Tadeusz Borowski jest autorem opowiadań, pt.: „Pożegnanie z Marią”, w których stara się odtworzyć tragizm czasów okupacji i przybliżyć nam życie w obozach koncentracyjnych. Przedstawia również portrety ofiar i ich oprawców. Jest reprezentantem pokolenia Kolumbów i dlatego, że był świadkiem tamtych wydarzeń przedstawił prawdę w każdym jej brutalnym aspekcie. W swoim cyklu opowiadań upomina się o wrażliwość i pamięć ofiar. Borowski przez krytyków uznany został za nihilistę i cynika podczas, gdy beznamiętne opisy zdarzeń, opowiadania wyprane z uczuć i suche fakty przedstawione z perspektywy okupanta, były świadomą prowokacją, zamysłem artystycznym, dzięki, któremu autor budził refleksję o skutkach wojny i obozów.

Jedno z cyklu opowiadań Borowskiego nosi tytuł „U nas w Auschwitz” opisuje ono pozornie normalne życie w obozie zagłady, relacje między więźniami i zasady obozowe. Pojawia się też pojęcie człowieka zlagrowanego. Więźniowie prowadzili normalne życie, mieli dostęp do biblioteki, muzeum i wielu innych instytucji. Byli dumni, że przebywają w obozie. Mogli się bawić, grać w karty. Jednak to tylko iluzja, bo gdy jedni się ‘bawili’, drugich wieziono do gazu. Ludzie byli znieczuleni, obojętni na śmierć i cierpienie. Były też stare numery, czyli ci, którzy budowali ten obóz i byli oczywiście uprzywilejowani - Kapo, sanitariusze, Sztubacy… Przedstawił nowy model człowieka, człowieka zlagrowanego, obozowego, gdzie ofiara zmienia się w kata. Borowski dokonuje reifikacji (uprzedmiotawia ludzi) i stosuje behawioryzmy, czyli opisuje ludzkie zachowania ograniczając się do opisu zewnętrznego, do zachowań, bez świata uczuć. Utwór jest całkowitą krytyką ówczesnej cywilizacji, która zbudowana jest na ofiarach z ludzi. Autor zarzuca ludziom obłudę - nie chodziło o szczytne cele. Pisarz twierdzi, że to zwycięscy piszą historię.

Podany fragment „Proszę państwa do gazu” Tadeusza Borowskiego to opis transportu ludności do obozu koncentracyjnego. Ludzie bardziej uprzywilejowani schodzą na rampę by pomóc w rozładowaniu transportu, w zamian będą mogli zabrać bagaże skazańców. Na stację wjechał pociąg z kolejnym transportem. Z okien wagonów wychylały się zmęczone ludzkie twarze. Ludzie podróżowali w strasznych warunkach, traktowani gorzej niż zwierzęta. W wagonach panowała duchota ludzie byli spragnieni: „Wody! Powietrza! - zerwały się głuche rozpaczliwe krzyki. Z okien wychylał się twarze ludzkie, usta chwytały rozpaczliwie powietrze”. Człowiek w zielonym mundurze, główny nadzorca odbioru transportu, był zdegustowany tym widokiem i zapewne zirytowany hałasem, więc ciszył więźniów. W między czasie przyjechał ciężarówki po odbiór transportu i fachowo rozstawiono. Nadzorca wydał rozkaz, by więźniowie wyszli i zostawili cały swój dobytek przy pociągu. Ludzie zaniepokojeni o swoją przyszłość zadawali pytania, na które nie dostawali odpowiedzi: „Nie wiem, nie rozumiem po polsku”. Jedyną dozwoloną formą litości w obozie było oszukiwanie więźniów do ostatniej chwili ich życia. Ludzie rozładowujący transport zabierali więźniom torebki i palta. Dopiero upomnieni przez dowódcę przestają rozrzucać rzeczy. Sam esesman nie był zaangażowany w rozładunek on tylko rozkazywał, pozbawiony emocji, przyzwyczajony. Kiedy wypadła torba i jedna z kobiet chciała ją podnieść uderzył ją trzciną po plecach. Autor po raz kolejny pokazuje reifikację człowieka. Następuje selekcja więźniów jedni pójdą od razu do gazu inni najpierw do pracy. Wyznacznikiem przetrwania jest tu zdolność do pracy, choć i tych ludzi nie ominie gaz: „To ci, co poszli na prawo - młodzi i zdrowi - ci pójdą na lager. Gaz ich nie ominie, ale wpierw będą pracować”. Ciężarówki kursują odwożąc transport i wracając po kolejny. Przy nich pracują ludzie z komanda kanada, którzy niezmordowanie dokonują selekcji i starają się upchać na nich jak najwięcej więźniów: „(…) ubijają na aucie, na każde sześćdziesięciu tak plus-minus”. Dalej z boku stoi esesman notując ilość pełnych ciężarówek, musi byś przy tym bardzo skrupulatny: „nie odjedzie auto bez jego wiedzy i kreski”. Ciężarówki wywożą tysiące ludzi. Wreszcie odjechała ostatnia. Więźniowie, którzy pomagali przy rozładunku muszą uprzątnąć pozostałości po transporcie: „żeby śladu po tym obrzydlistwie nie zostało”. Wszyscy pracują w wielkim upale, ale dopiero kiedy skończą znajdzie się trochę czasu na zaspokojenie pragnienia. Przyjechał kolejny transport i wszystko powtarzają. Jedna przy tym transporcie tracą panowanie nad sobą. Wyrywają ludziom brutalnie z rąk cały dobytek. Rozładowujący są obojętni wobec śmierci tych ludzi: „Idźcie, idźcie, przemińcie. Idą przemijają. Mężczyźni, kobiety, dzieci. Niektórzy z nich nie wiedzą”. Wywleczono z wagonu osłabłego starca i bezceremonialnie wrzucono go na ciężarówkę. Całą drogę jęczał, że chce widzieć się z komendantem. Młody esesman uciszył go śmiejąc się, mówi, że się zobaczy i instruuje żeby nie zapomniał hitlerowskiego pozdrowienia. Mężczyzna z notatnikiem zanotował ostatnią liczbę: 15000. Duża część pojechała do krematoriów. Transport jednak okazał się bogaty: „Był to dobry, bogaty transport”.

Borowski był moralistą, bronił zasad międzyludzkich. Deheroizacja, prowokacja, cynizm i nihilizm narratora - Tadka, były wyrazem moralizmu Borowskiego, wskazaniem wielkiej wartości zasad moralnych, na których oparta była cywilizacja europejska. Autor przedstawił w swoich opowiadaniach człowieka zlagrowanego. Oprawcy we wskazanym fragmencie byli kiedyś ofiarami. Granica między katem a ofiarą jest niezwykle wąska, zanika. Oprawcy uprzedmiotawiają swoje ofiary, traktują je jak nic nie znaczący przedmioty, zwierzęta. W obozie istnieje odwrócony dekalog, nie ma zasad moralnych, ludzie chcą przeżyć kosztem innych, są obojętni wobec śmierci.