W średniowieczu Bóg był centrum świata i to do niego odnosiły się wszelkie myśli i działania ludzkie. Stad tez człowiek w widzeniu pisarzy zajmował niepomiernie mniejsze miejsce, niż w renesansie. Można wiec mówić w tym przypadku o teocentryzmie, tak jak w odrodzeniu na czoło wychodzi pogląd głoszący antropocentryzm, czy humanizm, czyli uznanie człowieka za najwyższą wartość, oczywiście nie w perspektywie kosmicznej, ale ziemskiej. Była to i tak wielka zmiana. Bóg dla ludzi wieków średnich był potężnym lecz odległym władcą świata, które najbardziej należał się lękać i błagać Go o zmiłowanie nad ludzkim istnieniem. Liczne wówczas, czy to w literaturze, czy sztuce malarskiej, rzeźbiarskiej były przedstawienia Boga karzącego ludzkość w czasie sądu ostatecznego. Zbawienie uzyskiwali tylko nieliczni sprawiedliwi. Człowiek żył w ciągłym strachu ze po śmierci będzie wiecznie potępiony. Religia, Kościół nakładały na każdego chrześcijanina nieustanny obowiązek pracowania nad sobą, rozwijania się w cnocie, co miało wynikać niekoniecznie z miłości do Boga, lecz w głównej mierze z przyrodzonego obowiązku i strachu przed wiecznym upadkiem w ciemność piekła. Bóg odległy na swym wiecznym tronie, był postacią nieosiągalną dla człowieka. Mógł on zwracać się do niego jedynie przez pośredników. Maryję, Jana Chrzciciela, czy innych świętych, obcujących z Nim, nigdy jednak bezpośrednio. Nie do pomyślenia były rozmowy z Nim tak częste w okresie renesansu. Strach przed Bogiem i jego karami, budził w człowieku poczucie marności i nikłości, i często prowadził, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, do ascezy, wyrzeczenia się ziemskich wartości, do zanegowania własnej indywidualności i osobowości i pogrążenia się w nieustającej modlitwie i kontemplacji.

Tak właśnie zarysowana jest postawa człowieka wobec boga w "Legendzie o świętym Aleksym". Tytułowy bohater pochodził ze wspaniałego i bogatego rodu, miał wszystko czego potrzeba człowiekowi w ziemskim życiu, spokojny los i kochającą żonę. Wolał jednak porzucić to wszystko, w jego mniemaniu mogło to odwodzić go od boga i przeszkadzać w zbawieniu, i pogrążyć się w nędzy i cierpieniu przeciwności życia, jakie spotykały żebraków. Całkowicie podporządkował się myślom o zbawieniu swojej duszy. Nie szukał Boga i zbawienia wśród ziemskich rzeczy, tylko w swojej duszy, stąd te pierwsze całkowicie zanegował. Był to niezwykle odpowiedzialny i trudny model świętości, jakie pozostawiło po sobie średniowiecze.

Całkowicie inaczej układały się kontakty człowieka z Bogiem w renesansie. Bóg staje się ojcem, Bogiem żywym, obecnym w każdej chwili ludzkiego życia, jako bliski i kochający opiekun. Wszystko co przydarza się człowiekowi jest darem zesłanym z łaską boska. Człowiek modlić się do Boga i kocha go z racji jego dobra. Na bok odchodzi poczucie strachu przed Bogiem, w zamian za to pojawia się ufność w jego miłosierdzie. Człowiek stara się pracować nad sobą, czynić dobrze, wyzbywać grzechu, nie z lęku przed piekłem, ale z chęci bycia kiedyś z Bogiem w niebie, obcowania "twarzą w twarz". Bóg nie jest już tylko spotykany w Kościele, w czasie Mszy świętej, ale jest równie mocno obecny w każdym zakątku świta. Nie można go zamknąć i przypisać tylko do jednej wiary katolickiej. Dlatego też pieśń Kochanowskiego "Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary?", jest po dziś dzień śpiewana w kościołach chrześcijańskich różnych obrządków i odłamów. To z niej płyną słowa o obecności Boga w całym świecie, czego oczywiście nie można uznawać za panteizm:

"Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary?

Czego za dobrodziejstwa, który[m] nie masz miary?

Kościół Cię nie ogarnie, wszędy pełno Ciebie,

I w otchłaniach, i w morzu, na ziemi, na niebie".

Bóg nadal pozostaje stwórca świata, ale człowiek renesansu postrzega go już inaczej. Nie jest to pole walki sił dobra i zła, poligon doświadczalny dla Boga, lecz wspaniale skonstruowana machina, której przeznaczeniem jest służenie człowiekowi. Gwarantem jego harmonii jest Bóg, którego doskonałość w jakimś stopniu odbija się w uporządkowaniu ziemskiego losu, w przemijalności pór roku, w całym stworzeniu:

"Tyś pan wszystkiego świata, Tyś niebo zbudował

I złotymi gwiazdami ślicznieś uhaftował.

Tyś fundament założył nieobeszłej ziemi

I przykryłeś jej nagość zioły rozlicznemi".

Bóg to stwórca, budowniczy świata, który przez to opiera się na trwałych i doskonałych podstawach. Każda rzecz ma w nim cel i przyczynę. Bóg nadal jest najwyższą siła na świecie, jednak mająca w sobie tyle dobra i miłosierdzia, że będąca dla człowieka ochrona i opieką a nie wiszącym nad nim niebezpieczeństwem wiecznego potępienia:

"Bądź na wieki pochwalon, nieśmiertelny Panie!

Twoja łaska, Twa dobroć nigdy nie ustanie.

Chowaj nas, póki raczysz, na tej niskiej ziemi;

Jedno zawżdy niech będziem pod skrzydłami Twemi!".

Hymn ten napisany był nie z racji wymogów wiary, nie z chęci przebłagania Boga, czy pokazania ludziom drogi dojścia do Niego. Wynikał on z niezaprzeczalnej miłości pisarza do Niego, opartej na wierze i ufności ludzkiej. Bóg to schronienie i pewna ucieczka człowieka. Jest wszak i po to by go ratować, jeżeli tylko mocno powierzy się w nim nadzieje, nie może człowieka spotkać nic złego. Nawet jeżeli na ziemi doznaje cierpienia to po śmierci zostanie mu ono wynagrodzone w dwójnasób. Takie słowa częste są w "Psałterzu Dawidowym", zbiorze psalmów biblijnych, które przełożył Jan Kochanowski, zapewne i z racji tego, że w wielu miejscach potwierdzają one jego wcześniejsze sądy o kochającym i dobrym Bogu - Ojcu. Słynny psalm 91 tak się rozpoczyna wszakże:

"Kto się w opiekę poda Panu swemu

A całym prawie sercem ufa Jemu,

Śmiele rzec może:

Nie będzie u mnie straszna żadna trwoga>".

Oczywiście Bóg jest niedostępny człowiekowi w tym aspekcie w jakim jest nieskończony i wiekuisty. Człowiek nie może przeniknąć wszystkich Jego tajemnic, lecz może Go za nie wielbić. W psalmie 130 czytamy:

"Wszechmocny Panie, wiekuisty Boże,

Kto się Twym sprawom wydziwować może?

Kto rozumowi, którym niezmierzony

Ten świat stworzony?".