Tegoroczne święta bożonarodzeniowe upłynęły w naprawdę magicznej atmosferze. Bardzo żałuję, że czas wciąż pędzi do przodu i znów muszę powrócić do swych obowiązków szkolnych.

Uwielbiam zaczynać tydzień od lekcji w siódmej klasie. Mam tam swoich ulubionych uczniów i zawsze wiem czego mogę się po nich spodziewać. Dziś od razu zauważyłem, że w klasie pojawił się nowy uczeń. Byłem trochę zaskoczony. Zdawało mi się że przez chwile nasze spojrzenia spotkały się. Chłopiec wstał. Powiedział, że nazywa się "Zygier". Od razu przypomniałem sobie, że to właśnie ten chłopiec który miał przejść do naszej z szkoły z Warszawy. Postanowiłem kazać mu przeczytać fragment jakiegoś tekstu. Chcę wiedzieć na ile go stać. Kiedy tylko zaczął czytać domyśliłem się że jest bardzo uzdolnionym młodym człowiekiem. Naturalnie, reszta klasy tego nie doceniała. Kiedy przyjrzałem im się byli znudzeni i zwyczajnie nie zainteresowani. Ja za to wręcz przeciwnie. Zaciekawił mnie Zygier. Może zna literaturę polską? A i owszem. Wymienia "Pana Tadeusza" i od razu mówi o Mickiewiczu w języku rosyjskim. Jego wiedza przerosła moje oczekiwania i nie mogę pozwolić mu na głoszenie takich patriotycznych wyznań w tej sali. Wiem, że mam obowiązek kazać mu milczeć, ale on nie słucha.

Przyglądam się Zygierowi uważnie skupiam wzrok na jego pewnej postawie. Mówi bez zająknięcia, płynnie. Ma w sobie tak wiele odwagi, że na pewno wystarczyłoby dla całej tej klasy. Czuję jak bardzo jestem bezsilny wobec tego młodego człowieka. Robie kilka kroków w tył i widzę teraz całą klasę wpatrzoną raz we mnie raz w Zygiera. Jestem bardzo przerażony i staram się to ukryć ale oni widzą mój strach. Dłonie stają się mokre, nerwowo zaciskam pięści. Chcę go powstrzymać ale coś mi nie pozwala. Uczniowie są jednocześnie zdenerwowani i ciekawi. Niektórzy wstali, inni tylko patrzą zaskoczeni, jakby zahipnotyzowani. Czuje się bezradny wobec siły z jaką recytuje ten młodzieniec. Postanowiłem usiąść przy biurku. Poczułem, że moje nogi robią się jak z waty. Podparłem dłonie i nie wiedząc kiedy popłynęła mi łza. Byłem wzruszony i nie mogę uwierzyć, że pozwoliłem sobie na taką słabość. Chcę zapanować nad sobą ale czuję, że to uczucie silniejsze ode mnie. Dyskretnie ocieram twarz z łez ale domyślam się że uczniowie zauważyli moje wzruszenie. Nie są zdziwieni, dla nich to też niezwykła chwila. Zygier jest ich bohaterem. Widzę to po minach moich uczniów.

Wiem, że nigdy nie zapomnę ani tej chwili, ani Zygiera ,ani też dnia kiedy to się wydarzyło. Był to tak samo magiczny dzień jak ten bożonarodzeniowy.