Jeśli można powiedzieć coś o tym filmie, to na pewno to, że w niczym nie przypomina filmów, które można zobaczyć codziennie wieczorem. Dotyka zbyt ważnych spraw, by mógł być zwyczajnym filmem. Kiedy się go ogląda, cały czas towarzyszy nam wrażenie, że oto podpatrujemy wycinek z życia pewnej osoby. I tak jest rzeczywiście.

Sam tytuł niestety nie przekonuje do obejrzenia, bo czym ciekawym może zachwycić obraz "Pianista"? Ludzi młodych trudno przekonać do czegoś, co nie brzmi chwytliwie, a tak jest właśnie w przypadku tego filmu. Tym, co mnie przekonało, było to, że na seans szła cała szkoła i przepadały nam lekcje. Wiem, że nie brzmi to zbyt ciekawie, ale tak niestety było. Poza tym, skoro cała szkoła szła obejrzeć ten film, znaczyło to, że to istotne wydarzenie dla polskiej kinematografii.

Mam mały szacunek dla filmów "ważnych", gdyż zwykle nie przemawiają one do mnie i przekazują treści, które mnie najzwyczajniej nudzą. Zwykle z niecierpliwością czekałem na zbawienny moment, w którym na ekranie pokazywały się napisy końcowe i mogłem opuścić kino. Na moje sceptyczne nastawienie wpłynęła także jedna z recenzji, która mimo tego, że nie odradzała tego filmu, to jednak była zdecydowanie recenzją krytyczną i nie znajdowała w nim niczego godnego polecenia.

Mimo to z niemałym zainteresowaniem usiadłem na kinowym krześle, choć muszę szczerze przyznać, iż przygotowałem się na najgorsze. Jednak od pierwszych minut byłem bardzo pozytywnie zaskoczony. W moim mniemaniu film jest naprawdę bardzo dobry i pokazuje, że nawet w dzisiejszych czasach kinematografia nie musi opierać się na niezliczonej liczbie efektów specjalnych. Jego atutem jest to, że przede wszystkim opowiada ciekawą historię, interesuje, momentami wręcz porywa. Dla mnie jest filmem niejako z innej epoki, gdyż teraz trudno spotkać obraz, w którym reżyser nie eksperymentuje z kamerą, nie szuka nowych rozwiązań. Nie ma szybkich zmian perspektywy, obraz bywa statyczny, oko kamery pokazuje nam to, co widział bohater, np. w chwili, kiedy sprawdzał pewne rzeczy patrząc przez dziurę w płocie.

Niewątpliwie plusem filmu jest także obsada aktorska, w której udało się umieścić reżyserowi artystów znanych w Polsce i na świecie. Przede wszystkim na uwagę zasługuje Adrien Brody, który wcielił się w rolę Władysława Szpilmana. Wydaje mi się, że aktor doskonale uchwycił i strach, przerażenie kompozytora, i jego wrażliwość, melancholię, miejscami nawet niezrozumiały spokój. Trudno zagrać rolę, kiedy nie ma się pojęcia o prawdzie tamtego czasu (wydarzenia rozgrywają się przecież w czasie niemieckiej okupacji), a jednak Brody uczynił to doskonale. Jest przekonujący. Podobnie jak jego "gra" na pianinie. Tu został bowiem zdublowany przez Janusza Olejniczaka, którego grę możemy podziwiać w wielu momentach filmu, nie tylko wtedy, kiedy jego ręce "grają" dłonie samego Szpilmana. Muzyka towarzysząca większości scen jest doskonale dopasowana do ich tematyki, oddaje spokój, przerażenie, buduje nastrój, ukazuje emocje. Narasta, to znów opada. Pokazuje naszą mentalność, a także trud, z jakim niejednokrotnie przyszło nam walczyć o kraj.

Bardzo przekonujące postaci stworzyli także aktorzy wcielający się w role niemieckich żołnierzy. Postacią, która się spomiędzy nich wyróżniała był oficer, który darował życie Szpilmanowi. Ale aktorzy ci pokazali przede wszystkim to, że dla niemieckiego żołnierza nie miało wtedy znaczenia, ile osób zginie danego dnia, ważne było jedynie wykonanie rozkazu. Człowiek, Polak nie przedstawiał dla nich najmniejszej wartości. Bawili się oni ludźmi i ich cierpieniem.

Uważam jednak, mimo całego zachwytu, jaki ten obraz we mnie wzbudził, że reżyser niestety nie uchronił się od błędów. Raziło mnie przede wszystkim to, że Polacy w tym filmie posługiwali się językiem angielskim. Było to nawet komiczne, zwłaszcza w scenie, kiedy Brody mówi do polskich żołnierzy "I'm Polish", a na dole pokazuje się napis : "Jestem Polakiem". Oczywiście na wybór języka miała zapewne wpływ międzynarodowa obsada filmu, a także fakt, że Polański chciał dzięki temu dotrzeć do szerszego grona odbiorców.

Kiedy oglądałem ten film, zacząłem się zastanawiać nad tym, dlaczego Żydzi tak naprawdę nie podjęli walki? Patrzyli często na egzekucje i widać było rosnący w ich oczach smutek, przerażenie, a mimo to nie byli w stanie przeciwstawić się. Przecież kilkunastu młodych mężczyzn było w stanie pokonać kilku, nawet uzbrojonych żołnierzy niemieckich. Teoretycznie w ten sposób mogli oni ocalić życie znacznie większej liczby ludzi. Jednak zapomniałem przy tym o jednej sprawie - to, że udałoby się uwolnić kilkanaście, może nawet kilkadziesiąt osób, nie znaczy, ze Niemcy nie szukaliby sposobu, by się zemścić.

Zupełnie inaczej też wyobrażałem sobie życie Polaków. Wiem, że nic w czasie wojny nie wyglądało niemalże idyllicznie, a reżyser pokazał Polaków jako ludzi, którzy żyli wtedy niemalże normalnie. Wiem, że miało to służyć ukazaniu cierpienia narodu żydowskiego, ale uważam, że w tej sprawie należało jednak pokazać prawdę także o nas.

Film jest, mimo kilku niedociągnięć, faktycznie dobrym obrazem. Pokazuje przede wszystkim całemu światu, w jakich warunkach tak naprawdę toczyła się II wojna światowa. Przekazuje niełatwą prawdę historyczną, ale zarazem wzrusza, wzbudza w nas ludzkie uczucia, zmusza do refleksji. Nie jest filmem łatwym, ale to jedynie jego zaleta. Cieszę się, że mogłem go zobaczyć, gdyż jest ciekawy i bez specjalnych chwytów potrafi utrzymać człowieka w fotelu przez prawie 150 minut. Ciekawi, choć prezentuje bardzo subiektywną perspektywę - takie było jednak założenie samego reżysera.