Ta historia wydarzyła się w wakacje dwa lata temu. Byłam na wczasach nad morzem, razem z rodzicami i młodszą siostrą. Przez dwa tygodnie mieszkaliśmy w drewnianych domkach niedaleko plaży. Bardzo miło spędziliśmy czas, pływaliśmy, jedliśmy mnóstwo lodów i zwiedzaliśmy pobliskie miejscowości. Czas szybko minął i trzeba było wracać.

  Na dworcu kolejowym moja siostra uparła się, że musi kupić sobie hot-doga. Dostała od mamy pieniądze i pobiegła do budki. Podczas gdy stała w kolejce, po obu stronach peronu zatrzymały się pociągi. Oba wyglądały identycznie, miały czerwono-żółte wagony. Jeden z nich był naszym pociągiem, więc do niego wsiedliśmy. Za chwilę drugi z pociągów ruszył – i wtedy moja siostra ruszyła biegiem spod budki, wskoczyła do tego pociągu i odjechała.

  Powstało zamieszanie. Moja mama zaczęła panikować, ale tata poszedł do kasy i zapytał, dokąd pojechał ten pociąg. Pracownicy stacji od razu zawiadomili obsługę pociągu, że jedzie z nimi „na gapę” moja siostra. Mama poprosiła, aby jej przekazali, że po nią przyjedziemy, żeby się nie martwiła. Okazało się, że zamiast do Warszawy, pojechała ekspresem do Suwałk!

  Tata poszedł do wypożyczalni samochodów i pożyczył wóz, którym pojechaliśmy do tego miasta. Wiedzieliśmy, że Kaśka jest pod opieką konduktora, i humory trochę nam się poprawiły. Siostra czekała na nas w poczekalni dworca w Suwałkach. Była trochę wystraszona, ale nic jej się nie stało. Zwiedziliśmy przy okazji Suwałki i zjedliśmy na obiad przepyszną pizzę. Potem wróciliśmy samochodem do Gdańska, gdzie musieliśmy zostać w hotelu na jeszcze jedną noc, bo wszyscy byliśmy bardzo zmęczeni. Rano wsiedliśmy do pociągu i tym razem bez przygód wróciliśmy do domu. To były bardzo udane wakacje z przygodą na zakończenie.