"Rzeź trzecioklasistów" - taka nazwa nasuwa mi się, gdy pomyślę o dniach 26-27 listopada, kiedy to my - uczniowie trzecich klas gimnazjum, mieliśmy próbny test kompetencji. Już w październiku, nie zważając na tracone lekcje, nauczyciele przygotowywali nas do tego. Pisaliśmy przykładowe testy z książek, które były wydane specjalnie w tym celu oraz z czasopisma "Victor" zajmującego się problemami gimnazjalistów. Wielu z nas z niego korzystało, przygotowując się do egzaminu, gdyż są w nim nie tylko przykłady testów, ale również przypomnienia najważniejszych wiadomości zarówno z przedmiotów humanistycznych, jak również z przedmiotów ścisłych.

Ostatnie dni przed egzaminem były straszne. Trwały nieustanne wyścigi między nami, a naszą wiedzą. Wszyscy ciągle chodzili z różnymi przykładowymi testami, czekając na to, co ma nastąpić. Gdy rozmawialiśmy na przerwach ciągle ktoś mówił: "Mam nadzieję, że testy nie będą trudne...", "Mam nadzieję, że nie będzie takich zadań jak...". Oczywiście oprócz tych, którzy martwili się testami, byli również tacy, którzy się w ogóle tym nie przejmowali oraz tacy, którzy twierdzili, że to nic strasznego, że wszystko już umieją. Lecz mimo iż była to dopiero próba, wszyscy się tego trochę przestraszyli.

W końcu doczekaliśmy dnia, w którym nawet najodważniejsi i najmniej martwiący się nauką uczniowie poczuli niepokój - dnia egzaminu. Przyszliśmy do szkoły odświętnie ubrani. Choć znalazły się osoby, które się nieodpowiednio ubrały, wszyscy mieliśmy równie niepewne i wystraszone miny. Aby dowiedzieć się, gdzie będziemy pisać poszliśmy pod tablicę ogłoszeń, gdzie o 8:15 znalazły się listy. Wszyscy już wiedzieli pod którą salą mają się znaleźć o 8:50 i poszliśmy na pierwszą lekcję, gdyż jakoś musieliśmy zagospodarować wolny czas. Naradzaliśmy się wtedy, jak można by trochę poszukiwać w trakcie egzaminu - jak ściągnąć, jak sprawdzić, co napisał kolega siedzący obok. Gdy wybiła 8:50 zaczęliśmy sobie życzyć powodzenia, a na szczęście również dawaliśmy sobie małe kopniaki. Chwilę później wszyscy już siedzieli w swoich salach - ja na sali gimnastycznej.

Gdy przyszła komisja i zaczęła wyjaśniać nam, jak powinien być wypełniany test, wiedzieliśmy, że zaczyna się to, czego się obawialiśmy. Po chwili każdy dostał swój test do ręki, a na twarzach piszących widać było uczucie ulgi. Temat "Igrzyska Olimpijskie" widocznie wszystkim przypadł do gustu. Każdy próbował jak najbardziej zmobilizować się i zacząć pisać. Ja szybko spojrzałam, jaki jest temat wypracowania i bardzo się ucieszyłam, gdyż, tak jak przypuszczałam, mieliśmy do napisania list do uczestników olimpiady, który miał być odczytany w trakcie jej otwarcia. Choć polecenie nie było wcale trudne, to temat mógł sprawić trochę problemu. Ku mojemu zdziwieniu pytania okazały się dość proste i co najważniejsze, czytelne i nie było żadnego wiersza ani obrazu do omówienia. O ile zadania zamknięte rozwiązywało się dość łatwo, o tyle zadania otwarte przysporzyły nieco trudności, można było spodziewać się, że ktoś sprawdzający może się do wszystkiego przyczepić. Po godzinie, wypełnionej mozolną pracą, zauważyłam, że każdy zaczyna pisać list, choć nie miałam na niego żadnego pomysłu, pisałam wszystko, co mi na myśl przychodziło. Dwie godziny po rozpoczęciu testu wszyscy musieliśmy oddać kartki i wyjść z sali. Zakończyła się cześć humanistyczna próbnego egzaminu.

Drugi dzień przeznaczony był na część matematyczno - przyrodniczą, której baliśmy się chyba bardziej, niż humanistycznej, ze względu na większy zakres materiału - były tam pytania z matematyki, biologii, geografii, fizyki, chemii, techniki a nawet z informatyki. Również fakt, że nie było tam takich ułatwień, jak teksty źródłowe, czy wiersze lub obrazy, lecz każdy wzór i regułkę musieliśmy znać na pamięć. A jest tego tak dużo, że chyba nikt nie był w stanie wiedzieć wszystkiego, co robiliśmy przez te trzy lata. Miny nam jeszcze bardziej zrzedły, gdy zobaczyliśmy test. Tylko nasza pani starała się nas jakoś podnieść na duchu, swoim ciepłym, pocieszającym słowem. Choć zadania zamknięte nie wydawały się trudne, to do najłatwiejszych też nie należały, zadania otwarte natomiast wydawały się nam nie do przejścia. Choć w gruncie rzeczy wystarczało wypisać odpowiednie dane i podstawić je do równań, by zrobiły się zrozumiałe i łatwe.

Mój pierwszy egzamin nie skończył się tak, jak bym tego chciała. Nie tylko dla mnie, również inni wypadli gorzej, niż się spodziewali. Ale przynajmniej teraz będę wiedziała, jakich błędów nie popełnić na tym prawdziwym teście kompetencji, co jeszcze muszę nadrobić, do których przedmiotów, zagadnień, muszę się bardziej przyłożyć. Lepiej było obserwować to wszystko z boku, bez niepotrzebnych nerwów i nieporozumień. Gdy byliśmy w drugiej klasie i rozwiązywaliśmy podobne rzeczy, wszystko wydawało się takie proste i oczywiste. Rzeczywistość jednak okazała się nieco inna - przy stresie wcale ten egzamin nie wygląda tak przyjaźnie i banalnie jak nam się wydawało wcześniej. Na szczęście była to tylko próba i na razie, tzn. do prawdziwych egzaminów, mamy spokój.