuacji bankructwa, nie tylko przestała płacić Czajkowskiemu pensję, ale także zerwała z nim wszelki kontakt. To doprowadziło Czajkowskiego nie tylko do głębokiej depresji, ale także do finansowego upadku.

Gdyby Czajkowski żył współcześnie, z pewnością szybko nazwany zostałby odludkiem i ponurakiem. Rzadko bowiem spotykał się z ludźmi, najlepiej czuł się w samotności. Nie należał też do osób, które wzbudzałyby sympatię - bezustannie krytykował nielicznych przyjaciół, choć najbardziej zgryźliwe uwagi kierował do innych, współczesnych mu i dawniejszych kompozytorów. Tak więc Josepha Haydna nazywał "twórcą drugiej kategorii... nawet nie interesującego", a o Richardzie Straussie mówił, że cechuje go "zdumiewający brak talentu".

W wieku 53 lat, 6 listopada 1893 roku, Czajkowski zmarł. Do dziś nie wiadomo, czy powodem była panująca wtedy w Petersburgu epidemia cholery, czy kompozytor popełnił samobójstwo. Ta niejasność może być jednak podsumowaniem jego, pełnego sprzeczności, życia.

Pomimo, ze w muzyce Czajkowski stosował proste formy, to jednak przelewał w nią wszystkie targające nim emocje. To właśnie sprawia, że do dziś cieszy się ona niesłabnącą popularnością i przyciąga wielu melomanów, którzy słuchają jej z niekłamanym zachwytem.

Tekst na podstawie Wikipedii.