Pośród grzmotów, w blasku błyskawic pojawiły się znienacka trzy czarownice. Nie mogłem uwierzyć mym oczom. Trzy czarownice stanęły przede mną, prawdziwe i aż dotykalne. Ciekaw byłem kim one są i właściwie czego chcą ode mnie. "Cześć ci Makbecie, cześć ci tanie Glamis." "Cześć ci Makbecie cześć ci tanie Kawior (…) Cześć ci Makbecie! Przyszły królu, cześć ci." - przemówiły do mnie tymi słowami. "Przyszły królu" ?! sam nie wiedziałem, co mam o tym myśleć? Te nieziemskie stwory oświadczyły mi, że stanę się królem. Zmusiło mnie to do zastanowienia. Doszedłem do wniosku, że muszę o tym wydarzeniu poinformować mą żonę Lady Makbet. Długo siedziałem w komnacie, rozmyślając nad treścią usłyszanej przepowiedni.

Nie mogłem się skupić. Co takiego wiedźmy potrafiły zrobić nawet z tak niezwykle spokojnym człowiekiem, którym byłem?! Nazwały mnie one panem. Kiedy Lady Makbet usłyszała, iż będę królem, w jej oczach pojawił się diaboliczny blask. Żeby szybciej objąć królewską władze musiałbym posunąć się do okrutnego czynu. Nie byłem pewien, czy jestem zdolny posunąć się do zabójstwa krewnego. Jednak to za sprawą losu władza ma dostać się w moje ręce, więc nie powinienem się spieszyć. Miałem wrażenie, że jeśli nie zastosowałbym się do usłyszanej przepowiedni, popełniłbym wielkie tchórzostwo. Nie umiałbym później spojrzeć Lady Makbet w oczy. Wiedziałem, że jeśli nie zabiję Duncana, ona odwróci się ode mnie i zostanę wtedy sam. Dla niej jednak potrafiłem zrobić wszystko. Najważniejszą rzeczą było , aby nie ujawnić sicze swoim planem. Wymyśliłem znakomity plan, według którego miałem zasadzić się na niego nocą, kiedy będzie pogrążony we śnie, zaś nocą wtargnąłbym do jego komnaty, zaskakując jego strażników. Zastanawiałem się jednak, co stanie się, kiedy zbrodnia ta się wyda i mój plan i postępek wyjdzie na jaw. Wpadłem wtedy na pomysł, że całą winę mogę zrzucić na służbę, sam uwalniając się od wszelkich zarzutów.. " Niech więc się stanie. Wszystkie moje siły nagnę do tego okropnego czynu!" To miała być ostatnia noc w życiu króla. Teraz ja miałem nim się stać. Postanowiłem ,że zatopię sztylet w piersi Duncana, pomimo strachu i okropności tej zbrodni. Noc wydała mi się straszna jak nigdy, przerażenie szło za mną krok w krok. Zdecydowałem, że musze zachować pozory spokoju po tym okropnym czynie. Zdecydowałem, że wydam ucztę, na która zaproszę Banka, który jakby zaczynał coś podejrzewać. Jako, że był osobą , która znała przepowiednię, postanowiłem ,z jego także się pozbędę. " Hola, czy owi ludzie których zamówiłem, czekają na me rozkazy?" " Czekają, u bram zamkowych !". W ten oto sposób zajęli się nim moi ludzie, ja zaś mogłem powrócić na ucztę. Jednak w jej trakcie zaczęło się dziać coś dziwnego : " Dalej! Niech żyje wino i wesołość" Co to?! Jakiś duch! To jest duch Banka! Aaa...! "Precz z moich oczu Zapadnij się pod ziemie" - zaczęła wykrzykiwać Lady Makbet. Byłem pełen obaw o to, czy nie wyjawi ona zebranemu gronu naszej strasznej tajemnicy . " Szlachetni lordowie, chciejcie uważać to za rzecz zwyczajną , jest to w istocie niczym, szkoda tylko, że nam zasępia swobodę w tej chwili (…) Co bądź kto śmie i ja śmiem; przystąp do mnie jako kudłaty niedźwiedź puszcz północnych, opancerzony nosorożec albo tygrys hirkański; przywdziej, jaka zechcesz, postać, wyjąwszy te, a silne moje nerwy nie zadrżą; wróć wreszcie do życia i w głąb pustynie wyzwij mię na ostrze, jeśli drżąc cofnę kroku, to mnie ogłoś lalką bez serca. Precz okropny cieniu."- Wyrzekłem. Duch Banka niknął na te słowa. "Zwodnicza maro , precz! Ha! Znikłeś przecie! Teraz znów jestem mężem. Siądźcie, proszę." - próbowaliśmy odzyskać spokój. Jednak nie byłem w stanie w dalszym ciągu być spokojnym, bojąc się zaufać komukolwiek. Zdecydowałem zatem, iż udam się do czarownic, by dały mi wskazówki i pokazały przyszłość, jaka mnie czeka. Usłyszałem od nich następujące słowa : " Makbet, bądź mężny, nieugięty i srogi. Gardź siła ludzką i skrytymi wrogi, z tych bowiem, których rodziła kobieta, nikt potężnego nie zmoże Makbeta.(…) Bądź jak lew śmiały, dumny, przedsiębiorczy, nie tknie Makbeta żaden cios morderczy, póki Las Birnam ku Dunzynańskiemu wzgórzu, nie pójdzie walczyć przeciw niemu." Przyniosły mi one ulgę, bo oczywistym było, iż las nie może chodzić, nie istnieje na pewno także człowiek, którego nie urodziła kobieta. Sprawiło to, że poczułem się jeszcze bardziej śmiały w mych posunięciach. Dlatego właśnie poleciłem zgładzić Lady Makduf, jej syna i służących. Niestety niebawem Makduf dowiedział się prawdy o losach najbliższych. Jednak nie martwiłem się tym zbytnio, mając w pamięci sprzyjającą mi przepowiednię. Straciłem także żonę i bliskich. Jedynym celem stało się zatem dla mnie utrzymanie władzy. Do momentu mej śmierci będę zdany tylko na siebie. Niestety, wojsko przebrane za las zaatakowało mój zamek. Zmuszony zostałem do walki z Makdufem :" W ostęp mnie wzięli, nie mogę uciekać jak niedźwiedź, musze psiarni stawić czoło. Któż jest ten co się nie zrodził z kobiety? Tego tylko mam się bać lub nikogo" Byłem pewien, że mogę pojedynkując się z Makduem - "Stój psie przeklęty!" "Próżno się trudzisz (...) nikt zrodzony z kobiety nie zdoła odjąć mi życia." "Zwątp wiec w czary i gin ! ". Przepowiednia okazała się prawdziwa, to ja przegrałem te potyczkę.