RAFAŁ WOJACZEK

"PIOSENKA BOHATERÓW II"

W czasach wielkich żyliśmy, wspaniałych...

Aż wreszcie śmierć stała się pospolitą rzeczą,

jadalną, jak gruby chleb lekkostrawną,

i w usta sobie braliśmy lekko

- kromkę rozkwitającą smakiem aż bez nazwy,

takim codziennym. I zabijano nas: rano

już wymierzano rzadką, w cienkiej zupie,

ale my śmiechem nieodmierzanym

śmialiśmy się, jeszcze gdy sen w łeb tłukł obuchem.

Bo to nie była nasza śmierć tylko łaskawa

jałmużna zazdroszczącego nam świata

i wiedzieliśmy: kłamią nam w piśmie

powszednich gazet, skorośmy, choć nieumyślnie,

w szpaltach nieba czytali a ten dziennik

wyjawiał imię prawdziwej śmierci.

Utwór Rafała Wojaczka "Piosenka bohaterów II" pochodzi z tomiku "Inna bajka" wydanego w 1970 roku. Czasy w jakich przystało tworzyć Wojaczkowi nie były łatwe - lata 70. to czasy kryzysu społeczno - politycznego. Poeta zapewne był świadkiem wydarzeń marcowych z roku 1968, pierwszych wystąpień robotniczych w latach 70. Polska rzeczywistość budziła bunt, tym bardziej odczuwany przez tak wrażliwe jednostki jak poeci.

Wnikliwy czytelnik z pewnością zauważy, iż w pierwszym wersie Wojaczek nawiązuje do słów Czesława Miłosza, poety nie funkcjonującego w oficjalnym obiegu wydawniczym. Wojaczkowe słowa:

W czasach wielkich żyliśmy, wspaniałych... stają się parafrazą słów Miłosza: W czasach dziwnych i wrogich żyliśmy, wspaniałych z utworu "O książce". Niestety ostra cenzura nie pozwoliła Wojaczkowi przywołać nazwiska wielkiego poety. Miłosz swój utwór napisał w 1934 roku podsumowując jakby czasy I wojny światowej:

W czasach dziwnych i wrogich żyliśmy, wspaniałych,

nad głowami naszymi pociski śpiewały

i lata nie mniej groźne od rwących szrapneli

nauczali wielkości tych, co nie widzieli

wojny. W pożarze sucho płonących tygodni

pracowaliśmy ciężko i byliśmy głodni

chleba, cudów nieziemskich zjawionych na ziemi

i często, spać nie mogąc, nagle zasmuceni

patrzyliśmy przez okna (...)

Wojaczek jakby odwołuje się do słów Miłosza, stawiając się w podobnej sytuacji, podobnej roli. Również u Miłosza pojawia się motyw chleba, ale w dosłownym znaczeniu. Wojaczek później wykorzysta ten chleb i uczyni go symbolem codzienności, a w zasadzie codzienności śmierci.

Sam utwór Wojaczka ma wydźwięk polityczny i jest reakcją poety na ówczesną rzeczywistość.

Pierwszy wers, który jak już wspomniano jest cytatem z Miłosza, zwraca uwagę, iż podmiotem lirycznym utworu jest jakaś zbiorowość. Zbiorowość tę można odczytywać jako całą społeczność polską albo zawęzić ją do pokolenia Wojaczka - młodych ludzi nie zgadzających się na taki świat, w jakim przystało im żyć. Z drugiej strony pokolenie to, czy całe społeczeństwo ma świadomość, że są świadkami Historii, że wydarzenia, na które patrzą i przeżywają znajdą się w podręcznikach historii. Mają świadomość ważności czasów, w których żyją, choć to czasy niełatwe.

W czasach wielkich żyliśmy, wspaniałych...

Aż wreszcie śmierć stała się pospolitą rzeczą,

jadalną, jak gruby chleb lekkostrawną,

i w usta sobie braliśmy lekko

- kromkę rozkwitającą smakiem aż bez nazwy,

W kolejnym wersie poeta ciekawie zestawia słowa śmierćpospolita rzecz. To drugie słowo przynosi jasne dla każdego Polaka konotacje z Rzeczpospolitą. Jednak specjalnie Wojaczek nie używa tego określenia. Wers ten można rozumieć na kilka sposobów. W sensie dosłownym śmierć faktycznie stawała się czymś powszednim - bezprawnie strzelano do strajkujących robotników, ludzie działający w opozycji z dnia na dzień "znikali". Drugie odczytanie nasuwa myśl, iż prawdziwa Rzeczpospolita umarła. Polska zatraciła swą narodową tożsamość. Zupełnie jak za czasów zaborów i późniejszej wojennej okupacji. To umieranie stało się czymś powszechnym, codziennym, "zjadanym" jak chleb. Chleb gruby, który jednak nie stawał w gardle, przeciwnie był lekkostrawny - większość ludzi przyjmowała tę rzeczywistość, koncentrując się na swoim małym dobrobycie. Dziś jeszcze słychać jak niektórzy wspominając czasy PRL - u mówią: "Wtedy było lepiej". Owszem, było lepiej dla ludzi działających w partii, dla tych, którzy mieli "ciepłą posadkę" i nie dbali zupełnie o swoją narodową tożsamość. Zamykali oczy na fałsz rzeczywistości. Na iluzję dobrobytu.

I zabijano nas: rano

już wymierzano rzadką, w cienkiej zupie,

ale my śmiechem nieodmierzanym

śmialiśmy się, jeszcze gdy sen w łeb tłukł obuchem.

Władza non stop próbowała tłamsić dążenia niepodległościowe. "Od rana" podawano w mediach polityczną papkę, w szkołach uczono jakim to wspaniałym przyjacielem jest Związek Radziecki. Ale Polacy, ci prawdziwi Polacy patrioci śmiali się z nieudolnych starań władzy. Spiski, konspiracje, pamięć o tradycji, szacunek dla wolności Polacy mieli prawie od zawsze wpisane w krew. W narodowe geny. Kolejne rozbiory, wojny, długie oczekiwanie na odzyskanie niepodległości nie zabiły w ludziach tej typowo polskiej dumy narodowej. Ludzie wiedzieli, że tak jak ich przodkowie, przetrzymają i teraźniejszą niewolę. Ta świadomość, niegasnącą w umysłach, mimo szarej rzeczywistości pozwalała przetrzymać najgorsze tortury, prześladowania, internowania, pacyfikacje.

Bo to nie była nasza śmierć tylko łaskawa

jałmużna zazdroszczącego nam świata

i wiedzieliśmy: kłamią nam w piśmie

powszednich gazet,

Bo to nie była nasza śmierć - stwierdza poeta. Wprawdzie to nie było umieranie "na życzenie", w boju, bohaterskie. Nie było to umieranie z wyboru. Ludzie zostali osamotnieni, pozostawieni samym sobą, skazani niemal. Na oczach świata dokonywał się ich dramat. Nie było tak tylko w Polsce. Chodzi tu nie tylko o nasz kraj, ale wszystkie kraje podległe ZSRR. Jednak te pojedyncze dramaty stały się motywacją do kolejnych wystąpień. Lata 1967 i 1968 to przecież wystąpienia w Czechosłowacji tak krwawo zduszone przez wojska Układu Warszawskiego. 1970 rok to strajki polskich robotników.

Ludzie mieli także świadomość, że władza oszukuje ich na każdym kroku, informacje w gazetach bywały sfingowane. Obok rozgrywały się zamieszki - w imię wolności, a władza podawała jakieś absurdalne wiadomości, przekręcając fakty. Były to celowe, propagandowe zabiegi, by nie podburzać ludzi, by naród żył w przekonaniu, ze jest słaby, że nie potrafi się zorganizować. Potem dochodziło do tragicznych wydarzeń.

skorośmy, choć nieumyślnie,

w szpaltach nieba czytali a ten dziennik

wyjawiał imię prawdziwej śmierci.

Ludzie wychodzący na ulicę nie zdawali sobie sprawy z faktu, że władza jest zdolna użyć broni palnej. Że Polak będzie strzelał do rodaka. Stąd ta nieumyślność strajkujących, która kończyła się realną śmiercią u bram stoczni lub kopalni. Jeszcze parę chwil wcześniej czyjś ojciec, mąż, brat pracował, a nagle leżał w kałuży krwi, z martwymi, nie zamkniętymi oczami zwróconymi ku niebu. Śmiercią zapłaciwszy za marzenia o wolności.

Wojaczek tym wierszem objawia nam gorzką prawdę o czasach, w których żył. Nadając swojemu utworowi tytuł "Piosenka o bohaterach II" nawiązuje Wojaczek i do wierszy Miłosza

( "Piosenka o końcu świata"), i do utworów Baczyńskiego ( "Piosenka śnieżna żołnierza"), i do formy piosenki - w tym wypadku piosenki smutnej, niemal elegijnej. Potem w polskiej kinematografii pojawia się, możliwe że zaczerpnięty z Wojaczka, przetransponowany motyw śmierci jako kromki chleba. Kazimierz Kutz nakręcił film o tytule "Śmierć jak kromka chleba" - historię krwawych zamieszek na Śląsku, dramat górników z kopalni "Wujek".