Czemu opium i czemu w rosole? Sięgając po książkę, pewnie niejeden z nas zastanawiał się, dlaczego nosi ona tytuł "Opium w rosole". Przecież nie opowiada ona o tzw. "białej śmierci", ale jednak o uzależnieniu.

Opium jest środkiem odurzającym, narkotykiem. Niektórzy używają go w nadziei na znalezienie nowych wrażeń. W utworze Małgorzaty Musierowicz, tym "opium" jest rodzinne ciepło, życzliwość, spędzanie czasu z bliskimi, interesowanie się ich kłopotami. Takich właśnie "wrażeń" pragnie Aurelia, kiedy odwiedza mieszkańców kamienicy na ulicy Roosevelta oraz inni bohaterowie tej powieści. Dla tych ludzi poczucie bycia kochanym i potrzebnym jest niezbędne do życia.

Z powodu częstego przychodzenia Genowefy na obiadki, na których często podaje się rosół, więc tytuł książki to "Opium w rosole".

Dzieje powieściowych postaci stanowią dowód na to, iż wszystkim nam potrzebna jest serdeczność i troska jakiejś bliskiej nam osoby. Najbardziej nieszczęśliwa bohaterka to Aurelia - sześcioletnie dziecko, które nie czuje się dobrze w swoim domu. Ma wykształconych rodziców - mama jest poważaną nauczycielką, która wie na czym polega dobre wychowywanie dzieci, ale nie potrafi tego wykorzystać w swoim codziennym życiu. Nie umie okazać córce ani odrobiny uczucia. Zachowuje się w stosunku do niej dość oschle i obojętnie. Ojciec dziewczynki nie jest częstym gościem w domu. Bardzo kocha Aurelię, ale nie ma dla niej zbyt wiele czasu. Dlatego dziewczynka poszukuje ciepła u obcych ludzi. Przebywa tam, gdzie przyjmuje się ją życzliwie, słucha się jej zdania, gdzie ma poczucie, że jest lubiana i potrzebna. Zachowanie małej Aurelii wywołuje u pani Borejko niepokój. Mówi ona: "…ona tak namiętnie garnie się do obcych ludzi. To jest aż przejmujące…" Wynika to z faktu, iż rodzice dziewczynki nie są nauczeni okazywania swoich uczuć, co sprawia, że sami nie są szczęśliwi, nie wiedzie im się ani w życiu rodzinnym, ani zawodowym. Dziecko znika z domu i szuka troski wśród obcych. Lecz z biegiem czasu, stosunki matki i córki poprawiają się. W zrozumieniu na czym polega rodzicielska miłość i w jaki sposób można ją okazywać, pomagają pani Borejko - Profesor Dmuchawiec, a także Pani Lewandowska.

Takich uczuć pragną również i inni bohaterowie książki. "Tym właśnie trzeba się przejmować. Tą jedyną sprawą…miłością". To zdanie wypowiada Gabrysia podczas rozmowy z Kreską. Obydwie są wówczas przygnębione i zasmucone: Gabrysia, ponieważ nie wie, czy jej mąż przyjedzie z Australii, zaś Janka, ponieważ przekonała się, iż jest Maćkowi zupełnie obojętna. Darzy on uczuciem Matyldę i nie zdaje sobie sprawy, iż jest dla niej tylko zabawką. Chłopak po czasie przekonuje się, iż nie ocenia się ludzi pod względem ich powierzchowności, bo może się okazać, iż nie zasługują na nasze uczucia. Dopiero wówczas uzmysławia sobie jak ważną osobą jest w jego życiu Kreska. Oboje nie mogą bez siebie żyć, potrzebują się wzajemnie jak powietrza. Kreska zbiera się na odwagę i daje odczuć Maćkowi, że bardzo zależy jej na szczerym uczuciu, a nie na pozorach. Wówczas chłopak zaczyna się powoli uczyć jak okazywać oraz szanować czyjeś uczucia, a także jak zdobyć zaufanie osoby, którą potraktowało się kiedyś niewłaściwie.

Inaczej przedstawia się sprawa Gabrieli. Jest ona młodą mężatką, lecz została sama, gdyż jej mąż wyjechał do Australii w poszukiwaniu pracy i zdobycia pieniędzy dla rodziny. Gabrysia bardzo kocha Janusza, lecz dobiegają ją rozmaite plotki, ma mu dużo do zarzucenia - pozostawił ja i dziecko samych w tych ciężkich chwilach. Jest nieszczęśliwa, jednak ciągle w duchu na nadzieję, że mąż wróci. I tak też jest, gdyż pomiędzy małżonkami istnieje głębokie uczucie.

"Opium w rosole" to wspaniała powieść, opowiadająca o ludzkiej samotności. Izolując się od otoczenia, tracimy radość płynącą z życia, na naszej twarzy gaśnie uśmiech, a w oczach widnieje smutek i tęsknota. Jedyną radość stanowią dla nas wówczas wspomnienia chwil, które spędziliśmy wśród bliskich. Naszym największym marzeniem jest wrócenie do rodzinnego domu, pragnienie bycia potrzebnym, a także służenie wsparciem innym. Niestety, to my - ludzie jesteśmy twórcami samotności. To właśnie my, swoją obojętnością, brakiem szacunku oraz wdzięczności, doprowadziliśmy do jej powstania. Wytworzyliśmy ją również gonitwą za pieniędzmi i karierą. Małgorzata Musierowicz mówi, iż trzeba mieć wiarę w istnienie prawdziwej miłości, a także dążyć do tego, by się rozwijała. Opisuje prawdę oczywistą, jednak dość trudną do wykonania - każdy człowiek pragnie miłości, ciepła oraz życzliwości innych. Nie został stworzony do samotnego istnienia, wówczas uschlibyśmy, niczym roślina, której nikt nie podlewał. Aby osiągnąć szczęście, trzeba nauczyć się je przyjmować, lecz również ofiarowywać innym. Wystarczy jedynie rozejrzeć się wokół, by dostrzec kogoś, kto potrzebuje naszej troski i zrozumienia. Czasem wystarczy tylko nasz ciepły uśmiech, by komuś sprawić radość, nie trzeba do tego wiele. Jeśli będziemy umieli dostrzegać ludzkie cierpienie i próbować zapobiegać samotności - wtedy dopiero świat nabierze barw.