Stoicy starali się w starożytności wlać w ludzi przekonanie, że najodpowiedniejszym dla nich stanem jest apatia. Była to w ich rozumieniu zdolność do zapanowania człowieka nad wszelkimi popędami, takimi jak zawiść, pożądliwość ciała drugiego człowieka, a także nad afektami, czyli popadaniem w smutek, jak i nadmierne szczęście. Starali się nawet bronić tego, by jeden człowiek mógł współczuć drugiemu, gdyż w ich rozumieniu było to okazywanie słabości. Najważniejszym wiec było zobojętnienie na wszystkie ludzkie przypadłości, a także na to co przytrafia się samemu człowiekowi. Były to bardzo surowe zasady, niepodlegające żadnym złagodzeniom, bardzo restrykcyjne i wyraźne. Niewielu ludzi było w stanie kierować się nimi. Powodowały najczęściej jedynie rozgoryczenie i frustracje, gdy były łamane przez człowieka, który nie mógł zapanować nad swoimi odruchami, naturalnymi wszakże i niejednokrotnie koniecznymi. Stąd tez w "Trenach" Kochanowski potrafi wypowiadać się bardzo krytycznie o restrykcyjnie pojmowanym stoicyzmie. Już w pierwszym trenie ironizuje na temat tej filozofii:

" - podobno drudzy rzeczecie.

Cóż, prze Bóg żywy, nie jest prózno na świecie?

Wszytko prózno! Macamy gdzie miękcej w rzeczy,

A ono wszędy ciśnie! Błąd - wiek człowieczy!

Nie wiem, co lżej: czy w smutku jawnie żałować,

Czyli się z przyrodzeniem gwałtem mocować?"

Wskazuje przy tym równocześnie na to, ze takie spychanie w podświadomość wszelkich odczuć ludzkich, cierpień, smutków i żalów może być niebezpieczne dla człowieka, gdyż wprowadzające zaburzenie w jego naturalnie spokojnej egzystencji duchowej.