Pogrubione zostały wyrazy z trudnością.

Olbrzymia kałuża

Garncarz Grzegorz, obudzony przez kukułkę w budziku, rozpoczął kolejny dzień od włączenia gazu, grzejącego jego poranną gorzałkę. Wyciągnął kubek i strząsnął z niego grupę karaluchów. Oczekując na swój poranny trunek, spostrzegł grzyb, pokrywający ściany jego domostwa. „Najwyższa pora przezwyciężyć gnuśność, zabrać się do ciężkiej harówki i zaoszczędzić trochę gotówki na remont” – pomyślał gospodarz. Szybko wypił napój i wyszedł z domu, kuśtykając na swojej chorej nodze. Jednakże gdy tylko przekroczył jego próg, wpadł w olbrzymią kałużę. Przeklinając, wyrwał się z grzęzawiska i wrócił do środka, aby się przebrać. Wtem usłyszał potężne huknięcie. „Ależ ze mnie geniusz” – pomyślał ironicznie. Dopiero wtedy przypomniało mu się, że w okolicy krąży potężny huragan, który przybył do Polski z deszczem aż z Honolulu. Westchnął, przebrał się w ciepły kożuch i zapisał w kalendarzu swój plan remontowy. Uruchomił radio, oczekując na komunikat, że hałaśliwa burza dobiegła końca. Wtem rozległ się dźwięk telefonu. Był to klucznik Józef, dawny kolega Grzegorza, prawdziwy grubas i zagorzały karciarz. Dzwonił z zaproszeniem na herbatę. Koleżeński garncarz grzecznie odmówił, informując kumpla, iż jest to pomysł irracjonalny przy aktualnych warunkach pogodowych. Któż by się spodziewał, że Józef obrazi się i zamiast niego, zaprosi do siebie gburowatą Halinę. Grzegorz rozłączył się. „Cóż za impulsywny wariat. Ich spotkanie odbędzie się chyba w kąpielówkach” – zachichotał, a następnie oddał się lekturze książki o księżycowej księżnej, nasłuchując powoli oddalających się grzmotów.