Dwóch kolegów spotyka się w szkole po czasie karnawałowej rozrywki, gdy w pamięci pozostały jeszcze wspomnienia tańców i hulanek. Czekając na niechybnie zbliżającą się lekcją języka polskiego, Karol prosi swojego świetnie uczącego się przyjaciela Marka, aby streścił mu najważniejsze problemy z omawianego zagadnienia "pojmowanie tolerancji w XVI wiecznej Polsce".

- Marek - rozpoczyna Karol - po wieczornej imprezie jestem zupełnie wybity z rzeczywistości…

- No tak, znów bawiłeś się w alkohol, może narkotyki też? - pyta Marek

- Nie, absolutnie! To znów wszystko przez te nastolatki, nie chciały się ode mnie odczepić! Bardzo Cię proszę, pomóż mi.

- Widzę, że mam do czynienia z nowym wcieleniem "Don Juana"! Dobrze, pomogę, tylko powiedz w czym?

- Chodzi o ten temat…

- "Pojmowanie tolerancji w XVI wiecznej Polsce"?

- Dokładnie to, jestem z tego zupełnie zielony!

- Ok.! No to Ci opowiem. Gdy tron objął Zygmunt August, ostatni z dynastii Jagiellonów… Ale Karol, nie będę Ci nic mówił, dopóki nie przestaniesz się rozglądać za tymi dziewczynami. Zróbmy to poważnie. To może zaczniemy od tego co najcięższe, czyli pojęciu "tolerancja"

Jest ona pojmowana różnorako. Część ludzi twierdzi, że polega na poszanowaniu innych takimi jakimi są, wraz z religią, kulturą i zwyczajami. Niejaki profesor Boudin De Courtnay, żyjący w latach 1845 do 1926 powiedział, że jest to "znoszenie cierpienia obok siebie". Samo słowo 'tolerancja' pochodzi z łaciny i oznacza nie więcej niż przyzwalać, wytrzymywać, znosić. Gdybyś otworzył właściwą encyklopedią w poszukiwaniu tego słowa, zauważyłbyś, że jest podzielone na kilka działów, takich jak na przykład "tolerancja religijna" lub "tolerancja wyznaniowa". W tym znaczeniu, odnosi się do swoistego prawa akceptowania wiary lub do odrzucenia jej, do możliwości wyboru swoich upodobań religijnych.

- Dobra Marku, wiem co to jest tolerancja, może weźmy się już za cos innego!

- Oczywiście, zajmijmy się meritum sprawy! XVI wiek jest okresem największego splendoru Polski - przypada to na czas rządów wcześniej wspomnianego przeze mnie Zygmunta Augusta. W roku 1550 określił prawo, w którym zobowiązał się zaprowadzić jedność religijną w naszym państwie, nazwanym przez Janusza Tazbira "państwem bez stosów". Miano nie zezwalać aby heretycy pracowali w urzędach i senacie, a w wypadku odmówienia przyjęcia wiary katolickiej, mieli być oddalani z kraju. Równolegle król nakazał starostom aby wyłapywali i odpowiednio karali wyznawców sekt. Księża zachęceni tym, uznali, że otrzymali również zezwolenie na ściganie oponentów instytucji kościelnych w postaci żonatych kleryków lub reformatorów. W efekcie odbyło się kilka spraw sądowych i kilka skazań.

- Ale skoro nasz kraj był tolerancyjny, to nie mogły one zostać wykonane? - brawurowo wtrącił Karol.

- Zgadza się. Kolejny edykt nie zezwalał na wydawanie ksiąg autorstwa heretyków. On również nie przyniósł efektu. Zastanawiające jest, to spowodowało bezsilność nakazów królewskich? Po pierwsze możni Kościoła katolickiego - oni czuli się bardzo bezpiecznie i bezkarnie. Po drugie arystokracja - tutaj odpowiedzi udzieli nam zapis Jana Mączyńskiego z roku 1547, który pisze, że "przeciw szlachcie ani duchowieństwo, ani sam król nie był w stanie nic postanowić."

W tamtych czasach rozpowszechniała się tendencja reformacyjna. Arystokracja przeobrażała kościoły katolickie w takie wyznania protestanckiego, opłacała akademie innowiercze i działalność drukarską. Największe zgrupowanie było wokół kalwinistów. Takie ruchy nie były sprzyjające dla Polski, w szczególności po 1572 roku, kiedy umarł Zygmunt August. Zdając sobie sprawę z prawdopodobieństwa wewnętrznych niepokojów w państwie, 28 stycznia 1573 roku szlachta ustanowiła 'konfederację warszawską', której zadaniem było zachowanie nastrojów pokojowych, a rada stanowiąca ją, była wielo wyznaniowa. Podpisując wszyscy zobowiązali się "pokój między sobą czynić, krwie dla różnej wiary i odmiany w kościołach nie przelewać... jako po inszych królestwach jaśnie widzimy" jak przytacza Andrzej Tokarczyk w swojej książce Tolerancja. Powstanie konfederacji przyspieszyła wieść o krwawym wymordowaniu dziesiątek tysięcy francuskich protestantów podczas "nocy Świętego Bartłomieja". Poprzez to ustanowienie Polska zasłynęła na całym kontynencie, jako ostoja całej herezji. To wydarzenie i jego konsekwencje znalazły się w opisie Stanisława Witkowskiego, który przyrównał Polskę do orała, przygarniającego pod swe skrzydła wszystkich uchodźców. Nasz kraj stał się kłębowiskiem ludzi różnej wiary i narodowości, którzy schronili się tu przed prześladowcami swojej wiary, nie mając ani własnego państwa ani wolności ducha. Akceptowano wszystkich, bez rozróżnienia na narodowość i wyznanie, dlatego obywatelami byli oprócz Polaków, Litwini, Rusini, Niemcy, Ormianie, Żydzi, oraz bardziej nam odlegli uchodźcy z Anglii, Szkocji i Holandii. Całe społeczeństwo cieszyło się szeroko objętym samorządem.

- Powiedz mi Marek, dlaczego akurat w Polsce a nie w innych krajach, innowierców przyrównywano do katolików i dawano im takie same prawa?

- To jest bardzo ciekawy problem. W pozostałych krajach Europejskich za wszelkie zachowanie heretyczne i zajmowanie się magią, stosowano karę śmierci, próbują w każdej sytuacji udowodnić winę.

Zygmunt Krasiński napisał, "że wojen u nas religijnych nie było, to tylko dowód, że nikt w nic nie wierzył mocno. O to, w co ludzie wierzą, biją się. Wojna jest znakiem życia. Naród polski bywał zawsze leniwy do wojny, do pospolitego ruszenia". W taki sam sposób wyrażał się inny literat, pisząc o naszym kraju kilkadziesiąt lat po autorze Nie-Boskiej Komedii. Tadeusz Boy Żeleński wyraża się o naszym państwie jako o "kraju, który umiał przetłumaczyć renesans na treny po Urszulce, rewolucję francuską na 3 maj, a samego Byrona na miłość ojczyzny". Możliwe jest, że Polska była stosunkowo stabilna wewnętrznie i nie odbywały się tu rewolty, gdyż nasze społeczeństwo, upodabniając się do wszystkich Słowian, odżegnywało się od przelewania krwi rodaków. Może po prostu chęć pokoju była silniejsza od wszczynania niepotrzebnych waśni między różnymi grupami wyznaniowymi.

Duża część krajów europejskich chwaliła szeroką akceptacje Polski. Wyznawcy niemieckiego odłamu reformacji namawiali swoich braci w wierze do osiedlania się w Polsce, dowodem tego jest wypowiedz Walentego Szmaka z 1607 roku, który nawoływał: "Ludzie rozmaitego narodu, wygnańce z ojczyzn swoich nie dla żadnej złości, tylko dla samej prawdy i sumienia swego u was gospodę mieli i mają". Nawet ariański pisarz Marcin Ruar zaświadcza, że powodem, ale którego przybył do naszego kraju była duchowa wolność, silnie zawzięta konfederacja i przysięga oddania królów. Tolerancja którą zasłynęła Polska budziła wielki podziw również w innych krajach Europy, takich jak FrancjaWłochy, dzięki czemu wszystkie te narodowości jednogłośnie twierdziły, że pomimo takich różnic wyznaniowych, potrafimy żyć w pokoju. Angielskie czasopismo zatytułowane "News from Poland" wydane w Londynie w 1642 roku, zdało sprawozdanie, że w Wilnie ludzie kilku wyznań żyją ze sobą w zgodzie i we wspólnej akceptacji. Te wszystkie dowody świadczą o tym, że Polska bardziej wsławiła się swoją akceptacją i przychylnym nastawieniem wyznaniowym, niż jakiekolwiek zwycięstwa na polu bitwy, czy nawet unią lubelska.

Jednak nie wszyscy nas chwalili. Rzym wraz z Genewą były nam przeciwne, gdyż nie były przychylne naszym prawom wyznaniowym, natomiast francuscy kalwini i Anglicy wyznania katolickiego podawali Polskę za przykład swoim rządzącym. Nasze państwo było dowodem, na możliwość współpracy i bliskiego współistnienia ze sobą różnowierców, którym urzędy były oddawane bez dyskryminacji religijnej. W ogólnym rozrachunku, postępowanie naszego kraju znalazło sobie więcej sojuszników niż przeciwników.

- Czyli Polska była źródłem powstania epoki odrodzenia - zauważył Karol, w pełni skupiony na wypowiedzi kolegi.

- Chyba jednak nie. Renesans maił swój początek we Włoszech. Chociaż poniekąd masz rację, gdyż nasz kraj wyprzedził swój czas pod względem religijnym. Ale popatrzmy się, co się dzieje dalej w tej historii. Przedstawię Ci wypowiedz pewnego emigranta przebywającego na terenie naszego kraju, Bernardo Bonifacio d'Oria, który chciał namówić Sebastiana Castelliona - głosiciela tolerancji - aby ten przybył osiedlić się do Polski. W liście pisał do niego, że w tym kraju miałyby nieograniczoną swobodę i możliwość życia zgodnie ze swoimi poglądami, jak też wolność druku i pisania religijnych treści, gdyż nikt nie ma tutaj takich cenzorów. Twierdził d'Oria, że znalazłby tu mecenasów, którzy włączyliby się w jego sprawę i poglądy. Ta wypowiedz może się swobodnie odnieść do wszystkich ludzi dotkniętych zjawiskiem reformacji, a którzy zdecydowali się przenieść i żyć w granicach Polski.

Gdy Marek skończył swój wyczerpujący wykład, obfitujący w cytaty i teoretyczne rozważanie, Karol zastanowił się i sam zaczął wysuwać kolejne wnioski.

- Udowodniłeś mi, że akceptacja i tolerancja wyznaniowa jaka panowała w Polsce, dała początek zupełnie nowemu spojrzeniu na świat. Co prawda, zapewne zjechało się w tym czasie do Polski dużo hultajstwa, ale jednocześnie nasz kraj był azylem również dla ludzi inteligentnych takich jak literaci i artyści. Widać z tego, że społeczeństwo naszego kraju jest bardzo różnorodne pod względem narodowości i religii. Mogę się tym samym spodziewać, że moi przodkowie pochodzi z innych krajów. A będąc krajem środkowo europejskim, do Polski przybywali ludzie z najdalszych miejsc kontynentu.

- Słuchaj, musimy już iść na zajęcia, przecież był dzwonek! - przerwał zaniepokojony Marek.

- Jeszcze moment!

- Żaden moment, ja idę na lekcję, a jeśli Ty się chcesz spóźnić, to sobie jeszcze tu siedź. Trzymaj się!

- No już dobrze, idę.

Nie obawiając się już, że zostanie zapytany, Karol poszedł rozradowany na lekcję. Zapobiegliwa pan profesor, mając klasę liczącą 37 osób, zrobiła z tego tematu kartkówkę, z której tylko nasi dwaj koledzy otrzymali piątki. Morał z tego jeden - zawsze jest odpowiedni czas, żeby porozmawiać na tematy szkolne, a od naszych przodków też możemy się wiele nauczyć i czerpać od nich mądrość. Pamiętajmy zatem, że najgłębsza nauka zawsze tkwi w historii!