Kto z nas chociaż czasem nie przeklina albo nie ma na to ochoty? W sytuacjach stresujących i nagłych wypadkach, w gniewie, złości... często nadużywamy wulgaryzmów. Czy jest to do końca uzasadnione? Czy do końca wiemy czym jest wulgaryzm?

Jedna z popularnych internetowych encyklopedii daje bardzo wyczerpującą definicję tegoż. Mówi miedzy innymi, że wulgaryzmy są to pojedyncze słowa, wyrażenia a także zwroty klasyfikowane przez użytkujących dany język jako nieprzyzwoite czy ordynarne. Wulgaryzmy ze względu na sytuację w jakiej mogą zostać użyte podzielić możemy na trzy grupy:

- przekleństwa to grupa wyrazów używanych po to by rozładować powstałe z powodu dowolnego uniesienia emocjonalnego lub także zewnętrznych negatywnych bodźców napięcie .

- wulgaryzmy czyli słowa używane do świadomego obrażania drugiej innej bądź grupy osób.

- wulgaryzmy, których używa się w celu dania drugiej osobie do zrozumienia naszego lekceważenia czegoś.

Wulgaryzmy to słowa różnorako skonstruowane. Niektóre języki mają ich własną specyfikę tworzenia. Najbardziej często spotykane wyrazy wulgarne odnoszą się do przede wszystkim do części ludzkiego ciała, a także zwierząt, sfery stosunków seksualnych, potrzeb fizjologicznych a także do wydzielin ciała. Czasem wulgaryzmami są także zwroty idiomatyczne właściwe poszczególnym językom i tak na przykład w języku hiszpańskim jako przekleństwa funkcjonują wyrazy powiązane ze religią i świętymi, a także np. z mlekiem.

Zakres samego wulgaryzmu jest bardzo zmienny, a przede wszystkim powiązany silnie z wyrażeniem obraźliwym. Używanie wyrażeń uznawanych za wulgarne często regulowane jest nie tylko normami społecznymi, ale i prawnymi, na przykład w Polsce art. 141 kodeksu wykroczeń głosi: "Kto w miejscach publicznych umieszcza nieprzyzwoite napisy, rysunki albo używa słów nieprzyzwoitych, podlega karze grzywny do 1500 złotych."

Tyle encyklopedia. Moim zdaniem na co dzień nie powinniśmy używać zbyt wielu wulgaryzmów. Sprawiają one, ze nasz język ubożeje - co można zaobserwować na przykładzie niejednego dresiarza, który całą swoją wypowiedź potrafi skomponować na dwóch wulgaryzmach - niestety dość często słyszy się takie rzeczy na ulicy. Poza tym po krótkim czasie wulgarność językowa staje się nawykiem - na pewno większość z nas zna tę przypadłość z czasów, gdy w młodzieńczym wieku pozwalało sobie na przeklinanie wśród kolegów, a potem wyrywało się w domu z jakimś niecenzuralnym słowem.

Czasem wulgaryzmy stają się narzędziem językowym potrzebnym w stylizacji, bądź środkiem artystycznym. Dzieje się tak np. w poezji Rafała Wojaczka czy Andrzeja Bursy. My zaś - nie wyobrażamy sobie mówić "o niegodna dziuro w nawierzchni, skądeś się tu wzięła na mojej drodze, tak, ażebym prawie skręcił sobie nogę" i odruchowo prawie zastępujemy taką wypowiedź wulgaryzmem np. potknąwszy się. Ja sam nie uważam takich wyrazów za całkowicie niedozwolone - stanowią one przecież także w jakiś sposób o kolorycie języka, jakkolwiek tutaj - tak jak i we wszystkim - najważniejszy jest zdrowy rozsądek i umiar.