Drzewo, jak wiele innych roślin, potrzebuje do wzrostu i rozwoju wielu różnych czynników. Przede wszystkim potrzebna mu jest energia słoneczna, by mogło się rozwijać i wypuszczać nowe liście. Konieczna jest także woda, która rozprowadza składniki odżywcze. Ważna jest też gleba odpowiednia dla danego gatunku i jego wymagań. Znaczenie ma również klimat i odpowiednia temperatura otoczenia. Jednak to wszystko nie wystarczy, by drzewo mogło wyróść na piękne, rozłożyste i silne. Paradoksalnie do tego potrzebne mu są wszelkie przeciwności i zmaganie z czynnikami niszczącymi takimi jak: ulewa, susza czy wiatr. Gdy drzewo zdoła przetrwać wszystkie te niekorzystne sytuacje, staje się silniejsze, bardziej odporne. Tę prawidłowość występującą w przyrodzie zaobserwował filozof starożytny Seneka i rzekł: "Drzewo niesmagane wiatrem rzadko kiedy wyrasta na silne i zdrowe". Słowa te nie odnoszą się jednak do biologii. Myśl Seneki dotyczy człowieka i jego postępowania. Drzewo jest tu metaforą człowieka. Wiatr jest zaś synonimem wszelkich przeciwności i problemów, których doświadcza on w życiu. Seneka twierdzi, że te trudne chwile i walka z nimi najbardziej kształtują człowieka i sprawiają , że staje się on silniejszy. Jednak czy każde drzewo jest w stanie znieść smaganie wiatrem? I gdzie jest granica wytrzymałości drzewa? Czy wszystko jest ono jest w stanie przetrwać?

Człowieka, tak jak drzewo, kształtuje wiele różnych czynników i dobrych i złych. W życiu zdarzają się chwile szczęścia i cierpienia. Splatają się one ze sobą i nierozerwalnie łączą się ze sobą. Nie da się żyć pod kloszem i nie doświadczać cierpienia.

Tak żyła Róża z "Małego Księcia". Byłą ona zawsze otaczana troskliwą opieką przez swego przyjaciela. Ochraniał ją między innymi przed wielkim baobabami, które dla maleńkiej Róży były wielkim zagrożeniem. Mały Książe chronił swój kwiat przed wszelkim złem, cierpieniem i bólem. Nigdy Róża nie doświadczyła ona mrozu czy niewygody. Żyła sobie szczęśliwa bez żadnych trosk. Spędzając życie pod bezpiecznym kloszem, nie wiedziała, czym jest prawdziwe życie. Jednak wszystko się zmieniło, gdy Mały Książe opuścił swą planetę. Wtedy pozostała sama. Wobec tej nowej dla siebie sytuacji była zupełnie bezradna i bezbronna. Nigdy nie musiała walczyć o przetrwanie czy zmagać się z przeciwnościami losu. Teraz musiała zmierzyć się ze światem, a do obrony miała tylko maleńkie kolce. Tak naprawdę nigdy nie nauczyła się żyć i radzić sobie z problemami.

Można powiedzieć, że życie pozbawione przeszkód i cierpienia jest niepełne i nieprawdziwe. Przykładem potwierdzającym taką tezę mogą być Józio i Rózia- bohaterowie z II części Dziadów Adama Mickiewicza. Pierwszego listopada nocą na cmentarzu odbywa się obrzęd Dziadów. Guślarz, który przewodniczy całej uroczystości, wzywa do siebie duchy zmarłych. Pojawiają się duchy w kolejności od najlżejszych do najcięższych przewinień. Najpierw zjawiają się duszyczki Rózi i Józia. Przewina ich było to, że nie zaznali cierpienia za życia. Ich dzieciństwo było proste i szczęśliwe. Takie życie jest według kodeksu ludu zbyt mało wartościowe. Według tych prostych ludzi życie jest tylko wtedy pełne, gdy obok chwil radości jest też cierpienie. Za unikanie cierpienia też trzeba odpokutować. Potwierdzeniem tego są słowa: " Kto nie zaznał goryczy ni razu, ten nie zazna słodyczy w niebie".

Życie bez cierpienia i trudnych doświadczeń jest zbyt łatwe i proste. Tak naprawdę niczego człowieka nie uczy, nic nie wnosi do jego egzystencji. To walka nas kształtuje, wyrabia charakter, pozwala się zmierzyć z własnymi słabościami. Jeśli sobie z tymi przeszkodami poradzimy, stajemy się silniejsi i odważniejsi. Świat, w którym żyjemy, dostarcza wielu przeszkód, z którymi musimy się zmierzyć. Mikołaj Sęp Szarzyński w swej poezji, która należy do nurtu metafizycznego , przedstawia z czym człowiek musi staczać swoją walkę. W sonecie IV "O wojnie naszej, którą wiedziem z szatanem, światem i ciałem" przedstawia istotę ludzką jako " wątłą , niebaczną , rozdwojona w sobie". Człowiek wobec zagrażających mu sił jest bardzo mały. A musi walczyć nie tylko ze światem i jego pokusami, nie tylko z Księciem Ciemności, ale także z własnym ciałem. To właśnie ciało przyczynia się najbardziej do upadku człowieka. Jest siedliskiem zmysłowości. Rodzi różnego rodzaju pokusy, z którymi człowiek musi walczyć, jeśli chce ocalić swoją duszę. Walka, którą prowadzi jest ciężka i związana z cierpieniem oraz różnego typu wyrzeczeniami. Jednak podejmując ją i pokonując własne słabości i wady, człowiek doskonali się wewnętrznie i ma szansę osiągnąć szczęście wieczne.

Człowiekiem, który musiał się zmagać ze swoimi słabościami był tytułowy bohater powieści Josepha Conrada zatytułowanej " Lord Jim". Jim tylko raz w życiu popełnił błąd, który zaważył na całym jego życiu i spowodował, że wciąż na nowo musiał on walczyć ze swą zmorą z przeszłości. Jako młody człowieka pływał on na statku przewożącym turystów. Pewnej nocy wydarzyła się katastrofa i okręt zaczął tonąć. Jim, zamiast ratować innych ludzi , wyskoczył z tonącego statku. Postąpił bardzo niehonorowo. Pozostawił na pewną śmierć ludzi, za których był jako marynarz odpowiedzialny. Pamięć o tym czynie prześladowała go wszędzie. Gdziekolwiek się udał, cały czas powracała do niego historia Patny.

Wreszcie udało mu się uwolnić. Przyjaciel umożliwił mu wyjazd na maleńką wysepkę Patusan, która położona byłą w miejscu oddalonym od ludzi. W tym egzotycznym miejscu bohater mógł zacząć wszystko od nowa. Nikt tu nie znał jego przeszłości i nikt też o nią nie pytał.

Początkowo wysoko szło dobrze. Jim szybko zdobył zaufanie i podziw mieszkańców wyspy. Pomagał im rozwiązywać wewnętrzne konflikty. Stał się ich bohaterem. Nawet władca wyspy Doramin bardzo go cenił.

Dawne życie jednak i tu doścignęło bohatera. Wróciło do niego wraz z osobą Browna. Któregoś dnia on wraz ze swoją kompanią przybył na wyspę i próbował nią zawładnąć. W obliczu niebezpieczeństwa mieszkańcy Patusanu postanowili działać. Jim został obrany dowódcą. Jego zadaniem była obrona wyspy. Jednak wypadki potoczyły się źle. Podczas walk zginął syn Doramina.

Jim czuł się odpowiedzialny za tę śmierć, dlatego też postanowił ponieść karę. Można powiedzieć, że doświadczenia z Patny oraz wszystkie późniejsze wydarzenia z jego życia, kiedy musiał zmagać się z poczuciem własnej winy, sprawiły, że Jim nauczył się wiele. To one przyczyniły się do wzmocnienia jego charakteru i wyczuliły go na głos sumienia. Dzięki temu Jim już nie uchylał się przed odpowiedzialnością i przyjął karę, jaką wyznaczył mu Doramin.

W życiu człowieka jest wiele trudnych momentów i sytuacji. Bardzo często wydaje się nam, że nie jesteśmy w stanie im sprostać i ich udźwignąć. Jednak człowiek sam nie zna granic swoich możliwości. Czasem potrafi swą wytrzymałością zadziwić samego siebie. Wystarczy tylko odpowiedni motywacja, a wszystko staje się możliwe. Przykładem postaci, która może potwierdzić te słowa jest Hanka- żona Antka Boryny z powieści Władysława Reymonta " Chłopi". Hanka przez wiele lat była podporządkowana swemu mężowi. Była mu ślepo posłuszna. Jemu powierzyła cała troskę o dom. Wiedziała, że mąż mu zaufać. Jednak , gdy dowiedziała się, że mąż ją zdradza z Jagną , całe jej dotychczasowe życie legło w gruzach. Potem doszła sprawa aresztowania Antka. W domu pozbawionym męskiej ręki zaczęło brakować pożywienia. Dzieci chodziły głodne i źle ubrane. Hanka oprócz problemów z utrzymaniem domu, musiała sobie też poradzić z własnym żalem, poczuciem krzywdy, a także z osamotnieniem związanym a postępowaniem jej męża. Wydawać by się mogło, że te wszystkie doświadczenia złamią tą kobietę i spowodują, że straci ona chęć do życia. Tymczasem właśnie w tej krytycznej sytuacji, kiedy jej życie się zawaliło i mnóstwo problemów spadło na jej barki, ona dopiero wtedy jakby rodzi się do życia. Z zahukanej nieśmiałej kobiety podporządkowującej się we wszystkim mężowi przemienia się w stanowczą pewną siebie żonę i matkę, która robi wszystko, by jej rodzina się nie rozpadła. W momencie krytycznym, w sytuacji, gdy nie ma wyboru, wyzwalają się w żonie Antka wszystkie tajone dotąd cechy charakteru takie jak: odwaga, upór, zaradność, przekora. Ona chciała pokazać wszystkim, ze da sobie radę. Często powtarzała sobie: "Pokażę im wszystkim, całemu światu- nie dam się!". Rzeczywiście udało jej się dopiąć swego. Jej przemianę wewnętrzną dostrzegli wszyscy. Swą nieugiętą postawą wzbudziła ona szacunek całej społeczności Lipiec. Nawet niechętny jej dotąd Maciej Boryna dostrzegł w niej wspaniałą, zaradną, dzielną kobietę, wspaniałą matkę i gospodynię. Powierzył jej nawet opiekę nad całym swym gospodarstwem aż do powrotu Anka z więzienia.

Przykład Hanki pokazuje, że nieszczęścia i kłopoty mogą stać się dobrą próbą naszego charakteru. W przypadku tej bohaterki przyczyniły się ona znacznie do jej rozwinięcia. Walka, którą stoczyła z samą sobą i ze światem tylko ją wzmocniła i uczyniła odważniejszą.

Czasem jednak bywa i tak, że przychodzi w życiu wichura, z którą nie umiemy sobie poradzić i która okalecz nas na całe życie. Zdarzają się niekiedy takie sytuacje, które zwyczajnie nas przerastają. Najciężej jest chyba wówczas, gdy tracimy coś, co stanowiło sens naszego życia. Niełatwo jest wtedy podnieść się takiego upadku. Wystarczy tutaj przywołać postać Jana Kochanowskiego. Jego cały świat legł w gruzach, gdy zmarła mu ukochana trzyletnia zaledwie córeczka Urszulka, z którą poeta wiązał wielkie nadzieje. Wobec bólu i cierpienia, jakie na niego spadło cała jego filozofia życiowa uległa zawaleniu. Wcześniej w swych " Pieśniach" głosił pochwałę mądrości. Głosił za stoikami potrzebę zachowania złotego środka i zdystansowania się wobec życia i wszelkich przeciwności losu. Naczelnym hasłem były dla niego słowa: " na szczęście wszelakie serce ma być jednakie". Uważał też, że nie warto się buntować. Należy z pokora przyjąć to, co przynosi los. Jednak w momencie, gdy dosięgło go niewytłumaczalne niczym niezasłużone cierpienie, porta stracił wiarę we wszystkie wcześniejsze poglądy. Okazuje się, że filozofia stoicka nie pomaga radzić sobie z bólem i poczuciem straty. Najlepiej ukazują to " Treny". Zrozpaczony ojciec przestaje wierzyć w ideały stoickie i woła: " fraszka cnota". Także mądrość nie przedstawia już dla niego żadnej wartości, bo racjonalne myślenie nie jest w stanie uśmierzyć bólu. Cierpienie sprawia, że podmiot liryczny zaczyna wątpić także w ideały chrześcijańskie. Buntuje się przeciw Bogu i w przypływie złości i żalu zaczyna nawet bluźnić. Po wielu wewnętrznych zmaganiach udało się Kochanowskiemu pokonać kryzys. Po rozpaczy i buncie przyszło uspokojenie. Znów mógł na nowo uwierzyć w sens świata. Jednak "Treny" pokazują, że zdarzają się sytuacje w życiu człowieka, z którymi ciężko jest sobie poradzić.

Podobnie jak z utratą ukochanej osoby, ciężko jest się pogodzić ze zniszczeniem ideałów. Kochanowski w pewnej mierze również cierpiał z tego powodu. Jego ideały w momencie śmieci dziecka uległy zachwianiu. Jednak jemu udało się odzyskać wiarę w świat i w życie. Zupełnie inaczej było z Mendlem Gdańskim. Cios, który go dosięgnął, złamał go zupełnie.

Bohater opowiadania Marii Konopnickiej był Żydem, który od ponad 27 lat mieszkał w Warszawie i bardzo kochał to miasto. Czuł się w nim jak w domu. Tu uczciwie pracował jako introligator i tu też wychowywał swego wnuka Jakuba. Kuba był jego jedynym żyjącym krewny. Wszyscy inni dawno zmarli. Stary Mandel całe swoje życie poświęcił wnukowi. Uczył go, jak być dobrym człowiekiem. Wpajał mu miłości do Polski, ale także uczył zachowywania i kultywowania tradycji żydowskiej.

To, co go charakteryzowało to ogromna wiara w ludzi i w dobro tkwiące w innych. Całe swe życie oparł na ideałach stoickich. Potrafił się cieszyć z tego, co miał. Znosił też ze spokojem wszelkie przeciwności losu. Mendel wierzył w to, że jego świat jest bezpieczny i ustabilizowany. Dlatego gdy dowiedział się o panujących w mieście niepokojach antysemickich, bardzo go to zaniepokoiło. Ogromnym smutkiem napawało go również to, że polskie dzieci wyśmiewały się z Jakuba, bo był Żydem.

Jednak najgorszym przeżyciem był dla niego atak rozwrzeszczanej, pijackiej bandy antysemitów na jego własny dom. Tłum wściekłych wyrostków zupełnie bez przyczyny ruszył w kierunku domu Żyda, wykrzykując antysemickie hasła. Mendel odważnie wyszedł im naprzeciw. Stanął w oknie swego domu w towarzystwie wiernych przyjaciół. Ktoś z tłumu rzucił kamień, który rozbił szybę i zranił małego Kubę. Po tym wydarzeniu Mendel bardzo się zmienił. "Stracił serce do tego miasta", które wcześniej tak kochał. Utracił tez zaufanie do ludzi i wiarę w drugiego człowieka. Tragedia, której doświadczył, była dla niego zbyt dotkliwym ciosem. Za pewnością nie wzmocniła go, lecz raczej go złamała.

Czasami też miłość może stać się powodem złamania człowieka. Bez tego uczucia wiele osób nie wyobraża sobie życia. Wszystko traci dla nich sens. Nie ma po co walczyć. Tak na przykład był w przypadku Romea i Julii. Młodzi bardzo się kochali i gotowi byli zmierzyć się z wszystkimi przeciwnościami, które stały na drodze do ich szczęścia. Ich miłość zmącona została nienawiścią panującą między ich rodzinami. Kochankowie pochodzili z dwóch zwaśnionych rodów. Julia należała do Kapulettich, Romeo o rodu Montekich. Zakochani musieli ukrywać więc swe uczucie przed światem i samotnie walczyć z przeciwnościami losu. W końcu nieszczęśliwy splot wydarzeń doprowadził do katastrofy. Julia zmuszana do małżeństwa z Parysem, chcąc dochować wierności ukochanemu, postanowiła upozorować własną śmierć. Lecz w skutek nieporozumienia wiadomość o mistyfikacji nie dotarła do Romea. Ten myśląc, że Julia nie żyje, odebrał sobie życie. Nie umiał i nie chciał żyć bez miłości swego życia. Gdy Julia się obudziła ze snu i ujrzała nieżyjącego kochanka, również popełniła samobójstwo. Życie bez Romea nie miało i dla niej sensu. Ich historia dowodzi, że czasami nie da się pokonać przeciwności losu. Miłość obojgu dodawała siły do walki. Gdy zabrakło drugiej połówki, wszystko przestało mieć znaczenie. W przypadku tej pary nie można mówić o tym, że " smaganie wiatrem" wszyło im na dobre.

Czasem miłość staje się istotą egzystencji, jedyną racją bytu. Jednak takie pojmowanie tego uczucia w wielu przypadkach kończy się źle. Szczególnie wtedy, gdy miłość jest nieodwzajemniona. Tak było na przykład w przypadku tytułowego bohatera " Cierpień Młodego Wertera". Werter zakochał się w Lottcie. Miłość spadła na tego młodzieńca nagle i od zrazu wypełniła mu całe życie. Stała się jedynym sensem jego egzystencji. Dla Wertera Lotta była ideałem, wszystko w niej uwielbiał. Zdawał sobie jednak sprawę, że ta kobieta nigdy nie będzie należeć do niego. Była już bowiem przyrzeczona innemu mężczyźnie. Dlatego nieszczęśliwie zakochany młodzieniec na różne sposoby próbuje uwolnić się od tej zgubnej miłości. Wyjechał nawet z miejscowości, w której mieszkała ukochana. Jednak nic mu to nie pomogło. Nie umiał, mimo czynionych wysiłków, uwolnić się od tego niszczącego jego spokój uczucia. Miłość Wertera do Lotty była bardzo złożona i trudna, ale nie tylko dlatego, że nigdy się nie miała możliwości spełnienia. O tym, że była tak dramatyczna zadecydował też charakter Wertera. Był on młodzieńcem nadwrażliwym i skomplikowanym wewnętrznie. Jego nadmierna uczuciowość i skłonność do refleksji zamieniły tą zwykłą miłość do Lotty w uczucie pełne pasji i cierpienia. W końcu doprowadziło ono bohatera do śmierci. Nie mogąc zapomnieć o Lotcie, postanowił zakończyć swoje życie. Zastrzelił się z broni podarowanej mu przez męża ukochanej kobiety- Alberta. Historia Wertera pokazuje, że nieszczęśliwa i nieodwzajemniona miłość może człowieka zniszczyć.

Myślę, że w kontekście przytoczonych przeze mnie przykładów trzeba by nieco bardziej krytycznie spojrzeć na słowa Seneki. Moim zdaniem jest w nich dużo prawdy. Momenty kryzysowe i trudne życiowe doświadczenia uczą nas tak naprawdę żyć. Sprawiają, że dzięki nim stajemy się silniejsi, bardziej odporni i wytrzymali. Słowa Filozofa potwierdzają też polskie przysłowia. Mówi się przecież, że " co nas nie zabije to nas wzmocni."

Jednak moim zdaniem w tym porzekadle ludowym jest więcej prawdy. Pokazuje ono bowiem drugą stronę medalu. Uświadamia nam, że nie wszystkie wydarzenia w naszym życiu obracają się na naszą korzyść. Czasem zdarza się tak, że dotykają nas trudności, które nas przytłaczają i niszczą, a może nawet zabijają. Niekiedy cios wymierzony przez los jest zbyt wielki, bo godzi w to, co najcenniejsze i najwartościowsze w naszym życiu: w miłość, ideały, w wiarę. Wtedy bardzo trudno jest się podnieść z takiego upadku. Wielu się to nie udaje.