Pewnego dnia przyszedłem smutny do szkoły. Powodem mojego ponurego nastroju był dzisiejszy sprawdzian z matematyki. Dziś też do naszej klasy przychodziła nowa dziewczyna, Eliza.

Na sprawdzianie, jak zwykle było wesoło. Chłopcy robili z siebie ludzi, którzy nie myślą poważnie. W ten sposób mogliśmy od siebie ściągać.. Dzięki pomocy moich koleżanek i kolegów ze sprawdzianu dostałem 5! Jednak coś innego dziś mnie olśniło. Widziałem ją pierwszy raz, więc nic dziwnego, że nie wiedziałem, co powiedzieć. Wykrztusiłem tylko marne „cześć” i KONIEC! To była gafa! Na szczęście tylko kilka osób widziało i słyszało jak się jąkałem. Eliza miała długie czarne włosy i jasną, pasująca do niej cerę. Nie była taka zwyczajna jak inne dziewczyny z naszej szkoły. Miała w sobie coś, co przyciągało do niej uwagę. Nie potrafię określić słowami, co to było, ale czułem, że to nie może być nic złego. Im dłużej Ela, bo taką przybrała ksywę, była w naszej klasie, tym mniej gaf popełniałem przy każdym spotkaniu z nią. Nasze spotkania nie kończyły i nie zaczynały się już słowami:

-Cześć.

-Cześć!

Tylko nabierały coraz większego zaciekawienia sobą. Rozmawialiśmy ze sobą tak:

- Cześć!- powiedziała.

- Hej!- odpowiedziałem.

- Jak się czujesz? Przygotowany na matmę?

- Można by tak powiedzieć.

- Aha. To znikam do swojej ławki.

Tak to właśnie wyglądało. Wkrótce potem wymieniliśmy się swoimi numerami GG (Gadu-Gadu) i telefonów. Rozmawialiśmy wtedy na tematy, o których nie mówiliśmy widząc się. Wiadomo, przez Internet zawsze człowiek jest odważniejszy. Po paru miesiącach naszej znajomości wiedziałem już. Ja ją KOCHAM!. To było coś cudownego. Niestety nie umiałem wyznać tego Elizie, stojąc przed nią i patrząc w jej bursztynowe oczy. Zrobiłem to przez Internet. O dziwo! Ona też nie umiała zdobyć się na odwagę i powiedzieć mi o swoich uczuciach. Czekała, aż ja zrobię pierwszy krok i już straciła nadzieję. Chodziliśmy ze sobą trzymając się za ręce, pomagaliśmy sobie w lekcjach, rozmawialiśmy na każdy ciekawy temat. Niestety, czasami szczęście trwa tylko chwilkę. W naszym przypadku tak było. Ela musiała się znów przeprowadzić. Nie było odwrotu. Gdyby to był kilkumiesięczny wyjazd za granicę, zrozumiałbym. Ale dlaczego?! Kiedy nasza miłość była tak piękna i jak rozkwitnięta róża musiała uschnąć. W dzień wyjazdu Eli… pocałowaliśmy się. Wiedziałem, że to nie było nasze ostatnie spotkanie, ale wolałem mieć pewność. Odjechała. Zostałem sam. Szkoła była nudniejsza niż zwykle, koledzy nie potrafili mi już sprawić przyjemności. Po co żyć bez Elizy?

 Po paru latach rozstania ja również przeprowadziłem się do Krakowa. Miałem cichą nadzieję, że ją tam spotkam. Spotkałem! Podbiegliśmy do siebie i Elka rzuciła mi się w ramiona. Otaczający nas ludzie nie mieli pojęcia, co się stało, ale my nie zwracaliśmy na nich większej uwagi. Poszliśmy do kawiarenki i opowiadaliśmy sobie historie, które wydarzyły się wtedy, kiedy nie byliśmy ze sobą. Przyrzekliśmy sobie, że będziemy już razem. Tak trwamy do dziś.