Strzelec spotykał się z dziewczyną w okolicach jeziora Świteź. Przekonywał, że kocha dziewczynę, obiecywał, że nigdy jej nie zdradzi, że będzie wierny. Złożył nawet uroczystą przysięgę. Dziewczyna przestrzegła go, że jeśli nie dochowa przysięgi, spotka go straszliwa kara. Zaraz po spotkaniu z ukochaną z tafli jeziora wyłoniła się nimfa wodna, Świtezianka. Nimfa uwiodła go, przekonała, że jego ukochana na pewno z niego kpi. Strzelec wskoczył za nimfą do wody, zwiedziony jej nieziemską urodą oraz obietnicami. W tym momencie złamał przysięgę, a Świtezianka zamieniła się w jego ukochaną. Straszliwie go ukarała za tę zdradę. Za karę chłopiec umarł, pochłonęła go ziemia, a jego dusza miała wiecznie cierpieć od ognia piekielnego pod modrzewiem, przy którym przysięgał wierność. Przez całą wieczność będzie jęczał pod drzewem.

  Moim zdaniem kara, jaką otrzymał Strzelec za swoje postępowanie, jest niewspółmierna do tego, co zrobił. Zdradził ukochaną, ale trzeba wziąć pod uwagę okoliczności. Został uwiedziony przez nadludzką istotę, zaczarowany, otumaniony przez jej piękno i niezwykłość. Nimfa posunęła się do perfidnego kłamstwa – powiedziała, że jego ukochana na pewno nie traktuje go poważnie, tylko go zwodzi i śmieje się z jego uczuć. Jej niezwykła uroda sprawia, że Strzelec zapomina o swojej ukochanej. Wobec mocy, jaką posiada nimfa, jest po prostu bezsilny. Naturalnie jest winien, zdradził – to nie ulega wątpliwości. Ale to Świtezianka podstępnie go uwiodła, wykorzystując ponadludzkie siły, moce magiczne. Być może Strzelec nie zdradziłby jej ze zwykłą kobietą. Świtezianka nie ufała mu, nie kochała go – pozwoliła mu zginąć. Jedyną jego winą było, że uległ magii nadprzyrodzonej postaci. Kara, jaką otrzymał, na pewno nie była adekwatna do winy. Dziewczyna mogła go po prostu postraszyć i zostawić, odejść od niego. Wybrała okrutną zemstę, co świadczy o tym, jaka naprawdę była.