Zespół Chawerim, co z hebrajskiego tłumaczy się jako "Przyjaciele", tworzy grupa młodych ludzi, przede wszystkim studentów krakowskich uczelni. Jak sami twierdzą- połączyła ich fascynacja muzyką żydowską i chrześcijaństwo. W skład zespołu wchodzą: Noemi Inga Bażanowska (wokal), Emilia Moddelmog (wokal), Paweł Woźny (wokal), Miriam Gibiec (obój), Ewa Undas (skrzypce), Anna Marek (skrzypce), Tomasz Marek (fortepian), Łukasz Heczko (perkusja, gitara), Paweł Marek (wiolonczela, gitara), Agnieszka Pastucha, perkusja, skrzypce)- przy czym nie wszyscy z wyżej wymienionych byli obecni na omawianym przeze mnie koncercie. W repertuarze zespołu znajdują się tradycyjne pieśni żydowskie oraz pieśni skomponowane specjalnie dla nich- z tekstem o tematyce chrześcijańskiej i muzyką opartą na skali żydowskiej.

Śpiewowi wokalnemu towarzyszy akompaniament gitary, bębnów, klarnetu, skrzypiec, prostych instrumentów perkusyjnych- np. grzechotek.

Koncert, który odbył się podczas ostatnich Dni Izraela w Krakowie, w Synagodze Wysokiej na krakowskim Kazimierzu, zawierał przede wszystkim repertuar rdzennie żydowski. Rozpoczęły go utwory nawiązujące do muzyki poważnej- trudne technicznie, wymagające dużych umiejętności wokalnych i fachowego przygotowania. Zespół nie do końca sobie z nimi poradził. Brakło możliwości skalowych, pewności, polotu, swobody wykonania. Trudno powiedzieć, co skłoniło zespół do decyzji o zaprezentowaniu tych utworów. Być może obecność ich twórcy na tamtym koncercie.

W dalszej kolejności Chawerim zaprezentował tradycyjne pieśni żydowskie, z których najbardziej porywającą okazała się "Hava nagila". Nie sposób tu nie wspomnieć o wokalistach. Głos żeński prezentował duży potencjał i to on był przewodził w wykonaniu niemal wszystkich pieśni. Męski- czysty, zwyczajny, miał w sobie pewien urok, choć brakowało mu śmiałości i pewności siebie. Niemniej tą radosną pieśnią żydowską młodym artystom udało się porwać całą salę. Był to niewątpliwie najlepszy moment tego wieczoru i najbardziej udane wykonanie. Drugim takim punktem było już tylko wykonanie hymnu Izraela kończącego cały koncert- "Hatikvah".

Tym, co na pewno zapada w pamięć po tego rodzaju imprezach, jest serdeczność, z jaką witają się przedstawiciele narodu żydowskiego. Nie ma tam sztywnych ram, zdystansowanych ukłonów, ale jest ciepło, otwartość i radość spotkania. Oczywiście nie sposób dociec, na ile jest to zachowanie szczere, ale sama atmosferaklimat spotkania jest na pewno czymś niepowtarzalnym. Zbiera ludzi, którzy przychodzą na nie z własnej, nieprzymuszonej woli, co pozytywnie wpływa zarówno na odbiór koncertów, jak i nastawienie wykonawców, którzy mogą liczyć na serdeczne przyjęcie.

Jeśli chodzi o instrumentalistów- zbyt krzywdzące mogłoby być określenie ich amatorami, gdyż cel przyświecający ich muzykowaniu jest dobry- jak sami twierdzą, chcą chwalić Pana i spotykać ludzi, w przypadku bezpłatnych koncertów trudno mówić o nieuczciwym naciąganiu słuchaczy, ale sam poziom wykonania pozostawiał jeszcze wiele do życzenia. Mimo jak najbardziej pozytywnego nastawienia- trudno było czuć się usatysfakcjonowanym po wyjściu z synagogi. Również instrumentalistom brakło umiejętności technicznych, swobody, lekkości, pewności gry. Chwilami koncert przypominał przesłuchania półroczne w szkołach muzycznych, gdzie pierwszoplanowym artystą na scenie jest zazwyczaj stres, a całość wystąpienia sprowadza się do walki o jak najbardziej poprawne wykonanie tego, czego się od grającego oczekuje.

Myślę, że ogólna ocena koncertu wypada pozytywnie- wydałabym sama, ale nie ukrywam też rozczarowania, jakie prawdopodobnie odczuwa każdy, kto w muzyce żydowskiej dostrzega gigantyczną panoramę uczuć, dla których w koncercie Chawerimu nie starczyło miejsca.