Głównym bohaterem analizowanego dramatu jest właśnie tytułowy Makbet. Jest to wielki wódz, który dowodzi wspaniałym wojskiem. Jednak zaczyna gubić go jego własna ambicja. Od momentu, w którym trzy czarownice mówią o dotyczącej go przepowiedni, nie zaznaje spokoju. Zaczyna w nim dochodzić do głosu niesamowita ambicja. I tak, zgodnie z wróżbą, zaczyna się spełniać jego szczęście, które równocześnie prowadzi go do upadku. Makbet zabija króla i w momencie popełnienia tego czynu zaczyna się jego droga przez piekło. Wierny rycerz zamienia się w podłego, pozbawionego moralności zdrajcę.

Akt piąty to zamek Makbeta Dunzynian, powoli otaczany przez nieprzyjacielskie wojska. Ich dowódcami są: Malkolm, Siward i Makduf. Makbet zdaje się drwić z niebezpieczeństwa, które go otacza, choć w całym zamku słychać strwożone krzyki poddanych. Władca cały czas nie dopuszcza do siebie myśli, że może zostać przez kogoś pokonany. Swoją odwagę próbuje wzmacniać żartami z atakujących. Jednak powoli pojawia się w jego głosie wątpliwość i można tylko przypuszczać, że Makbet dałby wiele, aby ktoś utwierdził go w przekonaniu o jego sile. Cała sytuacja zaczyna zmieniać się w walkę bezsilności z dumą.

Momentem zwrotnym jest niewątpliwie chwila, w której z jednej z komnat dolatują do uszu władcy kobiece krzyki. Makbet wysyła jednego z ostatnich wiernych mu dowódców, Seytona, by sprawdził, co takiego spowodowało nagłą wrzawę. Kiedy rycerz odchodzi, władca zostaje zupełnie sam. I wtedy pojawia się to uczucie, które przez ostatnie lata było mu całkowicie obce. Otóż wielki pan, nieustraszony tyran i morderca, człowiek nie oszczędzający nikogo - czy to z bliskich, czy też z poddanych, zaczyna się zwyczajnie bać…To pierwsze ludzkie uczucie, jakiego doświadcza od bardzo dawna. I z pewnością nie jest to strach przed utratą władzy, przed wypędzeniem z zamku. To zupełnie pierwotny lęk o własne życie. Tak, jakby w krzykach kobiety, dochodzących do jego uszu, Makbet usłyszał coś więcej, niż tylko przerażenie. Zaczyna odczytywać krzyki, jak gdyby były wyrokiem na jego życie. Co ciekawe, nie potrafi przemóc swojego lęku, mimo poprzedniej pewności, że nic nie może mu się stać. Wszystkie magiczne zapewnienia o niemożności zabicia go, w obliczu słyszanych wrzasków, tracą znaczenie. Szaleństwo, w jakie pod koniec swego życia bez wątpienia popadł Makbet, rozwija się od tej chwili błyskawicznie. Zresztą, znaczący jest tutaj fakt, iż tego człowieka nie zmusił do zastanowienia widok oblegającej jego zamek armii, ani nazwiska sławnych i walecznych wodzów, ale właśnie ów niewyjaśniony krzyk. Dlaczego tak się stało? Dlaczego król nie mógł potraktować tych dźwięków, jako objawu normalnej, w takim wypadku, histerii?

Wytłumaczeniem może być tutaj fakt, że lęk Makbeta miał specyficzne podłoże. Otóż Makbet doskonale zdawał sobie sprawę popełnionych okrucieństw. Nie zawsze był bowiem tym tyranem, którego widzimy na czele obleganego pałacu. A skoro kiedyś był człowiekiem dobrym, szczerym i delikatnym, tym większe wrażenie musiało zrobić na nim uświadomienie sobie ogromu własnych win. Jego lęk wypłynął z obudzonego nagle sumienia. Uśpione w czasie drogi po władzę, zagłuszane po każdych kolejnych mordach, sumienie jednak się obudziło i zaczęło walczyć. Dlaczego zbudził je krzyk? Ponieważ odświeżył wspomnienia czasów, kiedy: "przypadkowy krzyk przeszywał go na wskroś", a więc czasów niesplamionych niewinną krwią, czasów prawości i honoru, gdzie Makbet mógł jedynie słuchać o "opowieściach pełnych okropieństwa jeżących mu włos na głowie". Kiedy Makbet zaczął się zmieniać, to wszystko, co kiedyś napawało go odrazą i wstrętem, stało się częścią jego życia. Wstępując na drogę zła, nawet nie pomyślał, że już nigdy nie zazna spokoju. Władza absolutna wymaga bowiem absolutnego poświęcenia. Trzeba cały czas uważać na ludzi, którzy chcą ją odebrać. Właściwie nie ma nawet czasu na korzystanie z osiągnięć - wszystko sprowadza się do walki o przetrwanie, w której, jak w przyrodzie, obowiązuje twarde prawo - wygrywa najsilniejszy. Pomimo choroby psychicznej, w którą powoli zaczął wpadać bohater, zdawał on sobie doskonale sprawę z faktu, że tyrania nie może trwać zbyt długo i każdy sprawujący ten rodzaj władzy musi w końcu odpowiedzieć za swoje czyny. Ten czas wyznacza granica, po przekroczeniu której zaczyna odczuwać się wyrzuty na długo uśpionego sumienia. Kiedy zaczyna się myśleć, jak wyraził to Makbet o "wizjach krwawych rzezi, które zadomowiły się w jego umyśle", oznacza to początek końca.

Stan, do jakiego doszedł ten bohater najlepiej obrazuje jego reakcja na wiadomość o śmierci żony. Okazało się bowiem, że krzyki, które sprowadziły na niego takie zmiany, pochodził od Lady Makbet. Można właściwie powiedzieć, że wszystko, co się stało z Makbetem, to jej wina. Znała swojego męża bardzo dobrze i wiedziała, że sam nigdy nawet nie pomyślałby o próbie przejęcia władzy. Dlatego, kierowana własną ambicją, powoli i umiejętnie podsuwała mężowi słowa, rozbudzające w nim pragnienie władzy. Początkowo dużo silniejsza psychicznie od męża, lady Makbet zapoczątkowała niebezpieczną grę, w której stawka było ludzkie życie, a celem dojście do władzy. Nie wzięła jednak pod uwagę, że każda gra musi się kiedyś skończyć, oraz że czasem rzeczy, które potrzeba poświęcić są zbyt wygórowaną ceną za uzyskanie korony. Nauczyła męża jak zdobywać i nie myśleć o konsekwencjach, sama jednak nie poradziła sobie z własnym sumieniem. Jej śmierć nie był bowiem wynikiem zamachu czy morderstwem, a aktem samobójczym. Zapewne ciężar zbrodni, jaki dźwigała na swoich barkach królowa był zbyt wielki, by można było go unieść. A jak zareagował na wieść o samobójstwie żony Makbet? Po prostu się zdziwił. Tylko tyle. Po wielu latach wspólnego życia, śmierć małżonki nie wywarła na nim właściwie większego wrażenia. Zdziwił się, że wybrała taki, a nie inny czas. A przecież ci ludzie musieli się kiedyś kochać, a skoro tak, to co stało się z ich uczuciem? Prawdopodobnie skończyło się na długo przed śmiercią Lady. Zbrodnie, jakich razem dokonywali ci ludzie, oddaliły ich od siebie. Zniszczyli wzajemną miłość i całe swoje życie - zbrodnia, możliwe, ze również wzajemne pretensje, to wszystko sprawiło, że dwie, kiedyś bliskie sobie istoty, stały się dla siebie obcymi ludźmi.

Ostatni akt należy do Makbeta. Snuje w nim rozważania dotyczące całego swojego życia. I dochodzi do szczególnych wniosków, on, który przez połowę swojego życia za wszelka cenę dążył do władzy, zaczyna pojmować małość takiego postępowania. Teraz już wie, jak niewiele trzeba, by zniszczyć ludzkie życie, jakie jest ono kruche. Makbet patrzy na życie jak na opowieść, w której jest tylko trochę wrzasku i szaleństwa. Dlatego uczucie trwogi zostaje przez niego zastąpione znudzeniem. Nie martwi się już o swoje życie, wręcz przeciwnie - czuje, że jego zakończenie będzie też końcem cierpień, beznadziejnych starań i ciągłej walki. Znamienne w tym kontekście staja się jego słowa: "Zbrzydło mi słońce, zbrzydła dni czereda - Niech ginie świat, niech wicher i grom uderza! Jeżeli konać - to śmiercią żołnierza." Końcowy zryw przypomina ostatnie drgawki człowieka znajdującego się w agonii. Wszystko jest już jasne - powoli wypełnia się przepowiednia, bo mają miejsca nawet takie cuda, jak nadejście pod pałac Lasu Birmańskiego. To, co miało być gwarantem nie pokonania władcy, zaczyna przybierać realne kształty na jego własnych oczach. Teraz Makbet doskonale zdaje sobie sprawę z ironii losu, która stała się jego udziałem. Przez pewien czas myślał, że jest największy i najsilniejszy - a był zaledwie zabawką sił wyższych.

"Zgaśnij, zgaśnij, Nietrwała świeczko!" - mówi o swoim życiu i trudno dziwić się takiej postawie. Po co bowiem właściwie Makbet miałby dalej żyć? To, do czego dążył, przyniosło mu sama nieszczęścia, a sposób, w jaki wchodziła kolejne szczeble swej wątpliwej "kariery", skutecznie uniemożliwił mu osiągniecie spokoju i nawet namiastki szczęścia w przyszłości. Ten człowiek po prostu stracił wszystko, z nadzieją, czyli tym, co najważniejsze, na czele.

Opowieść o Makbecie jest opowieścią o władzy, miłości, sumieniu. Jest to więc opowieść o prawdziwym życiu, a przykład, jaki dają losy tytułowego bohatera, może stać się ratunkiem dla zbyt pewnych siebie i zbyt chciwych ludzi. Makbet bowiem zbyt późno zrozumiał, czy tak naprawdę jest ludzkie życie i wszystkie poniesione przez niego klęski, właśnie w tym miały swoje źródło.