Ostatnio dziwnie się czułam,miałam wrażenie,że czegoś mi brakuje,że życie którym żyję trochę mnie nudzi. Mama zauważyła moje wewnętrzne rozterki i postanowiła,że czas najwyższy abym odpoczęła od swojej codzienności przy komputerze. Mama podeszła do mnie i wcisnęła mi w dłoń psią smycz. Zdziwiło mnie to,bo przecież nie mieliśmy psa. Wyszłam jednak przed dom, gdzie czekał gotowy do spaceru kundelek,którego, jak się okazało, mama adoptowała, wracając do domu. Miał być moim obowiązkiem i przyjacielem,ale przede wszystkim odciągnąć mnie od komputera i zachęcić do spacerów. Przeszliśmy razem cały las, wzdłuż i wszerz, przeszliśmy przez strumyk i wzdłuż plaży. Bieganie bez myszki i klawiszy to spory wysiłek, przynajmniej dla mnie. Jeden spacer zmienił wszystko, bo wreszcie zobaczyłam, jak piękny jest otaczający mnie świat. Mogłam obcować z naturą i stać się przez chwilę jej bezpośrednią częścią. Wróciliśmy polną drogą, obserwując zachód słońca i słuchając śpiewu owadów. Zmęczeni i radośni zasiedliśmy do kolacji, a komputer nie został zaszczycony nawet spojrzeniem. Wokół jest wiele ciekawszych rzeczy, istniejących na prawdę, tu i teraz, obok mnie. To był udany dzień, na prawdę był udany.