Tego roku wakacje spędzić miałam nad morzem Bałtyckim. Wydawało mi się to obciachem albo jakąś paranoją, ale w końcu powinnam się cieszyć, bo przecież nie wszystkie dzieci mają na tyle zamożnych rodziców, aby oni fundowali im wyjazdy wczasowe co roku. Najgorsze było to, że jechała ze mną Ilona – moja największa rywalka, w nauce, chłopakach, i podobnych sprawach. Nie przepadałam za nią, bo na okrągło mi dokuczała, psuła plany, odbijała chłopców, na których mi zależało, plotkowała na mój temat i więcej nie będę wymieniać, bo jest tego nadzwyczaj dużo.

Drugi lipca – wyjeżdżamy. Obóz będzie trwał miesiąc. Nikogo tu nie znam po za Iloną. Najbardziej obawiałam się z kim będę w pokoju. Jeśli wyląduję z Iloną, to chyba coś sobie zrobię – tak właśnie myślałam. Na tę wycieczkę pojechały różne szkoły gimnazjalne z mojej okolicy. Bardzo się bałam, że nikogo nie poznam. W końcu byłam w drugiej gimnazjum, a właściwie już ją skończyłam, więc byłam na tyle młoda i niedoświadczona, aby się tego obawiać (chociaż na koloniach byłam już milion razy i zawsze poznałam kogoś fajnego).

Już po dwóch godzinach jazdy nad morze, doskonale odczułam obecność Ilony w moim otoczeniu. Znudziła się jazdą dłużącą się w nieskończoność, więc „niewinną” rozmówką zaczęła delikatnie podnosić mi adrenalinę.

- Co tam, Agniesiu? – powiedziała z przekąsem Ilona, chociaż dobrze wiedziała, że nienawidzę tego przezwiska.

- A co u ciebie Ilciu? – odgryzłam się koleżance.

- Miałaś średnią na koniec roku 4.5?

- Tak.

- Nie przejmuj się, Aga. Ja miałam średnią 4.6  a Ulka 4.7. Nie przejmuj się! Kaśka była od ciebie gorsza, bo miała 4.4! Jesteś przedostatnia!

- Ach tak? Za to ty masz taką średnią, bo po znajomości twojej mamy z nauczycielami masz cztery oceny wyższe o jeden w górę niż na to co wskazywałaby twoja wiedza! I nie musisz co drugie zdanie mówić, żebym się nie przejmowała, bo się nie przejmuję!

Ilonie chyba zrobiło się wstyd, gdyż kilka minut nic nie mówiła. Niestety mój odpoczynek nie trwał długo. Po chwili znów usłyszałam niemiłe docinki.

- Ile ważysz? – spytała z wkurzającą miną.

Fakt nie ważyłam mało, ale też nie tak dużo.

- Jakieś… a ty?

- Dokończ, Agniesiu.

- 55 kilo, a ty?

- 50, ha ha! 

- To było żałosne.

Po ośmiu godzinach ciężkiej podróży dojechaliśmy na miejsce. Nasz ośrodek „Brzeg” był czterogwiazdkowy. Piękny, cudowny, jak z bajki. Na dole znajdowała się wspaniale przystrojona stołówka. Była po prostu usiana obrazami z widokami morskimi, kwiatami, muszelkami i piaskiem w przezroczystych słoiczkach, które miały kształt łez. Pokoje były trzy- cztero- i pięcioosobowe. W każdym pokoju był telewizor, balkon lub mały taras, duża przestronna łazienka z wanną i prysznicem oraz bardzo wygodne łóżka, a przy każdym z nich szafeczka na podręczne rzeczy. Nasza grupa liczyła około stu osób a oprócz tego było z nami dziesięciu opiekunów. Wszystko byłoby świetnie, gdyby nie to , że trafiłam do pokoju z Iloną! Oprócz niej były w tym pokoju  jeszcze trzy inne dziewczyny : jedna z nich Monika, która była z mojej szkoły i chodziła do pierwszej gimnazjum. Druga- Alicja, była już absolwentką innej szkoły gimnazjalnej, oraz trzecia: Julka, była w moim wieku i chodziła do równoległej klasy w mojej szkole. Oprócz Ilony reszta naszej „pokojowej” ekipy była w porządku. Najbardziej do gustu przypasowała mi Ala. Była jak taka nasza starsza siostra. Po prostu cudowna! Można było jej się ,,wyspowiadać” . 

Wieczorem było ognisko. Takie na zapoznanie się ze wszystkimi uczestnikami. Uwielbiam to ciepło, te lecące iskierki z płonących drewien. Kiełbaski, ketchup, musztarda, chleb i herbata – wszystko było. Dziewczyny z mojego pokoju świetnie się bawiły na ławeczce. Opowiadały kawały, śmiały się, gadały. Ja jednak wolałam się przejść po zielonym terenie naszego ośrodka. Było już chłodno a słońce nie grzało już tak jak za dnia. Na terenie pensjonatu dominowały drzewa. Było ślicznie. Nie czułam się jak nad morzem, ale tak jak w górach. To przejrzyste powietrze. Świetne widoki. I te oscypki. Jednak moje przemyślenia rozwiały się, bo dobrze wiedziałam, że znów jestem nad Bałtykiem. Zbliżałam się do bocznego wejścia do hotelu, gdy usłyszałam głos:

- Jesteś perfidna idiotka! Nienawidzę twojego podejścia do życia!

- Za to ty, wyrywasz wszystkie panieneczki, które jak ci powiedzą, że masz takie seksowne muskuły to od razu tracisz głowę!

- Nie jesteś moją matką, żeby mnie wychowywać!

- Ale jestem twoją dziewczyną! I mam prawo wymagać, abyś choć trochę mnie szanował! Kocham cię!

- Przymknij się! Mam cię dosyć!

- Nie będę za tobą biegać!

- I dobrze!

Przez kilka sekund tej słyszalnej kłótni, mogłam się domyślić, że prowadził ją chłopak z dziewczyną. Pomyślałam: „Co za idioci! Że też nie mają innych powodów do kłótni!” . Jednak moje zdanie się zmieniło, gdy zobaczyłam tego chłopaka. Był on przyjemnej urody ciemnym blondynkiem. Miał błękitne oczy o zabawnym spojrzeniu. Był dość wysoki, około metra i osiemdziesięciu centymetrów. Oczywiście był szczupły. Ideał. Żadnej niedoskonałości! Nieskazitelny! Przeszedł koło mnie. Spojrzał się na mnie przez ułamek sekundy. Poczułam delikatne motylki w brzuchu. Niestety on chyba nie zwrócił na mnie uwagi. Jednak ten wzrok. Cudny. Teraz tylko muszę go poznać i zachęcić do mojej osoby. Tylko jak to zrobić?

Następnego dnia na śniadaniu wzrokiem szukałam mojego wybrańca. Nie widziałam go. Obawiałam się, że był on z innej grupy, która mieszkała w tym pensjonacie. Wtedy nie miałabym u niego żadnych szans.

- Julka, widziałaś wczoraj tego blondyna kłócącego się z taką niezbyt urodziwą brunetką? – spytała Alicja.

- Tak, a co?

Spokojnie przysłuchiwałam się rozmowie koleżanek z pokoju.

- To mój starszy brat.

W tym momencie od razu podniosłam wzrok na dziewczyny.

- Czekaj, czekaj!! – zaczęłam, ale to tak głupio zabrzmiało, że od razu zmieniłam intencje rozmowy. – Jak on może być starszy? Przecież to wyjazd tylko dla gimnazjów!

- Tak, Agnieszka, ale on właśnie był teraz w pierwszej liceum i postanowili go po znajomości przyjąć. Nie wygląda na liceum,  co nie?

- To naprawdę twój brat?! – wprost nie potrafiłam uwierzyć w swoje szczęście, bo lepiej trafić nie mogłam!

- Tak, a co podoba ci się?

- Ja… ee…

- Jak ma na imię? – zapytała Ilona, która chyba pierwszy raz wyciągnęła mnie z opresji. Dzięki niej nie musiałam się tłumaczyć.  

- Zgaduj zgadula!

- E tam. Zabawa dla maluchów! – skrzywiła się Monika.

- Monia, a co ty taka sztywna? – zapytała Ilona.

- Przepraszam.

- Ok., ok. Powiem wam. Ma na imię Paweł.

Gdy dowiedziałam się jak ma na imię najśliczniejszy chłopak na świecie, kamień spadł mi z serca. Paweł, Paweł, Paweł! Pięknie!

Około dziesiątej wyszliśmy na pierwszą wycieczkę do miasta na zakupy. Wciąż szukałam wzrokiem Pawła.

- Ala, to była jego dziewczyna? – zapytałam nieśmiało.

- Czyja?

- Twojego brata.

- A! Tak, ale to się skończy. Oni co pięć minut się kłócą. Chociażby o to, że Amelia zatańczyła z innym chłopakiem na dyskotece, albo, że poszła do sklepu i kupiła nieładną bluzkę.

- Wow! Twój brat jest taki czepialski?

- Nie, nie jest. Po prostu jest o Amelię zazdrosny. Ostatnio na przykład zauważył jak Amelia perfidnie flirtowała z jakimś maturzystą. Miała potem niezłą awanturę. Ona go prowokuje, dlatego on chciał jej się odwdzięczyć i prężył muskuły do innych dziewcząt. Amelia oczywiście się zdenerwowała i znów wczoraj wieczorem na dobre się pokłócili.

- Nieźle! Nadal są skłóceni? – zapytałam niepewnie.

- Tak. W ogóle to mam wrażenie, że już zerwali ze sobą.

- Na pewno?

- Nie. To tylko moje domysły. A tak w ogóle to czemu tak cię interesuje mój brat? – zapytała podchwytliwie Alicja.

- Tak z ciekawości. Jeżeli nie chcesz, to nie musimy o nim rozmawiać.

- Spoko, spoko. Możemy jak chcesz, ale bez przesady. Paweł ma bardzo dobry słuch! – zaśmiała się Ala.

Po chwili usłyszałam ponownie znajomy mi już głos. Paweł wyłonił się z lewej strony Alicji.

- Cześć, siostrzyczko. Co tam?

Mówiąc to, brat Ali znowu popatrzył się na mnie tak jak minionego wieczoru. Jego wzrok się śmiał, chyba do mnie. Tylko teraz popatrzył się na mnie dużo dłużej. Jego niebieskie oczy miały takie szczere spojrzenie. Zdawał się być piękniejszym niż wczoraj.

- A dobrze, Pawełku. A jak z Amelią?

- Nie pytaj nawet. Zgrzybiała idiotka!

- Daj spokój. Bywały gorsze.

- Och nie! Ona jest najgorsza!

- Doprawdy?

- Tak!

- I już jej nie kochasz?

- Może jeszcze żywię do niej jakieś uczucia, ale to już nie ta miłość co kiedyś.

- Miniona?

- Nie, przeszyła się metalicznym smakiem. Nie jest już namiętnością i pożądaniem. Stała się bezpłciowa. Niedobra. Niesmaczna. Podła.

- Ej, ej, kolego! Nie rozpędzaj się zbytnio, bo zaraz powiesz o tym coś naprawdę nie na miejscu!  - zaśmiała się Ala. – Ach, ty mój „poeto” za pięć groszy!

- Zatrzymaj takie docinki dla siebie! Ty się nie znasz! Masz tylko szesnaście lat!

- Za to ty jesteś tylko rok ode mnie starszy!

Cierpliwie słuchałam delikatnego głosu mojego wybranka. Wypowiedziane przez niego zdania, były jak przemyślany potok słodkich słów. Dźwięk jego głosu, modulacja barwy i inne zalety wpływały kojąco na moje serce i duszę. Byłam w siódmym niebie będąc w jego obecności. Marzyłam o nim. Śniłam o nim. Myślałam o nim. Tylko on się teraz liczył. Byłam szczęśliwa, bo czułam do niego czystą i nieskazitelną nić najpiękniejszego uczucia na świecie.

Zastanawiając się tak nie zauważyłam, że chłopak coś do mnie mówił!

- Halo! Cześć! Jestem Paweł! Ala, ona mnie słyszy?

- Aga! Obudź się!

Ocknęłam się, ale było mi tak głupio, że nie sposób tego wyrazić słowami. Chciałam zapaść się pod ziemię.

- Przepraszam. Ile do mnie mówiliście?

- Hm… przez dobre trzy minuty. – wyznał Paweł słodko marszcząc nos z zastanowienia.

- Och! Myślami byłam gdzie indziej! – zarumieniłam się.

- Nic się nie stało. Miałaś prawo.

- Wiem, wiem. – powiedziałam, ale od razu tego pożałowałam,  bo Paweł popatrzył się na mnie z drobnym zdziwieniem. Chciałam jak najszybciej zmienić temat.

- Jak masz na imię Paweł? – kolejna porażka! Nie mogłam uwierzyć w swojego pecha!

- Agnieszka! Dobrze się czujesz? – spytała Ala mierząc mi dłonią stopień gorączki.

Słodki blondynek uśmiechnął się do mnie niewinnie i szybko odwrócił wzrok. Poczułam jak przyjemne motylki latają mi w żołądku.

- Jak najlepiej. Po prostu zdarzyła mi się drobniutka wpadka. – przyrumieniłam się.

- Dobrze powiedziane – pochwalił mnie Paweł.

W odpowiedzi tylko się uśmiechnęłam. Resztę drogi do miasta, Paweł szedł rozmawiając z Amelią. Pogodzili się niestety. Dla mnie niestety…

Po obiedzie, tego samego dnia poszliśmy na plażę. Paweł z Amelią szli za rękę. Byłam strasznie smutna. Pozostało mi tylko patrzenie z wytęsknieniem na chłopaka. Chciałam go dotknąć, przytulić i pocałować. Zakochałam się, chociaż dopiero wczoraj go zobaczyłam. Byłam w nim zadurzona.

Plaża rozlegała się po horyzont. Była bajkowa i przepełniona wczasowiczami. W piasku lśniły drobne muszelki. Wzięłam jedną i postanowiłam, że zapamiętam ją, jako moją jedyną pamiątką po Pawle. Po moim Pawle. Moim ukochanym.

- Agnieszka! Znalazłyśmy miejsce! – zawołała Monika. Pobiegłam do dziewczyn zgrywając wesołą.

- Ależ tu jest pięknie! Wszystko aż tętni życiem! Wprost kocham to miejsce!

- Nie kłam. Coś nie tak? Jakiś chłopak ci powiedział, że masz zbyt duże wałki na brzuchu? – powiedziała złośliwie Ilona. Wiedziałam, że upatrzyła już sobie punkt do wyprowadzenia mnie z równowagi.

- Nie, Ilciu. Nie o to chodzi.

- Nie martw się. Do ideału brakuje ci tylko zrzucić pięć kilo i spoko! – pocieszała mnie fałszywie Ilona.

- A tobie tylko zażyć lek na wzrost piątej klepki, Ilonko.

- Ej, spokój! Agnieszka, Ilcia! Dosyć! – zażądała spokoju Alicja.

- Ależ ja nic nie robię! To ona jest nieuprzejma, ja tylko ją pocieszałam! – broniła się moja największa rywalka.

- Ok., ok. Ja i tak wszystko widziałam, więc się nie usprawiedliwiaj Ilono!

Już się nie kłóciłyśmy. Dobrze, że Ala z nami była, to przynajmniej trochę mnie obroniła przez napastnikiem numer jeden!

Po dwóch godzinach upojnych kąpieli morskich i należytego opalania, zmęczyłam się i poszłam na spacer brzegiem morza. Kilkanaście metrów dalej zauważyłam kolorowy parawan. Coś mnie podkusiło, żeby zajrzeć za niego. Bardzo żałuję, że to zrobiłam. Zobaczyłam tam Pawła z Amelią. Całowali się „na całość”.

Doskonale wiedziałam, że nie mam u niego szans. On kochał Amelię. Szybko zawróciłam na swoje miejsce. Straciłam ochotę na wszystko co miało związek z nim.

Minęła ¼ kolonii, czyli tydzień. Cały czas starałam się zapomnieć o Pawle. Kochałam go, ale wiedziałam, że jest zajęty. Nie mogłam z nim być. Od drugiego dnia obozu, więcej ze mną nie gadał. Zauważyłam też, że już wcale mi się nie przyglądał. To drażniło i bolało. Byłam nieszczęśliwa i porzucona. Tak bardzo chciałam, żeby zwrócił na mnie uwagę. Najgorsze było to, że z dnia na dzień, ten brak jego zainteresowania, kłuł w serce coraz bardziej a widok jego namiętnych pocałunków z Amelią, wzbudzał mą zazdrość. Z pewnością nie należałam do szczęśliwych dziewcząt w tej chwili.

Dwa dni później, okazało się, że po Amelię przyjechali rodzice. Musiała na tydzień wrócić do Warszawy. Byłam przepełniona radością, bo to była jedyna szansa dla mnie, aby zwrócić uwagę Pawła. Postanowiłam sobie, że chociaż go lepiej poznam, albo się zaprzyjaźnimy. Miałam siedem dni. To dużo czasu. Wszystko było w zasięgu ręki. A moje uczucie rosło. Emocje wzrastały wraz z liczbą minionych dni. Była to z pewnością wielkość wprost proporcjonalna – dopiero teraz zrozumiałam to pojęcie, które wpajałam sobie przez dwa lata na lekcjach matematyki. Z radością machałam jej z resztą uczniów w trakcie kiedy Paweł był trochę smutny. Miałam nadzieję, że podczas mojej „szczęśliwej siódemki” uda mi się go trochę rozruszać.

Tego samego dnia, gdy mieliśmy poobiedni odpoczynek, przyszedł do naszego pokoju Paweł.

- Hej, siostra! Mogę wejść, dziewczyny?

- Jasne, wchodź Pawciu. – powiedziała Ala.

- Jak wam się podoba obóz? – zapytał Paweł.

- Fajny! – wyrwałam się pierwsza z odpowiedzią, ale miałam wrażenie, że on  nawet nie zauważył, że cokolwiek powiedziałam, gdyż nie spojrzał na mnie wcale, tylko rozglądał się po suficie. Zrobiło mi się dziwnie nieprzyjemnie i poczułam chłód z jego strony.

- Bardzo mi się podoba. – powiedziała Ilona z denerwującą „słodziutką” minką.

- To dobrze – uśmiechnął się Paweł do Ilony.

Kipiałam z wściekłości. A już był mój!

- Super tu jest! Paweł, jaka fajna koszulka! – chciałam za wszelką cenę zwrócić na siebie uwagę.

- Dzięki Aga. – i wtedy uśmiechnął się do mnie tym swoim powalającym uśmiechem.

- Chcesz zagrać ze mną w bilarda? – zaproponował mi Paweł.

- Jasne! Chodźmy! – ucieszyłam się. Zeszliśmy na dół. On na chwilę za trzymał się na schodach i odwrócił się do mnie. Popatrzył się na mnie i odwrócił się z powrotem. Myślałam, że chciał mnie pocałować, ale to była mylna zagrywka. Trochę się zawiodłam, ale miałam jeszcze czas.

- Lubisz grać w bilarda? – zapytał mnie z tym słodkim wyrazem twarzy.

- Wprost kocham! – skłamałam, bo tak naprawdę jeszcze nigdy w bilarda nie grałam, no chyba że liczą się razy, gdy grałam pod nadzorem mamusi, jej ręką.

- Spoko! To mam niezłego przeciwnika! Ustaw sobie dobrze kij w dłoniach.

Na moim czole pojawiły się drobne kropelki potu. Że co on chciał? Ale jaki kij?!!!

- Już! – wyszczerzyłam zęby z zawstydzeniem.

- Co? Nawet go nie wzięłaś!

- To był żarcik! Już biorę!

Wzięłam kij i podparłam się nim o podłogę.

- Już!

- Agnieszka. Co ty najlepszego wyprawiasz?!

- Ustawiam kij! Tak mi jest wygodniej!

- No właśnie widzę! – powiedział z dziwacznym spojrzeniem. – Nie wygłupiaj się tylko ustaw kij w dwóch rękach, tak, aby był NAD STOŁEM!

Ok., ok. Ustawiłam sobie, ale znów coś mu nie przypasowało.

- Już!

- Ustawiłaś go na odwrót. To co z tyłu jest z przodu! A to co z przodu jest z tyłu!

- Ach no tak! Jaka gapa ze mnie! 

- Zaczynasz, bo jesteś damą.

Ups… ale jak?

- Spoko.

- No to zaczynaj!

Stałam jak osłupiała, „Boże, jak mam zacząć???”

– Dziewczyno! Czy ty kiedykolwiek grałaś w bilarda?- powiedział Paweł, ale w jego głosie można było odczytać, że ma mojego towarzystwa dosyć.

Zrobiło mi się potwornie głupio. Jak mogłam go oszukać, że umiem świetnie grać w bilarda?

- A liczy się kilka razy, które zagrałam ręką mamy będąc siedmiolatką? – spytałam nieśmiało z rumieńcem na policzkach.

Zobaczyłam jak Paweł oparł się łokciami o stół i ukrył twarz w swoich dłoniach. Ciekawa byłam co sobie o mnie pomyślał. Stał tak około minuty, a ja trzęsłam się ze strachu, że już go straciłam. „Pewnie myśli: Jaka żałosna IDIOTKA!”. Po chwili podniósł się. Miał całą czerwoną buzię, a w oczach lśniły mu łzy. Cały czas ręką zasłaniał usta. Przestraszyłam się, że płacze!

- Co się stało Pawełku? – spytałam zaskoczona zachowaniem brata Ali.

Chłopak nie odezwał się ani słowem, tylko poszedł z powrotem do naszego pokoju, z dłonią na ustach, płacząc. Spanikowałam. Do oczu naleciało mi dużo łez. Po pięciu minutach ruszyłam za nim w pogoń. Odnalazłam go w swoim pokoju. Najbardziej zdziwiło mnie to, że dziewczyny siedziały na swoich łóżkach i pokładały się ze śmiechu. Razem z nimi siedział tam też Paweł. Byłam zdumiona. On również się śmiał.

- Paweł, czemu płakałeś? – spytałam. Odpowiedzią był jeszcze głośniejszy śmiech z jego strony i dziewczyn.

- Ja… - zaczął chłopak, ale przez swój śmiech nie mógł wykrztusić ani słowa. - … nie… płakałem… HA! HA! HA! 

- Zaraz, zaraz. To o co chodziło? – zapytałam mrużąc oczy, jakbym nimi chciała prześwietlić to co właśnie myślał sobie Paweł.

- Wyjdźmy… stąd na… HA! HA! … chwilę…

Wyszłam, ale bałam się co usłyszę. Że jestem idiotką? Wariatką? Debilką?

- Aguś, jeszcze nigdy nie spotkałem kogoś tak zabawnego jak ty! – powiedział Paweł z uśmiechem na twarzy. Jednakże nie ten uśmiech mnie zachwycił. To jak się do mnie zwrócił, było… przynajmniej słodkie. ,,Aguś” – jak to ładnie brzmi, stwierdziłam sama przed sobą.

- A ja kogoś tak… - zaczęłam, ale nie skończyłam, bo właśnie z pokoju wyszła Ilona.

- Odbijany! Teraz ze mną się zabaw, kotku. Mrrrauuu! - ,,zamiauczała” Ilona. Wiedziałam, że już zauważyła, że Paweł mi się podoba. Musiała mi go odbić, nawet jeżeli on się jej nie podobał. Po prostu chciała mnie zdenerwować.

- Sorry Aga. – powiedział Paweł i wszedł do pokoju za Iloną. Myślałam, że wybuchnę z wściekłości. Chwilę potem weszłam do pokoju. Cała piątka wyśmienicie się bawiła.

Wieczorem, opiekunowie zapowiedzieli, że możemy zrobić sobie piżama – party. Byłam zadowolona tym pomysłem. Chciałam zaprosić Pawła do naszego pokoju.

- No to co laseczki? Robimy bibę? – zapytała już nakręcona pomysłem Ala.

- Tak jest! – odpowiedziałyśmy chórem. Od razu zrobiłyśmy listę kogo mamy zaprosić.

- Proponuję zaprosić twojego brata – wyprzedziła mnie Ilona.

- Ok. Czyli tak… Paweł. Chcemy zaprosić jego kolegów z pokoju? – spytała Alicja.

- Jasne! – powiedziałam.

- Ok. Czyli… Michał, Adrian, Patryk, Hubert. To są jego koledzy. Kogo jeszcze?

- Musimy robić większą imprezę? – zapytała Monika, która nie była skłonna do robienia żadnych przyjęć w swoim pokoju.

- Im ciaśniej, tym lepiej. – powiedziała Ala.

- Nie sądzę. Tyle osób wystarczy. – upierała się Monika.

- Monia! Daj spokój! Pięć osób to za mało! Jeszcze z pięć! – kłóciła się Julka.

- To ja pójdę do innego pokoju, do takiej jednej koleżanki. – powiedziała Monika.

- Ok. To idź. Jak wyjdziesz to za ciebie zmieszczą się jeszcze trzy osoby, grubasku! – docięła jej Julka.

- Koniec! Nie chcę już słyszeć takich kłótni! Jak Monika nie chce więcej osób, to niech będzie tyle. – zadecydowała Ala.

- Jenyyyy! – marudziła Ilona.

Godzinę po kolacji przyszli do nas zaproszeni chłopcy, w piżamach. Wśród nich był Paweł ubrany w śliczną piżamkę z wzorkiem w piłki nożne.

- Jaka fajna piżama! – podnieciłam się.

- Twoja też. – powiedział i znów ujrzałam ten BOSKI uśmiech. Potem zobaczyłam kolegów Pawła. Żaden z nich nie był tak przystojny jak on. Hubert był blondynem, a reszta miała ciemne czupryny.

- To co robimy? – zapytałam.

- Gramy w butelkę! – zaproponowała Ala. Gdy wszyscy się zgodzili, siedliśmy na podłodze i pierwszy zakręcił butelką Adrian. Wypadło na mnie. Wyciągnął kartę z zadaniem i zacytował:

-,,Zabierz kapcia osobie, na którą wskazuje korek od butelki”. Ha! Ha! Oddawaj kapcia, Agnieszka!

Musiałam to zadanie niestety wykonać.

- Teraz ja kręcę. – powiedziałam. Zakręciłam. Wypadło na Michała. - ,,Zagraj z osobą, na którą wskazuje butelka wybraną scenkę z Romea i Julii” – przeczytałam. Razem z Michałem zagrałam scenę, kiedy Julia stoi na balkonie (tutaj na łóżku) i przychodzi Romeo, który chce jej powiedzieć, że ją kocha. Jeszcze nigdy tak dobrze się nie bawiłam. Michał świetnie odgrywał rolę Romea, jak równie dobrze się przy tym wygłupiał. Naprawdę to było fajne. Następnie Michał wylosował Huberta. Miał zadanie: ,,Wyznaj miłość osobie, na którą wypadło”. Było to tak śmieszne, że wszyscy pokładaliśmy się ze śmiechu. Potem Hubert wylosował Julkę, Julka Monikę, Monika znów Adriana, Adrian Patryka, Patryk Alę, Ala Ilonę,  Ilona znowu Julkę, Julka Pawła, a Paweł mnie. Kiedy do mnie dotarło, że Paweł mnie wylosował, prawie zasłabłam z wrażenia. Chłopak wyciągnął kartę z zadaniem. Przeczytał ją po cichu, ale potem odłożył ją na stosik innych kart i potasował. Nikt nie wiedział, co znajdowało się na karteczce, ale wiem, że coś, czego Paweł się bał, wstydził lub nie miał ochoty. Byłam zawiedziona.

- Ej! Co jest? Przecież wylosowałeś tamtą! – wkurzył się Patryk.

- Przepraszam was, ale bawcie się dalej sami. – powiedział Paweł i wyszedł z pokoju.

- Paweł… - zaczęła Ala. – Co mu się stało?

- Nie wiem… - powiedziała Julka, również zdziwiona zachowaniem brata swojej koleżanki.

- Tam pewnie było jakieś zadanie typu: ,,Powiedz osobie, na którą wskazuje butelka, że ją kochasz.” A biedaka bolało sumienie, że ma dziewczynę i ci tego nie powiedział, panno obwisły biust. – zaczęła dokuczać mi Ilona.

- Nie próbuj mnie wkurzać.

- O! Jaka groźna! – zaczęła śmiać się ze mnie moja rywalka.

- Idź do psychologa.

- Nie pyskuj! Jestem od ciebie dwa miesiące starsza, dziecinko! – warknęła nieprzyjemnie Ilona.

- DOSYĆ!!! – uspokoiła nas Ala. – Co to miało być? Jakiś cyrk? Uspokójcie się obydwie!

- Ja tylko powiedziałam co mogło być na tej karteczce! – broniła się Ilona.

Alicja popatrzyła na Ilonę wzrokiem przepełnionym nienawiścią.

- Weź wyjdź w ogóle Ilona! Wkurzasz nas wszystkich jak jakiś nachalny głupek! – zdenerwowała się Ala, mówiąc kilka słów prawdy.

Ilona pierwszy raz w życiu się popłakała. Wybiegła po tych słowach z pokoju. Nie wracała przez kolejne trzy godziny.

- Ej, ona coś długo nie wraca. – powiedziała zmartwiona Julia.

- Bez przesady. Nic jej się nie stanie. Ma 15 lat i może już sama za siebie odpowiadać.

- Ala, obraziłaś się na nią? – zapytała Monika.

- No raczej.

- Ale co ona takiego zrobiła?

- Zachowuje się paskudnie.

Poszłyśmy spać.

Następnego dnia (zostało mi już tylko 6 do powrotu Amelii), rano zeszłam na śniadanie. Szukałam wzrokiem Pawła. Nigdzie go nie widziałam. Nagle ujrzałam go. Wchodził na stołówkę. Był olśniewająco piękny. Ubrał się w wąskie dżinsy za kolano i luźny T-shirt. Chciałam sobie wytłumaczyć z nim sprawę dnia poprzedniego. Niestety przechodząc koło mnie nawet na mnie nie zerknął. Obawiałam się, że to już koniec, choć nic nie zrobiłam. Byłam wściekła na siebie i na los, że akurat dał mu tę kartkę.

- Cześć – powiedziałam po śniadaniu podchodząc do jego stolika.

- Hej.

- Możemy pogadać?

- Jem.

Jego słowa miały nieprzyjemny i oschły dźwięk.

- A potem?

- I don’t know.

- Dlaczego?

Nie odpowiedział. Postanowiłam, że poczekam na niego przed stołówką.

Kiedy wyszedł powiedział:

- Zostaw mnie w spokoju. Mam dziewczynę. Kocham Amelię. Odczep się.

Zamurowało mnie i było mi okropnie przykro. Chciało mi się płakać. Wróciłam do pokoju i siadałam na łóżku.

- Co się stało? – zapytała się Alicja. Byłyśmy same.

- Nic.

- Przecież widzę. Mów.

- Chłopak, w którym się zakochałam odrzucił mnie.

- Przykro mi. Jakiś z obozu?

- Tak.

- Kto to?

- Paweł Miecznikowski.

- MÓJ BRAT???!!! ZAKOCHAŁAŚ SIĘ W NIM???!!!

- Tak. Wiem, to głupie. Nie wiem na co ja liczyłam. Przecież on ma dziewczynę.

- Amelię?!

- No… raczej.

- Powtórzę: Amelię?!

- A nie? – zapytałam z nadzieją.

- Nie wiem, myślałam, że się rozstali, po tym jak wyjechała.

- Na pewno nie.

- Ja wiem co on miał na tej karteczce w zadaniu, ale…

- Co?! – przerwałam jej w pół słowa.

- …obiecałam, że nikomu nie powiem. W sumie to go rozumiem.

- Proszę, powiedz mi co tam było napisane!

- Nie mogę.

- Proszę.

- Nie, przykro mi, ale brata nie mogę zawieść. Musisz sama się dowiedzieć. Ze źródeł dostępnych dla ciebie.

Spuściłam głowę. Strasznie byłam zła na Alkę, że nie chce mi powiedzieć tajemnicy. Zwłaszcza, że ona dotyczyła mnie!

- On nie chce mnie znać.

- Naprawdę nie wiem jak ci pomóc.

- Szkoda.

Trzy dni później było dokładnie tak samo jak trzy dni wcześniej. Paweł nie chciał mnie znać. Nie chciał mnie widywać. Nie chciał ze mną rozmawiać. Ja cały czas miałam żal do Ali, że nie powiedziała mi tajemnicy swojego brata. Nie gadałam z nim od czasu kiedy razem staliśmy przed stołówką i on powiedział te bolesne słowa, których nie mogę zapomnieć. ,,Zostaw mnie w spokoju. Mam dziewczynę. Kocham Amelię. Odczep się.” – te cztery zdania cały czas dudniły mi w uszach nie pozwalając skupić się na czymkolwiek innym.

Tego samego dnia wieczorem, wyszliśmy na plażę na spacer brzegiem Bałtyku. Szłam bez pary. Kilka osób za mną widziałam jak szedł Paweł. Tęskniłam za nim. Za jego uśmiechem. Za jego śmiejącymi się do mnie oczkami. Strasznie go kochałam. Też szedł sam. Pomyślałam sobie, że mogę przecież jeszcze raz spróbować. Podeszłam do niego.

- Hej. Co tam?

- W porządku. A u ciebie? – zapytał zupełnie normalnie Paweł.

- Nie. Dlaczego się obraziłeś?

- Przepraszam. Głupio się zachowałem. Wybaczysz mi? 

Myślałam, że taki dzień nie nastąpi, że mnie przeprosi.

- Tak, Pawełku.

- Czy teraz możemy zostać przyjaciółmi?

- Oczywiście! Bardzo chciałam być twoją przyjaciółką!

- To super, Aguś. – mówiąc to uśmiechnął się do mnie tym swoim słodkim uśmieszkiem. Byłam bardzo zadowolona.

- Może pójdziemy razem w parze?

- Z przyjemnością.

Przez kolejną godzinę szliśmy tak i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. W pewnym momencie Paweł złapał mnie za rękę. Potem odwrócił głowę w moją stronę i delikatnie się uśmiechnął. Następnie z wolna puścił ją. Uśmiech odwzajemniłam. To było bardzo romantyczne. Myślałam, że to tylko mi się przyśniło. Nigdy wcześniej nie szłam z chłopakiem za rękę (chyba, że tata i dziadek się liczą).

Kolejnego dnia (kiedy zostały mi już tylko dwa dni) zaprosiłam Pawła do naszego pokoju. Weszliśmy do niego razem. Od razu napotkałam zazdrosny wzrok Ilony.

- Cześć moje ptaszki! – powiedziała z fałszywym uśmiechem Ilona.

- Hej! – odpowiedziałam, ale wiedziałam, że coś w trawie piszczy.

- Jak tam było w pokoju u Jurka? Ładnie ma? – spytała Ilona wykorzystując wiedzę, że byłam wczoraj u takiego kolegi pożyczyć temperówkę. – A wiesz Paweł, że ten cały Jurek, to miłość Agnieszki z podstawówki?

Byłam na nią wściekła. Nie wiem po co jej to dwa lata temu powiedziałam. Nie trzeba było się domyślać, żeby odkryć, że chce zniechęcić do mnie mojego przyjaciela, którego kochałam.

- Poważnie? – spytał niewzruszony.

- Tak! Na sto procent! – przekonywała go głupia Ilona.

- ŁAŁ! No naprawdę! Ja też w podstawówce kochałem się w kilku dziewczynach! Straszne! Ale mnie przeraziłaś!

Byłam dumna, że Paweł tak zręcznie wybrnął z tej niekomfortowej sytuacji. Widziałam po Ilonie, że była wkurzona, że nie udało jej się skłócić mnie z Pawłem. Tym razem miałam gorszą sytuację niż kiedyś, bo doskonale wiedziałam, że ona również kocha Pawła. Kiedyś odbijała mi chłopaków dla zabawy. Teraz ona też była zakochana. To było to co mnie najgorzej martwiło. Jednak jak na razie Paweł nie dawał się wciągnąć w jej durne zagrywki.

Wieczorem miała odbyć się dyskoteka. Stroiłyśmy się z dziewczynami chyba z godzinę. Ja miałam cel, aby spodobać się Pawłowi, a Ilona, żeby mi go odbić. Ilona była trochę ładniejsza i szczuplejsza ode mnie i to mnie denerwowało. Nie chciałam, aby to ona lepiej wypadła ode mnie. Bałam się , że Paweł zakocha się w niej. Z historyjek snutych przez jego siostrę, wynikało, że zwraca on uwagę na buzię, włosy i figurę. Nie chciałam go zawieść, bo nie byłam chudziną. Gruba też nie byłam, ale to Ilona była szczupła a nie ja. 

Na dyskotekę poszłam w luźnej żółtej bluzce z napisem ,,Only You, Baby”, lekko różowych legginsach i czerwonych trampkach all star. Rozpuściłam moje długie włosy i pomalowałam się naturalnie. Ilona założyła śliczną fioletową sukienkę i połyskujące baleriny. Włosy związała w luźnego warkocza po boku. Też się pomalowała naturalnie. Ona lepiej się prezentowała ode mnie. Przynajmniej tak myślałam. Wyglądała po prostu ślicznie!

Przyszła godzina dwudziesta trzydzieści i razem z dziewczynami poszłyśmy na imprezę. Paweł już tam był. To wyglądało jakby na nas czekał, aż się pojawimy. Kiedy weszłyśmy na parkiet od razu do mnie podszedł.

- Pięknie wyglądasz. Zatańczysz ze mną?

- Hm… zastanówmy się… czy… TAK!!!!!!! wystarczy?

- Myślę, że tak, Aguś.

Wybrał sobie świetny utwór. Romantyczny i śliczny. Objął mnie w talii a ja zarzuciłam mu ręce na szyję. To było takie czułe i miłe. Nie chciałam, żeby ta chwila się skończyła. Patrzył mi w oczy tym swoim prawdziwie szczerym wzrokiem. Miałam ochotę go pocałować. Jutro wieczorem wracała z Warszawy jego dziewczyna. Odpędzałam od siebie tę myśl. Chciałam, żeby już nie wróciła. Ja też już nie chciałam wracać do Warszawy. Było mi tu dobrze w objęciach Pawła.

Po piosence, która stała się od tego wieczoru moim hymnem miłości zaczęło się prawdziwe piekło. Ilona była okropnie zazdrosna o Pawła. Postanowiła mi się odwdzięczyć za to, że go jej nie odstąpiłam.

- Paweł! Ona dzisiaj całowała się z Jurkiem! – powiedziała Ilona.

- To prawda? – zapytał mnie a w jego twarzy lśniło wyraźnie zdanie: ,,Proszę, powiedz, że to nieprawda.”

- Nie, ona to robi po to, żeby… a nie ważne. Nie słuchaj jej.

Jednak to mu nie wystarczyło. Widać było, że nie do końca mi wierzy. Chciał dowodów, zwłaszcza, że dowiedział się, że Jurek to była kiedyś moja miłość.

- Nie wierzę ci. 

- Paweł! To nie prawda! – zapierałam się.

- Widzisz jak kłamie ta debilka?! To niedorzeczność! – krzyczała Ilona.

Paweł popatrzył się na mnie i odszedł.

- Paweł! Paweł! – wołałam. Jednak chłopak chyba uwierzył Ilonie.

- Dziecinko. Albo ja go mam, albo żadna z nas. Rozumiesz? Kocham go równie silnie jak ty. I będzie mój. Ja zawsze wygrywam. I tym razem też nie przepuszczę. To nie jest partia dla ciebie. On tylko się tobą bawi. On ma przecież dziewczynę! Nie rozkochasz go w sobie. Zapamiętaj to. Ja jestem mistrzynią we flircie. Nie zbliżaj się do niego. Dziękuj mi, że dałam ci ostrzeżenie.

Ilona odeszła za Pawłem. ,,Wszystko skończone, ona go zdobędzie. Już nie ujrzę tych jego rozweselonych oczu… NIE! To ja mam władzę! Bo ja go prawdziwie kocham! Muszę walczyć!”

Pobiegłam za Iloną. Wiedziałam, że dzisiaj rozstrzygnie się walka o jego miłość. Wiedziałam, że Ilona to silny przeciwnik, ale uwierzyłam, że jej podołam.

- Paweł! Uwierz mi! – krzyknęłam kiedy zobaczyłam go w jednym z korytarzy w hotelu. Stał tam z Iloną. Ilona rzuciła mi piorunujące spojrzenie. Ale nie to było teraz ważne. Ważny był on.

- Wierzę ci. – powiedział.

- Co?! – zdumiała się Ilona.

- Wierzę jej. Ona mówi prawdę. To ty kręcisz.

- Ja?!

- Słyszałem waszą rozmowę, a właściwie twoją przemowę do Agi. To było perfidnie chamskie.

- To był żart! – broniła się Ilcia. Tak żałośnie wyglądała przegrywając.

- Ty niewyobrażalnie głupia dziewczyno! Co chciałaś osiągnąć zabierając mi Pawła?! Co chciałaś osiągnąć rujnując mi życie?! Czego oczekiwałaś?! Czy tego, że Paweł rzuci się przed ciebie na kolana i wyzna ci miłość?! Tak?! – krzyczałam na nią rozwścieczona.

Nagle Ilona zaczęła chichotać.

- Co cię tak bawi, głupku?!

- To, że Pawełek również ciebie nie chce.

To co mówiła było prawdą. Paweł odszedł i zatrzasnął drzwi za sobą do swojego pokoju. Zrobiło mi się okropnie duszno. Nie wiedziałam co się dzieje wokół mnie. Zaczęłam iść, potem przyspieszyłam kroku aż nagle pobiegłam dalej, przed siebie. Nie zważałam na nic. Ilona krzyczała za mną, żebym nie udawała i nie zgrywała niewinnej. Jednak nie obchodziło mnie to. Byłam przestraszona, że za dużo powiedziałam. On już wie, dlaczego tak zależało mi na przyjaźni z nim. On wie. A ja…?

Po minucie biegu dotarłam na podwórko przed ośrodkiem. Rozpłakałam się. Chciałam zapaść się pod ziemię. Tak mi było wstyd, że się wygadałam.

Leżałam na trawie. Już się ściemniło. Nie mogłam powstrzymać łez. Otóż wiedziałam, że straciłam go. Po chwili z kieszeni coś mi wypadło. To była mała muszelka. Podniosłam ją i przyjrzałam jej się uważnie. Wyryta na niej była litera ,,P”. To była muszelka, którą wzięłam z plaży jako moją pamiątkę po Pawle. Patrzyłam się na nią jeszcze przez chwilę a potem znów się popłakałam.

Nagle usłyszałam za moimi plecami ciche kroki.

,, Proszę, niech mnie pani wygoni do pokoju, bo już ciemno. I tak nie pójdę”. Myślałam, że to nauczycielka stoi za mną, żeby mi powiedzieć, że pora na sen. Myliłam się.

- Dlaczego ukrywałaś fakt, że mnie kochasz?

W chwili, kiedy usłyszałam ten znajomy głos, poczułam znowu motylki w brzuchu.

Odwróciłam się i zobaczyłam Pawełka.

- Dlaczego to zataiłaś?

Nie mogłam nic z siebie wykrztusić.

- Ja… - popatrzyłam mu prosto w oczy i postanowiłam, że wyznam mu  prawdę.

- Pierwszego dnia kłóciłeś się z Amelią. Wtedy po raz pierwszy cię ujrzałam. Pamiętam, że i ty na mnie spojrzałeś. To trwało tylko ułamek sekundy, ale już wtedy wiedziałam, że to jesteś ty. Że jesteś moim miłosnym idolem. Że ciebie pragnę, choćby nie wiem co. 

Chyba go zatkało. Patrzył się tylko na mnie. Nie wiedziałam co mam robić. Czułam się taka bezbronna. Nie mogłam odnaleźć języka, więc adekwatnie do tego rozmowa ta, nie kleiła nam się. Wstałam, by nie siedzieć już tak na trawie, gdy on stoi nade mną. To było niezręczne. A nawet żałosne.

Paweł słysząc z moim ust takie słowa, tylko się patrzył. Bardzo bałam się jego reakcji.

- A jeśli chodzi, dlaczego to zataiłam, to po prostu…

Nie mogłam dokończyć. Świat zawirował a nasze wargi się spotkały. Paweł wreszcie mnie pocałował. To było gwałtowne. Emocje mi opadły, chociaż serce biło jak oszalałe. Kiedy mówiłam po prostu mnie pocałował. Trudno mi opisać jak to się stało. W sumie sama tego nie wiem. Jednak wiem jedno: Paweł świetnie całuje.

- Wiem, wiem. Wstyd wszystko zabija. – powiedział kiedy przestaliśmy się całować.

- No tak… domyśliłam się, że wiesz.

- Ja… 

- Tak?

- Kocham cię.

Kiedy wyznał mi miłość, pomyślałam sobie, że oszaleję. To był zdecydowanie najpiękniejszy dzień w moim życiu.

- Ja ciebie też. Bardzo, kochanie. – powiedziałam cichutko.

Cmoknął mnie w policzek i poszedł do ośrodka. Jutro przyjeżdża Amelia. Tylko ona stoi na drodze do naszego szczęścia. Jeżeli jutro wszystko będzie po mojej myśli, to z pewnością bez trudu ją ominiemy.

Kolejnego dnia po obiedzie, zjawiła się Amelia. Od razu na powitanie rzuciła się w objęcia Pawła. Byłam trochę zazdrosna. Po chwili stało się to, czego obawiałam się najbardziej. Paweł pocałował ją, zamiast od razu zerwać z nią. Czar prysł. Znów ją kochał. O tym co stało się wczoraj wieczorem już zapomniał. To strasznie mnie zabolało.

Do wieczora snułam się po ośrodku. Tego dnia nie wyszliśmy na plażę. Była niepewna pogoda i opiekunowie bali się, że spadnie deszcze lub nawet rozpęta się burza.

Około godziny dwudziestej, kiedy zrobiliśmy ognisko przed hotelem, podszedł do mnie Paweł.

- Aga, chodź za mną.

- Nie, łajdaku.

- Proszę, nie złość się i chodź a nie pożałujesz.

- Śmiesz jeszcze mnie przekupywać?! Spadaj!

- Kochanie, musiałem tak postąpić.

- Nie musiałeś.

- Tylko ciebie kocham. – mówiąc to, przytulił mnie. To było takie miłe.

- Zostaw.

- Chodź. Kocham cię. Masz moje słowo.

Zgodziłam się na jego dziwną zagrywkę, ale tylko dlatego, że tak naprawdę ciekawość od środka zżerała mnie, aby dowiedzieć się co on też chce mi pokazać.

Poszliśmy za ośrodek. Stała tam trochę wkurzona Amelia.

- Kochasz tę małą? – burknęła Amelia.

- Amelia, ona ma 15 lat.

- Kochasz ją, idioto?!

- Tak. I chcę żebyś wiedziała, że nasz związek nie miał sensu. Dowiedziałem się, że podczas twojej nieobecności zabawiałaś się z Rafałem z naszej klasy. Pozwól mi odejść. Nie kocham już ciebie, przykro mi. 

- A spadaj! To koniec. Nigdy do ciebie nie wrócę! A ty smarkulo, trzymaj się ode mnie z daleka! Wygrałaś, ale zobaczysz, że on jest niestały. Obydwoje znikajcie z mojego życia! – wrzeszczała na nas rozwścieczona.

- To by było na tyle…- powiedział Paweł tuląc mnie do siebie. – Ona ma już jakiegoś absztyfikanta. Nie martw się. Teraz liczysz się tylko ty. 

- Ty dla mnie też. Ale wciąż nie wiem co było wtedy na tej karcie podczas grania w butelkę.

- Zacytuję: ,,Powiedz osobie, na którą wypadło, że ją kochasz nad życie a potem powiedz, że to nieprawda.”. Nie chciałem siebie ani ciebie ranić. Już wtedy cię kochałem. Przepraszam.

W odpowiedzi tylko się uśmiechnęłam. W sumie byłam zadowolona, że tamtego wieczora wyszedł z pokoju.

Wyjazd dobiegł końca. Amelia nie odzywała się do nas. Dziewczyny z mojego pokoju gratulowały mi tak dobrej partii jaką jest Paweł. Ala, czyli jego siostra bardzo się ucieszyła, że zostaliśmy parą, bo mnie lubiła i wiedziała, że dzięki temu będzie mnie częściej widywać. Ilona nie rzucała już zazdrosnego spojrzenia. Znalazła sobie kolegę Pawła – Patryka. Zostali parą. Ona nawet nabrała do mnie szacunku! To jest coś! Aż ulga! A my jesteśmy szczęśliwi i wiemy, że nieprędko się rozstaniemy. Kocham go a on mnie. To pewne. Jestem taka zadowolona z siebie, że dobiegłam do mety, którą sobie wyznaczyłam. Nie dość, że był on moim chłopakiem, to jeszcze najlepszym przyjacielem. W ostateczności muszelkę wyrzuciłam. Nie chciałam już jej mieć, bo zamiast niej miałam inny skarb – Pawła we własnej osobie. Te wakacje spokojnie można nazwać ,,wakacjami miłości”.

KONIEC