Patronką Irlandii i boginią wszystkich Irlandczyków była Welmea. Mimo oddawanej jej czci czuła się samotna. Kiedy co rano budziła się pośród obłoków na błękitnym niebie nie obok siebie nikogo i samotność bardzo jej doskwierała. O prawda w dole, na ziemi, żyło wielu ludzi, lecz byli oni zbyt daleko, nie przypuszczając nawet, że Welmea naprawdę istnieje. Znali ją oczywiście z baśni i legend, niektórzy wierzyli w nią, jednak większość traktowała ją jak piękny symbol.

Był wiosenny poranek, kiedy ze sny zbudził Welmeę przedostający się przez przejrzystą zasłonę promień słońca. Bogini Welmea zbudziła się i przesunęła kilka obłoków, by ujrzeć dzień w pełnej okazałości. Przyszedł jej na myśl cudowny pomysł. Postanowiła stworzyć sobie przyjaciela. U jej stóp znalazł się czarodziejski koszyk, w którym po siedmiu dniach miał pojawić się nowy przyjaciel.

Kiedy nadszedł odpowiedni czas, siódmego dnia, Welmea piastowała na rękach malutkiego, zielonego smoka. Na jego skórze błyszczały czerwono-złote paseczki, a na grzbiecie rosły pomarańczowe skrzydełka, dzięki którym mógł latać. Smoczek patrzył na nią wielkimi, błyszczącymi oczami w brązowym kolorze. Jego wejrzenie było dobre i ufne, pełne figlarnych płomyków. Smok miał wysmukły pyszczek, o delikatnych wargach. Bogini Welmea postanowiła pozostawić mu wiele wolności, nie chciała jednak, by ją opuszczał. Podarowała mu więc grotę, na zboczu jednego z wulkanów irlandzkich, gdzie nigdy nie zapuszczali się ludzie. Nie życzyła sobie, by ktoś poznał istnienie jej smoka o imieniu Irlandes.

Dni mijały, a smok rósł coraz bardziej, równocześnie poznając należący do bogini kraj. Wszystko mu się podobało, szczególnie zaś lubił chłodny wiatr. Rozkoszował się jego powiewem, lecąc do podniebnej siedziby Welmei. On jeden wiedział, jak do niej dotrzeć, poznał też wszystkie zakamarki pałacu bogini. Młody jeszcze Irlandes nie zdawał sobie sprawy, że jego codzienne wyprawy do Welmei są obserwowane przez zadziwioną ludność, której udało się odkryć jego istnienie, wkrótce po zamieszkaniu w grocie na zboczu wulkanu. Bogini Welmea wiedziała, że jej sekret wyszedł na jaw, ale nie sądziła, że pociągnie to za sobą jakieś niebezpieczeństwo. Była jeszcze młoda i lekkomyślna, nie przeczuwała zagrożenia.

  • Mój drogi Irlandesie - powiedziała mu któregoś dnia - Irlandczycy wiedzą już o twoim istnieniu, dlatego uważaj na siebie i nie zapuszczaj się samotnie w głąb ludzkich siedzib. Mówiła to patrząc mu głęboko w oczy i gładząc jego delikatne, piękne skrzydła. Irlandes był już na tyle dorosłym smokiem, że rozumiał, jakiego niebezpieczeństwa powinien unikać.

Przyszło lato, chłodne tych rejonach ziemi. Zakwitły łąki na wzgórzach, drzewa okryły się zielonym listowiem, ocean i morze skrzyły się od słońca. Irlandes, jak zwykle wybierał się w odwiedziny do Welmei, kiedy do jego uszu doleciały obce, nie znane dźwięki. Wiedziona przeczuciem Welmea zerknęła na ziemię zza chmur i ze zgrozą ujrzała, że pod grotę Irlandesa zbliża się grupa uzbrojonych ludzi. Bogini Welmea domyślała się, co zamierzają ludzie, którymi opiekowała się już tak długo. Wyfrunęła z pałacu i w mgnieniu oka znalazła się obok groty na wulkanie.

Ludzie zaczęli już wdzierać się do groty, gdzie schronił się przestraszony smok. Welmea wiedział, że aby ich zatrzymać, musi się im ukazać.

- Stójcie! Nie róbcie mu krzywdy! Ja, Wasza opiekunka, zabraniam Wam zbliżać się do Irlandesa.

- Kto to? - stłumionymi głosami pytali się nawzajem ludzie.

- Może anioł? - przypuszczał ktoś.

Cóż to za piękna dziewczyna! - wykrzyknął jakiś młodzieniec.

  • Jestem Welmea, odrzekła bogini. - Przestaliście już wierzyć w moje istnienie, jednak musicie mnie słuchać. Smok ten jest moim przyjacielem i nakazuję go wam zostawić.

Welmea nie była pewna, czy zuchwali ludzie jej posłuchają, dlatego w jej oczach skrzyły się łzy. Po chwili ludzie otrząsnęli się ze zdziwienia i uznali, że jest zwykła dziewczyną.

  • Zejdź nam z drogi, panienko i uważaj, by smok nie zrobił i krzywdy. Ten smok należy do nas, gdyż żyje na naszym terenie.

Welmea posiadała moc, dzięki której mogłaby odesłać ich, skąd przyszli, ale ten wysiłek osłabiłby ją na zawsze.

Pragnęła jednak ocalić swojego jedynego przyjaciela. Już miała wznieść swą magiczną dłoń, gdy któryś z mężczyzn rzucił się na nią mieczem. Welmea była śmiertelna, choć mogła być wiecznie młoda, pod warunkiem, że nikt jej nie zrani. Jeszcze chwila, a zginęłaby z ręki jednego z ludzi. Nagle Irlandes osłonił Welmeę skrzydłem, a sam przyjął cios mężczyzny. Cisza zapanowała w grocie, ludzie z przestrachem patrzyli, jak smok zachwiał, a później upadł na ziemię. Osłupiał Welmea patrzyła na leżącego przyjaciela.

- Irlandesie, przecież to ja miałam cię chronić! - szlochała. Klęcząc na ziemi, tuliła głowę smoka, patrząc jak gasną jego piękne oczy. Irlandes oddychał coraz ciężej, para buchała z jego nozdrzy.

- Uratowałeś mnie, a ja nie umiem ci teraz pomóc. Dlaczego pozwoliłam ci zamieszkać na ziemi?

  • Moja Welmeo, musiałem ocalić ci życie, gdyż jest ono mi droższe niż własne. Jestem szczęśliwy, że mogłem zrobić coś dla ciebie, wierna przyjaciółko.
  • Przyrzekam ci, Irlandesie, że twoje imię nie zginie. Będziesz czczony w tej krainie, a twój wizerunek będzie jej znakiem. Oddaje ci tę ziemię w opiekę, byś czuwał nad tymi, którzy w nieświadomości podnieśli na mnie i na ciebie rękę.
  • Smocza głowa bezwładnie opadła na ręce bogini Welmei. Dziewczyna cicho płakała, tuląc ciało smoka. Mężczyźni milcząc podnieśli do z ziemi i wspólnymi siłami zanieśli na szczyt wulkanu. Wybudowali mu tam potężny grobowiec, na zawsze upamiętniający jego istnienie. Wielkimi literami wyryto w kamieniu napis: "Pamięci smoka Irlandesa, opiekuna kraju, który z miłości oddał swoje życie."