Drogie Koleżanki, Drodzy Koledzy!

Temat, który pragnę tutaj rozważyć już stosunkowo dawno znalazł się w obrębie moich przemyśleń, a ponieważ od jakiegoś czasu jest coraz częściej podejmowany, więc ośmielam się zabrać głos w tej sprawie. Zacznę od opisu pewnego wydarzenia.

Otóż w pewien wiosenny, bardzo słoneczny dzień postanowiłam wybrać się na niedługi spacer ulicami naszego miasteczka. Ten niemal sielankowy obraz zburzył jednak widok dwóch niezbyt trzeźwych panów, którzy wprost zataczali się, zmierzając w moim kierunku. Obaj z trudem utrzymujący równowagę stanowili dla siebie coś w rodzaju oparcia. Oparcia jednak bardzo chwiejnego i niestabilnego, do ewentualnego upadku było bardzo, bardzo blisko. Woń alkoholu wyczuwalna była już z daleka. Kiedy przyjrzałam im się nieco uważniej, szybko spostrzegłam, że to moi sąsiedzi: ojciec i syn!!! Ten drugi spojrzał na mnie i nagle zaczął "obrzucać" mnie wyjątkowo niecenzuralnym wyrażeniami. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, postanowiłam oddalić się z pola widzenia mojego sąsiada i pobiegłam przed siebie - byle jak najdalej od nich.

Podobny obraz z pewnością nie jest Wam obcy. Nasuwa się niemal refleksja o alkoholowym społeczeństwie. Na ulicy, na przystanku, przed sklepem, w parku na ławce i jeszcze w wielu innych miejscach spotykamy ludzi nietrzeźwych, których najlepszym przyjacielem jest alkohol. Rzadko widać reakcję ze strony przechodzących obok nich innych ludzi. Strach, obawa, zobojętnienie? Tak czy inaczej trudno nie zgodzić się z tezą, że jest to powszechny, niemały problem naszego społeczeństwa. Kobiety wypatrują swoich mężczyzn, godzinami stojąc przy oknie i uspokajając pozbawione bezpieczeństwa dzieci. Nastolatki decydują się na desperackie kroki, na ucieczki, byleby tylko być jak najdalej od piekła alkoholowego. Z czasem młodzi ludzie zaczynają sami sięgać po butelkę, bo w końcu tylko taki wzorzec wynieśli z domu.

Pojawiły się różne teorie poniekąd tłumaczące alkoholizm. Jedne łączyły źródło sięgania po kolejny kieliszek nierozwiązywalnymi problemami, inne natomiast mówiły o wewnętrznej słabości, o kruchej psychice pijącego. Jeśli jednak chodzi o problem picia wśród młodzieży, to prawdopodobnie najczęściej jest to chęć zaimponowania rówieśnikom, znajomym. Jesteśmy świadkami niepokojącego zjawiska, kiedy nastolatki coraz częściej nie wyobrażają sobie wspólnych, towarzyskich spotkań bez piwa, wina, czy wódki. Niejednokrotnie zdarza się, iż młodzi ludzie nie potrafią być asertywni, nie umieją mówić NIE, nie wiedzą jak odmówić wobec nacisków ze strony - raczej pozornie prawdziwych - przyjaciół. Dla innych picie alkoholu stanowi niestety powód do dumy. Chwalą się oni na około ile kieliszków, butelek wypili i jak mocną głowę mają, wzbudzając paradoksalnie podziw i zazdrość rówieśników. To żałosne w swej istocie praktyki, ale jakże częste niemal na każdym podwórku.

Niektórzy mają styczność z alkoholem już od momentu narodzin. Od dzieciństwa widzą ten sam, dramatyczny obraz - pijany rodzic, który wykazuje na ogół niewielkie zainteresowanie swoją pociechą. W taki dziecku rodzi się szereg negatywnych uczuć, które mają swoje ujście w agresywnych zachowaniach, w złości i buncie. Ojciec i matka z dnia na dzień stają się zupełnie obcą osobą, która przez zniewolenie alkoholem nie potrafi już okazywać w pełnie rodzicielskich uczuć. Mimo traumy wynikającej z takiej sytuacji młody, zagubiony często człowiek zaczyna sięgać po alkohol, wierząc, że to może coś zmienić, ubarwić życie. Tymczasem picie na ulicy potęguje problem. Nagle, zupełnie nieoczekiwanie dziecko staje się kopią, zwierciadłem własnych rodziców, wpada w śmiertelne uzależnienie, nie mając z reguły świadomości tego faktu. Jego alkoholizm staje aktem rozpaczy, przeraźliwym krzykiem o pomoc, próbą zwrócenia na siebie uwagi. Niestety jest to zazwyczaj niemy krzyk, niesłyszalny przez najbliższych i w efekcie proces ciągłego picia staje się wręcz niemożliwy do przerwania. Dziecko zasiada przy jednym stole z pijącym rodzicem, obaj zamykają się w alkoholowym, zgubnym kręgu. W takiej sytuacji konieczna jest odpowiednia pomoc. Jest ona jednak zazwyczaj niezmiernie trudna, pełna wzlotów i upadków, ale bezsprzecznie warto podjąć tą walkę z kolejnym kieliszkiem. Pijący musi przede wszystkim zrozumieć, że boryka się z wielkim problemem, zagrażającym jego zdrowiu, a nawet życiu, musi dopuścić do siebie osoby niosące właściwą pomoc. Walka z tym okrutnym nałogiem wymaga wiele wyrzeczeń, jeszcze więcej trudu, wysiłku i wiary w siebie, we własne możliwości. Pijący zatracił gdzieś po drodze sens swojego życia, topił smutki i przeciwności losu w alkoholu, zdarzało się, że "zahaczył" o środowisko przestępcze, by zdobyć potrzebne pieniądze. W tej sytuacji należy wyciągnąć do niego pomocną dłoń, okazać życzliwość i szacunek.

Kończąc moje przemówienie pragnę zaapelować do zgromadzonej tutaj młodzieży: Nie sięgajcie pochopnie po kieliszek! Mówcie stanowcze NIE, jeśli nie macie ochoty na proponowane Wam napoje alkoholowe! Bądźcie pewni, że Wasza odmowa będzie wzorem do naśladowania dla innych, będzie świadectwem Waszej dużej dojrzałości i odpowiedzialności. Nie marnujcie sobie życia używkami, które uczynią Was swoimi niewolnikami. Rozejrzyjcie się również wokół, czy nie ma kogoś potrzebującego Waszej pomocy, kogoś, kto po prostu sobie nie radzi z problemami, czuje się osamotniony i wyobcowany. Wasza pomoc z pewnością okaże się niezastąpiona i gwarantuję, że sprawi Wam wiele, wiele satysfakcji.

Serdecznie dziękuję za uwagę.

.