Każdy dzień na Olimpie rozpoczynał się od tego, że Eos różanopalca zapalała światła na niebie tak, żeby Helios mógł spokojnie wjechać na swój codzienny objazd. Gdy już, dzięki Eos, zaświta, wtedy zjawia się Helios, żeby mogło zapalić się słońca. Następnie Zefir, bożek wschodniego wiatru, zaczyna się budzić i dąć leciutko tak, by obudzić wszystkich razem i każdego z osobna. Budzili się tak mieszkańcy Olimpu, jak i zwykli ludzie. Przez pałac olimpijski przebiega Iris, zaraz za nią pojawia się piękny Ganimedes oraz Hebe z ambrozją i nektarem. Kiedy ta krzątanina osiąga swoje apogeum, Zeus, król wszystkich bogów, przybiera swoją najdostojniejszą minę i zaczyna wizytować swoich poddanych. Ma ze sobą zwykle jakichś towarzyszy, żeby jego majestat nie ucierpiał, bo przecież jemu samemu nic nie może zagrozić. W pełni chwały spaceruje po budzącym się świecie i sprawdza, czy aby na pewno wszystko jest w porządku. Jeśli widzi jakieś kłopoty, natychmiast im zaradza. Kiedy już skończy swój poranny obchód, wraca na Olimp, żeby pobiesiadować. Po jego powrocie zaczyna się śniadanie bogów, które składa się z dającego wieczną młodośćpiękno nektaru oraz ambrozji. Po posiłku i pogawędkach Zeusa zaczyna zwykłe rządzenie - ma swój dzienny zakres obowiązków, które musi wypełnić, swoje sprawy, które musi rozstrzygnąć... Wtedy, podczas codziennej pracy, każdy z bogów może udać się do niego na audiencję i uzyskać posłuchanie. Wtedy to Zeus jest informowany o wszystkich dobrych i złych sprawach, o wszystkich kłopotach ziemian i bogów.

Na ziemi również wre praca. Bożkowie przeróżnej maści zajmują się swoimi sprawami oraz sprawami ziemi. Ludzie zabierają się do swoich zajęć.

Wśród bogów tylko Hermes nie może zbyt długo usiedzieć na jednym miejscu - musi biegać (a właściwie latać) z góry na dół i z dołu do góry. Kiedy obrady bogów w przeróżnych sprawach kończą się na Olimpie, wtedy nadchodzi czas kolejnej uczty. Trzeba w tym miejscu za znaczyć, że nikt nie waży się nawet podnosić głosu w obecność Gromowładnego a tym bardziej sprzeciwiać się mu. To wszystko nie tylko z szacunku dla jego majestatu, ale ze zwykłego strachu. Do Hermesa należy rozniesienie po całym świecie tego, co postanowili bogowie. Przy okazji zaprasza tych, którzy są potrzebni czy to na wieczorną ucztę czy też na kolejne obrady.

Wieczorna uczta trwa tak długo, jak długo Helios jeździ po niebie swoim słonecznym rydwanem i Eos nie zgasi ostatniego blasku światła. Gdy zaczynają zapadać ciemności, wtedy cały Olimp udaje się na spoczynek, by następnego dnia wykonywać te same obowiązki - i tak aż do końca świata.