W gimnazjum w Klerykowie rozpoczęła się lekcja języka polskiego, tzw. „nuda narodowa”, która przypadała między godziną drugą a trzecią. Do klasy wszedł nauczyciel Sztetter, zasiadł i poprosił jednego z uczniów o przetłumaczenie z języka polskiego na rosyjski wiersza Czajkowskiego „Pająk”. Wywołany chłopak nie chciał odpowiadać, więc zwrócił uwagę nauczyciela na nowego ucznia. Sztetter zaciekawił się jego osobą. Pytał go o nazwisko, czy chce uczęszczać na lekcje języka polskiego. Belfer wskazał Zygierowi fragment książki profesora Wierzbowskiego i kazał czytać. Pozostali uczniowie widząc, że skończyła się prezentacja nowego kolegi, wzięli się do odrabiania lekcji, czytania postronnych rzeczy albo układali się jak do drzemki. Niektórzy trzymali  oczy wlepione w „Pająka” lub oglądali ściany. W tym samym czasie Zygier odczytał i przetłumaczył na język urzędowy kilka strof wiersza, a potem rozbierał kolejno zdania pod względem logicznym i gramatycznym. Sztetter oparty ramieniem na krześle dźwignął zwieszoną głowę i bębniąc w stół  palcami spod oka przyglądał się odpowiadającemu. Ukończywszy rozbiór całego wiersza Zygier złożył książkę na ławie. Nauczyciel otworzył swój prywatny notes oraz dziennik klasowy i zastanawiał się jaki stopień mu postawić. Myśląc, przyglądał się nowemu uczniowi i wracał do niego wzrokiem kilka razy, jakby nie był w stanie zdjąć ich z twarzy chłopca. Zygier stał w ławce mierząc Sztettera wzrokiem. Wypytywał go co czytał i po co. Nowy uczeń powiedział mu jakie i czyje książki czytał. Gdy powiedział nazwisko Mickiewicza, belfer zapytał co wie o tej postaci. Zygier jasno i bardzo szczegółowo opisał w języku rosyjskim młodość poety Sztetter oszołomiony pragnął przerwać ten wykład, więc spytał Zygiera czy umie coś na pamięć. Gdy Zygier opowiedział twierdząco, nauczyciel poprosił go o powiedzenie. Chłopak złożył książkę, przez chwilę się namyślał i wnet zaczął mówić „Redutę Ordona” głosem nie donośnym, ale dźwięczącym jak szlachetny metal. Usłyszawszy te słowa Sztetter zerwał się na równe nogi i zaczął machać rękami, ale Zygier nie zamilkł. Belfer jakby odepchnięty jego wzrokiem siadł na swym krześle, podparł głowę rękoma i nie spuszczał oka z szybek w drzwiach. W klasie było cicho. Wszyscy patrzyli się na recytującego. Ten mówił równo, ze spokojem i umiarkowaniem, ale jednocześnie z jakąś ukrytą w słowach wewnętrzną gwałtownością. Dziwne, niesłychane słowa przykuwały uwagę, potężny obraz boju roztwierał się przed oczami słuchaczów. Nagle mówca dźwignął swój głos o stopień wyżej, nadal recytując. Nauczyciel syknął i zaczął wstrząsać głową. Wtedy „Figa” Walecki wylazł ze swej ławki, zbliżył się do drzwi, wspiął na palce i spoglądając uważne w korytarz machnął ręką na Zygiera, żeby mówił dalej. Nie była to już recytacja utworu wielkiego poety, lecz oskarżenie uczniaka polskiego zamknięte w wydarzeniach bitwy. Był to własny jego utwór, własna mowa. Każdy obraz walki dawno przegranej wydzierał się z ust mówcy jako pragnienie uczestnictwa w tym dziele zgubionym. Uczucia dziecięce i młodzieńcze, po milnokroć znieważane leciały między słuchaczy w kształtach słów poety. Jedni z nich słuchali wyprostowani, inni wstali z ławek i zbliżyli się do mówcy. Borowicz siedział zgarbiony podparłszy pięścią brodę i rozpalone oczy wlepiał w Zygiera. Dręczyło go przemierzłe złudzenie, że on to wszystko niegdyś słyszał, że on nawet gdzieś jakby własnym okiem widział, ale nie mógł pojąć, co będzie dalej. Słuchał ze wstrętem i złością, ale z dreszczem dziwnego bólu w piersiach. Marcin zamknął oczy. Znalazł już wszystko. To ten sam żołnierz, o którym mówił przed laty strzelec. Noga na pagórku pod lasem. Ten sam, zabity nahajami, leżący w skrwawionej mogile pod świerkiem. Serce Marcina szarpnęło się nagle, jakby chciało wydrzeć się z piersi, ciałem jego potrząsało wewnętrzne łkanie. Ścisnął mocno zęby, żeby z krzykiem nie szlochać. Zdawało mu się, że nie wytrzyma, że skona z żalu. Sztetter siedział na swym miejscu wyprostowany. Powieki jego były jak zwykle przymknięte, tylko wtedy kiedy niekiedy wymykała się spod nich łza i płynęła po bladej twarzy. Lekcja dobiegła końca.