Drodzy państwo, dziś udałam się na targ, już z daleka słyszę, jaki tam gwar. Słyszę jak przekupy reklamują swój towar, zapraszam do wysłuchania relacji z targu...

Doszłam do celu. Jest tu wielki chaos, dużo ludzi, każdy zajmuje się swoimi sprawami, co krok widzę osobę lub grupkę ludzi robiących co innego: jedni sprzedają ryby, drudzy piją wino, następni w coś grają - no proszę, nawet dzieci znalazły swoje miejsce. Idę trochę dalej, jakaś staruszka gotuje coś na ogniu, natomiast żebracy wykorzystują swoją niedolę, by zarobić na jedzenie bądź picie. Jeden z nich się przewrócił i udaje opętanego, przechodnie nie zwracają na niego uwagi, ominęłam go i co widzę? - dziwne zjawisko: po jednej stronie targu, na beczce (z winem) siedzi grubas z czymś na podobieństwo piki, tłuścioch wraz ze swym „pojazdem” jest pchany przez wesołych, głośnych i otyłych ludzi. Pchają oni beczkę na drugą stronę targu. Po drugiej stronie stoi druga grupa ludzi, są oni bardzo spokojni i bardzo pobożni, na dodatek szczupli. Pchają wózek z krzesłem, na którym siedzi chudy i markotny mężczyzna, rękę ma zajętą wiosłem z rybami. Podeszłam do jednego z grubasów i zapytałam się:

- Przepraszam, co się tutaj dzieje, jeśli można zapytać?

- A co? Nie widać? Nie? Hmmm... ja jestem po stronie karnawału - KARNAWAŁ GÓRĄ! a tamci walczą o to, by „rządził” post. He he. Zrozumiałaś?! - wytłumaczył mi mężczyzna i wstrząśnięta odpowiedzią podziękowałam i poszłam dalej „oglądać” targ, gdzie nie było nic ciekawego, ciągle to samo: przekupy, żebracy, dzieci i stragany.

Lubię odwiedzać targi, ponieważ można znaleźć na nich wiele ciekawych rzeczy i nowych wrażeń. Podobała mi się ta „przygoda”. Dla programu „Co w mieście”, mówiła Alicja Lewandowska.

Dziękuję