Najdroższy Mój Tristanie!

Żyjąc tu sama bez Ciebie, jestem jakby martwa. Wiem, że i Ty cierpieć musisz strasznie, pragnęłabym w Twe serce wlać choć kroplę otuchy, jednak gorycz dni, odkąd wyjechałeś, zatruwa każdą moją myśl. Eliksir któryśmy wypili, trucizną był prawdziwą. Umieram od niej każdego dnia i cierpię na myśl, że i ty męczarnie musisz znosić straszliwe. Wbrew sobie i rozsądkowi wciąż żyję myślą, że może jeszcze kiedyś Cię ujrzę, nijakiego nie mam innego w życiu pragnienia.

Najbardziej doskwiera mi ta niepewność, troska o Twoje zdrowie. Tak bym pragnęła choć krótką mieć od Ciebie wiadomość, żeś zdrów, że żyjesz choćby w najodleglejszym kraju, ale w spokojności serca. Ta myśl odbiera mi wszelki spokój, pogrążam się w żałobie, ale muszę pilnie uważać, by mnie nie przyłapano na jakim nieostrożnym słowie czy smutnym obliczu. Och, jakże mi ciężko szczęście udawać! Unikam towarzystwa, bo nikomu nie mogę sekretu serca powierzyć, wiem, że mnie szpiedzy otaczają i śledzą mój ruch każdy.

Nocami myślę tylko o Tobie, za dnia z odrazą gram rolę szczęśliwej małżonki. Och, gdybyż choć Marek nie był tak czuły, tak troskliwy, gdyby mi tyle miłości nie okazywał, mogłabym może znienawidzić go i uciec stąd, by już na zawsze być z Tobą. Jego dobroć sprawia, że czuję się jeszcze bardziej winna, krzywdzę go, podziwiam jego szlachetność i wdzięcznam mu za jego dobroć i miłość mi okazywaną, ale serce me bije Tylko dla Ciebie i nigdy nie zdołam pokochać innego.

Cierpienie mnie przytłacza i do grzesznych myśli skłania. Życie zbyt mi jest ciężkie. Umieram i z utęsknieniem wyglądam śmierci. Musimyż na nią czekać? Bóg za takie myśli karze. Zgrzeszyliśmy przeciwko jego prawom, słuszna nas spotkała kara, nie wiem jednak czy zdołam ja udźwignąć.

Żegnaj Ukochany Tristanie.

Na zawsze Twoja

Izolda