Henryk Sienkiewicz przyszedł na świat 5. maja 1846 r. w Woli Okrzejskiej na Podlasiu. Jego rodzicami byli Józef Sienkiewicz, ubożejący szlachcic oraz Stefania z Cieciszowskich, która z kolei wywodziła się z bogatej szlachty. Jednak korzenie matki młodego pisarza nie pomogły rodzinie w poprawieniu sytuacji materialnej. Państwo Sienkiewiczowie postanowili wysłać swoje dzieci na nauki do miasta, by jak najszybciej wyuczyli się zawodu i zaczęli zarabiać. Nie było mowy o jakimkolwiek wsparciu ze strony rodziców, którzy sami z trudem wiązali koniec z końcem.

W wieku dwunastu lat Henryk rozpoczął naukę w warszawskim gimnazjum. W tym czasie jego rodzina przeniosła się do majątku w Wężyczynie, który po niedługim czasie musiała sprzedać. Wtedy Sienkiewiczowie przenieśli się na stałe do Warszawy, a Henryk nie wynajmował już stancji, lecz zamieszkał ze swoimi rodzicami przy ulicy Nowy Świat 7. Nie był najzdolniejszym uczniem, nauka szła mu co najwyżej przeciętnie. Świadectwo maturalne otrzymał po wielkich trudach, w roku 1866. Rodzice chcieli, aby Henryk został lekarzem, więc wstąpił on na medycynę w Szkole Głównej w Warszawie. Nie takie jednak były zainteresowania młodego Sienkiewicza, od najmłodszych lat interesował się on literaturą i chciał pisać. Dlatego też po roku sprzeciwił się woli rodziców i przeniósł się na Wydział Filologiczno - Historyczny.

Jak łatwo się domyślić, zmiana ta nie spotkała się z aprobatą rodziców Sienkiewicza. Oto fragment listu jego matki do jednego z przyjaciół Henryka:

"Te porywy fantazji i bujność wyobraźni, którym, jak pan twierdzi, nie mógłby się oddawać, studiując medycynę, nie dadzą mu, niestety, pewnego, niezawisłego chleba, na który pracować przeznaczony. Z postępem lat i doświadczeniem przejdą same z siebie, wynikiem ich będzie kilkanaście arkuszy zabazgranych uczonymi rozprawami, których nikt czytać nie zechce, a stanowisko jego w świecie pozostanie zawsze na stopniu niskim, że mu ani sławy, ani szczęścia dobrego bytu nie zapewni."

Niestety, słowa matki okazały się prorocze. Początki kariery młodego pisarza nie były usłane różami. W roku 1867 przesłał swoje pierwsze dzieło, Sielankę młodości do redakcji "Tygodnika Ilustrowanego". Utwór został odrzucony jako niegodny zamieszczenia na łamach gazety. Sienkiewicz jednak nie załamał się. Skoro pierwsza próba literacka się nie powiodła, postanowił spróbował swych sił jako publicysta i dziennikarz. Jego felietony publikowany były w najpoczytniejszych gazetach warszawskich. Sienkiewicz, który tworzył wówczas pod pseudonimem "Litwos", wydrukował swoją pierwszą recenzję w "Przeglądzie Tygodniowym". Była to krótka relacja napisana pod wrażeniem komedii Nasi najserdeczniejsi w reżyserii Wiktoryna Sardou. Wkrótce zainteresował się nim również "Tygodnik Ilustrowany", który wydrukował jego traktat historyczno-literacki dotyczący życia i twórczości Mikołaja Sępa Szarzyńskiego. Kariera Sienkiewicza zaczęła nabierać tempa.

Działalność publicystyczna była Sienkiewiczowie potrzebna, aby zaistnieć. Nigdy nie porzucił on natomiast aspiracji literackich. W tym samym czasie, kiedy gazety warszawskie zaczęły drukować jego felietony, Sienkiewicz rozpoczął pracę nad swoją pierwszą powieścią. Nosiła ona tytuł Na marne i traktowała o polskich studentach przebywających na uniwersytecie w Kijowie. Co dziwne, Sienkiewicz w Kijowie nigdy nie był ani nie studiował, nie znał nawet nikogo, kto mógłby mu opowiedzieć, jak tamtejsze środowisko uczelniane wygląda. Powieść nie wyszła drukiem jako osobna pozycja, ale została umieszczona czasopiśmie "Wieniec".

Wkrótce potem, w roku 1872, w drukarniach i sklepach ukazało się kolejne dzieło Sienkiewicza - Humoreski z teki Worszyłły. Były to dwa utwory, Nikt nie jest prorokiem między swymi oraz Dwie drogi, które były głosem w służbie pozytywistycznego sposobu myślenia. Autor szybko jednak doszedł do wniosku, że literatura nie może propagować żadnej doktryny społecznej czy politycznej, bo traci cały swój artyzm i estetyzm. Powieść nie może dostosowywać się do programów pozytywistycznych, bo stanie się szablonowa. Nie da się bowiem w porywający sposób napisać o pracy organicznej czy o idei pracy u podstaw. O dziele pewnego pisarza, który pozostawał w służbie doktryny, mówił Sienkiewicz:

"... ale ta postępowość, która może stanowić zaletę jego jako człowieka, nie zbawia go jako autora. Owszem, kto w ten sposób chciałby bronić choćby najpiękniejszych zasad, lepiej by zrobił, gdyby ich nie bronił wcale i nie kompromitował swego obozu."

Dlatego też pozostałe dzieła Sienkiewicza odżegnują się już wyraźnie od wszelkich haseł pozytywizmu, a przynajmniej nie propagują ich z natrętną wyrazistością. Jednak dwóch pierwszych utworów nie mógł już ani zmienić, ani wycofać. Pierwszy z nich opowiada historię pozytywisty, który wyznaczył sobie wyższe cele i starał się je zrealizować bez względu na okoliczności. Lekceważący stosunek do społeczeństwa i egoizm doprowadziły w końcu do jego całkowitego upadku. Kolejny utwór opowiada z kolei losy ubogiego Jasia Złotopolskiego. Odziedziczył on w spadku wielkie majętności, ale nie potrafił docenić tego dziedzictwa przodków, nie poszanował tradycji i sprzedał swą ojcowiznę Niemcowi i polskiemu inżynierowi. I to dzięki interwencji tego ostatniego, majątek nie trafił w ręce obcokrajowca, rodzime dziedzictwo zostało uratowane i mogło dalej służyć Polsce.

Współpraca Sienkiewicza z czasopismami warszawskimi rozwijała się w dalszym ciągu, niezależnie od jego kariery literackiej. Nadal pisał do "Wieńca", gdzie ukazała się między innymi jego recenzja utworu Elizy Orzeszkowej pt. Pan Graby. W 1873 r. rozpoczął także współpracę z "Niwą", a także z "Gazetą Polską", do której pisywał tzw. felietony Bez tytułu. W tym czasie po raz pierwszy wyjechał w dłuższą podróż zagraniczną, a mianowicie do Wiednia.

Sienkiewicz już dawno odbił się od dna i przestał narzekać na brak pieniędzy, o czym świadczy jego decyzja z roku 1874. Postanowił on wówczas zakupić warszawską "Niwę" do spółki z Mścisławem Godlewskim i Julianem Ochorowiczem. Współpracował także z Danielem Zglińskim i Walerym Przyborowskim przy przekładzie książki Wiktora Hugo, zatytułowanej Rok 93. Ta powieść historyczna wzbudziła duże zainteresowanie zarówno we Francji, jak i w Polsce, a także przyczyniła się do zwiększenia popularności Sienkiewicza.

Pomimo wykupienia udziałów w "Niwie" i coraz większych sukcesów literackich, Sienkiewicz nie porzucił współpracy z "Gazetą Polską". Drukował tam nadal swoje felietony, które poruszały problemy literackie i artystyczne, ale także rozważały codzienne bolączki życia w Warszawie. "Gazeta..." stała się także pierwszym wydawcom mniejszych i większych samodzielnych dzieł pisarza. W latach 1875 - 1877 ukazały się w niej opowiadania, zatytułowane: Stary sługa, Hania oraz Selim Mirza, które są nazywane "małą trylogią". Jak widać, Sienkiewicz od zawsze miał zamiłowanie do układów trójkowych. Przez te utwory nie przemawia już chęć podporządkowania się założeniom pozytywizmu, ale wyraźne zainteresowanie staroszlacheckimi dworami. Te intencje oddane są najlepiej przez początkowe zdanie opowiadania Stary sługa:

"Pamiętam, za czasów mego dzieciństwa służył u rodziców mych jeden z tych mamutów, po których wkrótce tylko kości na starych cmentarzyskach, w pokładach grubo zasypanych niepamięcią, od czasu do czasu będą badacze odgrzebywali."

W roku 1876 Henryk Sienkiewicz ponownie opuścił kraj i udał się do Ameryki. Z tej podróży przysyłał słynne listy, które były drukowane na łamach gazet warszawskich i wkrótce zdobyły dużą popularność. Niewiele osób miało w tamtych czasach mogło sobie pozwolić na wyjazd za granicę, nie mówiąc już o podróży zamorskiej, tak więc opowieści o odległym kraju były jedynym źródłem wiedzy o tych odległych krainach. Sienkiewicz wyruszył z Warszawy, przez Toruń, do Berlina, skąd udał się do francuskiego portu Calais. Tutaj przeprawił się do Anglii, zwiedził Dover i Londyn i wypłynął do Ameryki. Po krótkim pobycie w Nowym Yorku, pozostał na dłuższy czas w Kalifornii.

Podróże zagraniczne, których Sienkiewicz odbywał mnóstwo także w późniejszym okresie życia, miały dla niego duże znaczenie z kilku powodów. Przede wszystkim były okazją do poznania innej kultury i innych społeczeństw, co owocowało przemyśleniami na temat sytuacji w Polsce. Poza tym obce środowisko i inny język sprzyjał alienacji. Każdy pisarz czasem potrzebuje odrobiny samotności, by móc w spokoju tworzyć. Zagranica stała się właśnie takim azylem Sienkiewicza, który zyskiwał coraz większą popularność w kraju i nie mógłby pozostać niezauważony, gdziekolwiek by się nie udał.

Aby uzupełnić obraz Sienkiewicza za granicą, warto przytoczyć słowa Jeremiasza Curtina, który tłumaczył jego dzieła na język angielski. Curtin twierdził:

"W tej wielkiej gromadzie ludzi [hotel w Quellenhoff] Sienkiewicz poruszał się, pracował - żył zupełnie jak na pustyni, trzymając się z daleka od towarzystwa, ale obserwując je pilnie. Jest pewien urok (przynajmniej na jakiś czas) w swobodzie i samotności ludnego hotelu, gdzie ma się pod ręką wszelkie udogodnienia cywilizacyjne. Sienkiewicz lubuje się tym urokiem - i niejedno też jego dzieło powstało w zaciszach hotelów: od Los Angeles w Kalifornii, gdzie napisał Szkice węglem, aż do hotelu w Nicei, gdzie ukończył Quo vadis."

Pobyt w Ameryce był niezwykle płodnym okresem w dorobku literackim pisarza. Wysyłał on wówczas wspomniane Listy z podróży do Ameryki, które były drukowane w "Gazecie Polskiej". Napisał również następujące dzieła: Szkice węglem (1877), Komedia z pomyłek (1878), Przez stepy (1879), W krainie złota (1880), Za chlebem (1880), Latarnik (1881), Wspomnienia z Maripozy (1882). Jak widać, Sienkiewicz nie tracił czasu w czasie podróży do Ameryki. Część dzieł dokończył jeszcze na nowym kontynencie, inne tylko naszkicował, wykańczając je już po powrocie do Polski.

Do Europy Sienkiewicz dopłynął już w 1878 r., ale nie udał się prosto do Polski. Zatrzymał się jeszcze na jakiś czas w Londynie, później udał się do Paryża, gdzie został jeszcze rok. Wówczas wyszły jego kolejne dzieła: Przez step, Orso oraz Janko muzykant, wszystkie wydane w roku 1879. Dorobek pisarza był już tak duży, że zdecydował się on na zebranie swoich dzieł w jedną książkę. W ten sposób powstał dwutomowy zbiorek zawierający nowele: Hania, Stary sługa, Szkice węglemJanko muzykant w tomie pierwszym, a także Listy z podróży w tomie drugim.

Henryk Sienkiewicz nie spoczął na laurach. Zbierał pomysły do kolejnych nowel i powieści, a także kontynuował pisanie felietonów do gazet warszawskich. W "Gazecie Polskiej" ukazywały się pod nazwą Wiadomości bieżące, zaś w "Niwie" można było odnaleźć je w rubryce Mieszaniny literacko-artystyczne.

Słynny już autor postanowił się ustatkować. Jego wytrwałość, którą zaprezentował w dążeniu do osiągnięcia uznania literackiego, pomogła mu teraz w zdobyciu ręki ukochanej Marii Szetkiewiczówny. Ślub miał miejsce w kościele kanoniczek w Warszawie, 18. sierpnia 1881 r. Młodzi zamieszkali w stolicy przy ulicy Chmielnej 15. Niestety, szczęście państwa Sienkiewiczów nie trwało długo. Po czterech latach małżeństwa, Maria zachorowała i zmarła.

Pisarz nie uległ rozpaczy, ale ze zdwojoną siłą zabrał się do pracy. Nawiązał współpracę z jeszcze jedną gazetą warszawską, tym razem było to "Słowo". Po niedługim czasie został redaktorem naczelnym tego czasopisma.

Pozytywiści odnosili się niechętnie do tematyki historycznej. Głosząc swoje hasła odnowy państwa, nie potrafili pogodzić konieczności walki o lepszą przyszłość ze wspomnieniami z przeszłości. Sienkiewicz sprzeciwił się temu poglądowi i już wkrótce wyszła seria jego powieści historycznych. Pierwszą z nich była Niewola tatarska, po niej ukazały się jeszcze OrsoBartek zwycięzca. Jednak na prawdziwy wybuch talentu Sienkiewicza trzeba było jeszcze chwilę poczekać.

Wkrótce "Słowo" zaczęło drukować pierwsze odcinki nowej powieści Sienkiewicza, zatytułowanej Ogniem i mieczem. Chyba nawet sam pisarz nie liczył na tak spektakularny sukces. Czytelnicy nie brali pod uwagę krytyk pozytywistów, a historia Skrzetuskiego i jego przyjaciół pochłonęła ich całkowicie. Pisali oni listy do gazety z prośbą o skrócenie cierpień rycerza Jana, uwielbiali rubasznego, ale i niezwykle inteligentnego Zagłobę, zakochiwali się w Helenie i złorzeczyli Bohunowi. Ogniem i mieczem doczekało się wkrótce adaptacji teatralnej, wystawiano je także w formie "żywych obrazów", których pomysłodawcą był Jacek Malczewski. Nawet życie codzienne zostało podporządkowane realiom powieści. "Kurier Warszawski" zanotował: "Koło literacko - artystyczne we Lwowie urządza w tym karnawale wielki bal kostiumowy na tle XVII wieku. Bal nosić ma nazwę Wesele Skrzetuskiego, albowiem składać się będzie z osób wchodzącym do powieści Sienkiewicza Ogniem i mieczem.". W Zbarażu natomiast nazwano jedną z ulic imieniem Sienkiewicza.

Ogromne zainteresowanie czytelników zachęciło Sienkiewicza do kontynuowania twórczości o tematyce historycznej, krytyczne głosy pozytywistów nie były już tak ważne. Swój pogląd na powieść historyczną wyraził Sienkiewicz w liście do Stanisława Tarnowskiego:

"Sam pierwszy i może na szczęście dla mnie, uczułem niesmak do nowelek, do bohaterów liliputów, do rozczulania się na kwincie cienko brzmiącej, do swoich i cudzych utworów tego rodzaju."

Praca nad Potopem wymagała od Sienkiewicza całkowitej mobilizacji i ogromnej wytrzymałości psychicznej. Nie należy zapominać, że w tym czasie chorowała jego żona, musiał więc pogodzić pracę z opieką nad nią i ich dziećmi. Dodatkowo, opisywanie wojny ze Szwedami wymagało zebrania odpowiednio dużej ilości materiałów źródłowych. Była to co prawda powieść historyczna, a nie traktat naukowy, ale Sienkiewicz nie mógł sobie pozwolić na zbytnie przekłamania a zafałszowania historii. Potop ukazywał się również w warszawskim "Słowie" od roku 1884 aż do 1886. Zainteresowanie czytelników nie malało, wręcz przeciwnie, ta druga część Trylogii przyczyniła się do ogłoszenia Sienkiewicza mistrzem powieści historycznej. Inna sprawa, że w czasach pozytywizmu, kiedy tego rodzaju twórczość nie była popularna, nie miał on wielu konkurentów.

Jeszcze w czasie, kiedy Potop ukazywał się na łamach "Słowa", umarła Maria Sienkiewiczowa. Pisarz musiał się czymś zająć, by jakoś przebrnąć przez ten ciężki okres. Dzieci oddał pod opiekę teściów, a sam udał się w podróż zagraniczną. Tego typu wyjazdy zawsze go odprężały, dostarczały wielu nowych wrażeń i pomagały zapominać o codzienności. Razem z Antonim Zaleskim i Karolem Pochwalskim wyjechał do Konstantynopola. Przyjaciele wracali do Polski przez Grecję i Włochy, a Sienkiewicz jak zwykle pisał swoje reportaże i sprawozdania z podróży.

Po powrocie do Polski przyszedł czas na wydanie ostatniej części Trylogii. W 1887 "Słowo" zaczęło drukować kolejne odcinki Pana Wołodyjowskiego. Powieść ta nie przyniosła już tak wielkiego sukcesu jak dwie poprzednie. Krytycy zarzucali Sienkiewiczowi, że wyczerpały mu się pomysły i kontynuuje swe dzieło na siłę. Mówiono, że autor nie wprowadza nowych postaci nie dlatego, żeby zachować ciągłość wątku fabularnego, ale po prostu z braku inwencji. Nawet czytelnicy nie bronili swojego mistrza już tak zaciekle jak poprzednio. Co prawda nadal czekano na rozwój wypadków i zachwycano się Małym Rycerzem i jego Hajduczkiem, ale nie było w tym już entuzjazmu, jaki towarzyszył pierwszym powieściom. Oczywiście, zdarzały się i bardzo pozytywne opinie, jak na przykład ta wypowiedź jednego z czytelników:

"Jakże łaskawym jest Sienkiewicz, że ratuje nas z objęć Dostojewskiego! Oto on w ostatnim wierszu Wołodyjowskiego: 'Na tym się kończy ten szereg książek, pisanych w niemałym trudzie w ciągu długich lat - dla pokrzepienia serc'. Jakżem mu wdzięczny za trzy ostatnie wyrazy!"

Mimo pewnych zarzutów pod adresem ostatniego tomu Trylogii, Sienkiewicz pozostał najpopularniejszym pisarzem końca XIX wieku. Zaczęły ukazywać się pierwsze apologie, przerabiano wciąż na nowo jego powieści i wystawiano je w okolicznych teatrach. O tym, jak bardzo pisarz awansował i jak wysokie miejsce zajął w hierarchii społecznej świadczy choćby ten humorystyczny cytat:

"Trzeba tu nadmienić, że już trzy dni ścigam tego przeklętego Czapelskiego. Wychodzę więc stamtąd nadprzyrodzenie zły. Jedzie dryndą Sienkiewicz z miną melancholijną, z miną, w której kocha się prawdopodobnie z dziesięć par mężatek ze sfery "high-life'u". Przychodzi mi na myśl, że Sienkiewicz musiał w chwilach swej młodzieńczości miewać i dziurawe buty i nie zastawać redaktorów. Uspokojony zawijam na ulicę Karową. [...]"

W Dziennikach autorstwa Stefana Żeromskiego możemy znaleźć świadectwo popularności Trylogii wśród ówczesnych czytelników. Czytamy tam między innymi:

"Józef opowiadał mi rzecz następującą: był raz w zimie br. w Staszowie, miał interes na poczcie, czekał tam więc. Razem z nim czekało na przyjście poczty ze dwudziestu szewców, czeladników, sklepikarzy - czekali na "Słowo". Gdy poczta przyszła, urzędniczek pocztowy zaczął czytać Potop na głos. Ci ludzie czekali tam parę godzin, oderwawszy się od pracy, aby usłyszeć dalszy ciąg powieści. Nie darmo mówią, że naród zdaje rachunek przed Sienkiewiczem z uczuć polskich. Jest to objaw zamienny. Sam widziałem w Sandomierskiem, jak wszyscy, tacy nawet, którzy nigdy nic nie czytują, dobijali się o Potop. Książki kursują, rozbiegają się błyskawicznie. Niebywałe, niesłychane powodzenie. Sienkiewicz zrobił dużo, bardzo dużo. Niech imię jego będzie pochwalone."

Nie można pominąć też pewnego drobnego incydentu, który, choć wydaje się nieprawdopodobny, świadczy o uwielbieniu, jakim czytelnicy darzyli Sienkiewicza. Otóż jeden z jego wielbicieli ofiarował pisarzowi "podarunek" w kwocie piętnastu tysięcy rubli, podpisując się nazwiskiem Michała Wołodyjowskiego. Sienkiewicz nie chciał przyjąć tak wielkiej ilości pieniędzy, dlatego publicznie poprosił ofiarodawcę, aby wycofał się z tego pomysłu. Kiedy po upływie kilkunastu dni nikt się nie zgłosił, pisarz postanowił utworzyć fundusz pomocy potrzebującym, któremu patronować miało imię jego zmarłej żony, Marii. Oto jak on sam to uzasadnia:

"Otóż zamierzam z nich [otrzymanych od ofiarodawcy pieniędzy] zrobić fundusz imienia Maryni i dochód roczny (800 rs) przeznaczyć na zagrożonych piersiową chorobą literatów, malarzy, muzyków albo członków ich rodzin, których doktorzy skierują na wyjazd do ciepłych krajów, a którzy nie mają za co wyjechać. Będzie dla mnie bardzo słodką myśl, że w ten sposób Marynia zostanie patronką takich chorych i że imię jej muszą wspominać z wdzięcznością."

O randze całego przedsięwzięcia świadczy lista nazwisk osób, które korzystały z tego funduszu. A byli to między innymi: Maria Konopnicka, Stanisław Przybyszewski, Stanisław Wyspiański czy Kazimierz Przerwa - Tetmajer.

W 1888 roku Henryk Sienkiewicz rozpoczął kolejne podróże. Początkowo udał się na niecały rok do Hiszpanii, skąd, swoim zwyczajem, wysyłał listy do kraju. Następnym punktem jego wojaży zagranicznych była Afryka. Pisarz jeszcze nigdy nie zwiedzał tego kontynentu, dlatego ta podróż wywarła na nim szczególne wrażenie. Przez dłuższy czas zatrzymał się w Egipcie, gdzie mógł podziwiać wspaniałą przyrodę i monumentalne dzieła rąk ludzkich. W Kairze ujrzał Sfinksa, słynne na cały świat piramidy, zwiedził także Aleksandrię z jej słynną biblioteką. W roku 1891 pojechał dalej, tym razem zatrzymał się w Zanzibarze. Tutaj miał okazję poznać miejscowe obyczaje i sposób życia tubylców. Dzięki pomocy angielskiego konsula, rezydującego w tym afrykańskim państwie, został przyjęty na audiencji u sułtana. Misjonarze afrykańscy zabrali go natomiast na wielką wyprawę myśliwską w głąb lądu. Zazwyczaj akcje takie trwają kilka tygodni, ale przygoda Sienkiewicza zakończyła się dużo szybciej. Pisarz zachorował na febrę i musiał udać się do Bagamojo, gdzie doszedł do zdrowia. Kiedy w pełni odzyskał siły, wrócił do Kairu i zaczął planować podróż powrotną do Polski. Pobyt w Afryce zaowocował oczywiście kolejną serią Listów, przyczynił się także do zebrania ogromnej ilości doświadczeń i materiałów, które posłużyły Sienkiewiczowi w pracy nad kolejnymi powieściami.

Punktem przełomowym w karierze Sienkiewicza był rok 1891, kiedy to ukazało się w druku jego dzieło Bez dogmatu. W Polsce już dawno zdobył on wszystko, co było można, a dzięki tej nowej książce zaczęła się nim interesować także Europa.

Uroki sławy zostały jednak nieco przyćmione przez zawirowania w życiu osobistym. W roku 1892 Sienkiewicz poznał Marię Wołodkiewiczównę, przybraną córkę możnego właściciela ziemskiego z Odessy. Konkury nie były co prawda długie, ale za to burzliwe. Pisarz do końca nie był pewny swoich uczuć, a i Wołodkiewicz musiał się dłużej zastanowić zanim zdecydował się oddać mu swoją córkę za żonę. Jednak ostatecznie wszelkie przeszkody zostały pokonane i w roku 1893 państwo młodzi stanęli na ślubnym kobiercu. Sienkiewicz nie miał jednak szczęścia w miłości, pierwsza żona zmarła kilka lat po ślubie, druga nie wytrzymała z nim dłużej niż rok. Maria z Włodkiewiczów Sienkiewiczowa uciekła od męża po roku małżeństwa i rozpoczęła starania o rozwód. Mniej więcej w tym samym czasie pisarz kończył pracę nad swoją kolejną powieścią, a mianowicie Rodziną Połanieckich. Często mówi się więc, że losy postaci przedstawionych w utworze, są odzwierciedleniem prywatnych zawirowań w życiu autora. Pogląd ten nie wydaje się być słuszny, choć - jak w każdym kłamstwie - jest w nim cień prawdy. Do stworzenia takiej, a nie innej wizji rodziny Połanieckich, mogły Sienkiewiczowi posłużyć obserwacje, jakie poczynił w czasie rocznego pobytu w Odessie, kiedy to starał się o rękę Marii. Niestety, Sienkiewicz nie zyskał dzięki tej powieści nowych zwolenników. Wręcz przeciwnie, posypała się na niego fala krytyki, która wyszła nawet poza granicę naszego kraju. Rosyjski pisarz, Antoni Czechow, wystawił powieści taką recenzję:

"Właśnie jestem w trakcie pokonywania Rodziny Połanieckich Sienkiewicza. To polska wielkanocna pascha z szafranem. Jeżeli byś do Paul Bourgeta dodał Potapenkę, skropił warszawską wodą kolońską i podzielił na połowy, otrzymasz Sienkiewicza. W Rodzinie Połanieckich masz i Cosmopolis Bourgeta, i Rzym, i małżeństwo (Sienkiewicz niedawno się ożenił); tu są i katakumby, i stary profesor dziwak wzdychający do idealizmu, i nawet święty Leon XIII o nieziemskiej twarzy, i rada, by wrócić do książek do nabożeństwa, i potwarz rzucona na dekadenta, który umiera z powodu morfinizmu, wyspowiadawszy się i przyjąwszy komunię, tj. wyznawszy kościołowi swoje błędy. Szczęścia rodzinnego i rozważań o miłości do diabła i trochę, żona zaś bohatera do tego stopnia wierna jest mężowi i tak subtelnie rozumie 'sercem' Boga i życie, że w końcu jest ci tak nieprzyjemnie, jak po śliniącym pocałunku. [...] Cel powieści - uśpić burżuazję w jej złotym śnie. Bądź wierny żonie, módl się z nią na książce do nabożeństwa, zarabiaj pieniądze, kochaj sport - a jesteś w przypadku na tym i na tamtym świecie. Burżuazja bardzo lubi tak zwane pozytywne postaci i powieści kończące się pomyślnie, ponieważ one przynoszą jej spokój, budząc przekonanie, że można i kapitał zdobyć, i niewinność zachować, być bydlęciem, a równocześnie szczęśliwym."

Rodzina Połanieckich okazała się być niewypałem, co nie wykluczało powodzenia innych pomysłów Sienkiewicza. Już w 1893 r. prasa doniosła, że pisarz pracuje nad kolejną powieścią, której akcja będzie rozgrywać się w Rzymie pierwszych wieków chrześcijaństwa, chodziło oczywiście o Quo vadis. Rok 1894 natomiast był prapremierą nowej powieści historycznej, a mianowicie Krzyżaków. Sienkiewicz odczytał wówczas w Zakopanem niektóre fragmenty powstającej dopiero powieści. Quo vadis, podobnie jak poprzednio Trylogia i inne dzieła Sienkiewicza, ukazywało się początkowo w odcinkach. Tym razem więcej gazet wykupiło prawa do publikacji tej powieści, były to: "Gazeta Polska", "Czas", a także "Dziennik Poznański". I tym razem udało się Sienkiewiczowi zaistnieć z nową książką na arenie międzynarodowej. Temat, jaki podejmowała powieść, wzbudzał ogromną popularność i był już wielokrotnie wykorzystywany przez innych autorów. Z jednej strony powieść była więc łatwiejsza w odbierze, a więc i poczytniejsza, ze względu na popularną tematykę, z drugiej natomiast liczne porównania z poprzednikami nie wypadały na korzyść polskiego autora. Zarzucano mu często, że za bardzo wzorował się na innych dziełach, wytykano palcami fragmenty, które miały być plagiatami. Warto zobaczyć więc, jak sam Sienkiewicz widział fabułę swojej powieści:

"Zresztą siedzę i siedzę, i pisuję, a zachęca mnie myśl, że moja powieść urośnie samą siłą rzeczy w wielką chrześcijańską epopeję pełną różnorodnych typów. Winicjusza, który jest gwałtownik - nawrócę, Ligię pokażę na rogach byka, ale oboje nawróconych połączę, bo trzeba, żeby choć w literaturze było więcej miłosierdzia i szczęścia, niż jest w rzeczywistości. W ten sposób książki mogą być pociechą życia, jak była niegdyś filozofia. Myślę wprowadzić jeszcze dużo figur. Jeśli wydołam, to rzecz będzie dobra - i tak się w niej dzieje, że wszystkie indywidua spływają w jeden ogromny dramat. Oto są moje zamiary."

I rzeczywiście, rzecz była dobra. W 1896 r. Quo vadis ukazało się w wydaniu książkowym i od razu wzbudziło zainteresowanie, porównywalne do tego, jakie towarzyszyło kolejnym częściom Trylogii. Również inne państwa europejskie były zainteresowane drukowaniem powieści dla swoich czytelników, dlatego też szybko przetłumaczono książkę na kilka języków obcych. Krytyka jednak nadal nie dawała za wygraną i nie zmieniła swojego negatywnego stanowiska. I chyba właśnie na tym polegał cały fenomen Sienkiewicza - niezależnie od nieprzychylnych głosów ekspertów, zdobywał on coraz większą popularność wśród prostych czytelników, co w efekcie musiało doprowadzić do tego, że i krytycy go zaakceptowali.

Po wydaniu Quo vadis Sienkiewicz postanowił nieco odpocząć od pracy twórczej i zając się działalnością społeczną. Został członkiem Akademii Umiejętności z siedzibą w Krakowie oraz Cesarskiej akademii Nauk w Petersburgu, a także honorowym członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich we Lwowie i Towarzystwa Literacko-Artystycznego w Kijowie. Jak widać, nie tylko Polska chciała, by działał w jej organizacjach. Co więcej, wiedeńskie Literarische Vereinigung zorganizowało w 1896 r. jubileusz dwudziestopięciolecia pracy twórczej Henryka Sienkiewicza.

W roku 1897 pisarz zaangażował się w pracę przygotowawcze przed ogłoszeniem roku Mickiewiczowskiego. Sienkiewicz bardzo cenił swego wielkiego poprzednika, udostępnił nawet swój prywatny dom na spotkania komitetu organizacyjnego, którego został wiceprzewodniczącym. Co więcej, wyjechał do Francji, by tam wystarać się pomnik Mickiewicza, który miał być wykonany przez Cypriana Godebskiego.

W roku 1899 Sienkiewicz wpadł na pomysł na kolejną powieść. Swoim zwyczajem, chciał wyruszyć w podróż, by zebrać informacje potrzebne do otworzenia realiów historycznych. Dotarł do Wielkopolski, ale władze pruskie nie zezwoliły mu na przedostanie się na teren ich państwa, w pobliże pola grunwaldzkiego. Powieścią, o której mowa, byli Krzyżacy.

Krzyżaków drukował w odcinkach "Tygodnik Ilustrowany" w latach 1897 - 1900. Bezpośrednim impulsem do stworzenia tego dzieła była pogłębiająca się germanizacja Polski. Autor chciał przypomnieć rodakom ważne wydarzenia sprzed kilkuset lat, chciał uzmysłowić im, że Niemców można pokonać, aby Polacy nie bali się podjąć walki o niezależność. Nie sposób nie zauważyć, że powieść Sienkiewicza jest tendencyjna. Autor wyidealizował postać króla polskiego, Władysława Jagiełły, a także sylwetki prostych rycerzy polskich. Głównym motorem działań uczynił miłość do ojczyzny, chęć bezinteresownej walki o jej wolność. Zakon Krzyżacki został natomiast przedstawiony jako ucieleśnienie zła, jako powód konfliktu, jako wróg, który został słusznie pokonany przy pomocy Boga i Bogurodzicy. Sienkiewicz opisał po mistrzowsku nie tylko sam przebieg walki, ale także realia życia na średniowiecznych dworach polskich możnowładców i rycerzy. Wszystko zostało okraszone, jak zwykle u tego pisarza, interesującym wątkiem miłosnym, którego bohaterem został Zbyszko z Bogdańca.

Nie wszystkim jednak elementy erotyczne czy miłosne pasowały do konwencji powieści historycznej. Czytelnicy byli nimi zachwyceni, ale krytyka nie oszczędzała pisarza. Artur Górski, który podpisywał się pseudonimem Quasimodo, napisał dla krakowskiej gazety "Życie":

"Oto tam Bohun uwozi Helenę, aż się koń pod nim rozpiera, tam trochę na lewo pędzi Azja i trzyma Basię Wołodyjowską w ramionach, tu znowu książę Bogusław dybie na Oleńkę, a tymczasem Neron już porwał Ligię, zamknął i schował klucz do kieszeni. Nie minie to i ciebie, rycerzyku boży, a na pocieszenie wiedz, że taki synu, Danusię swoją mieć będziesz, bo taka jest IMCi pana Sienkiewicza metoda scribendi, która się zowie indiańską."

Rozpoczął czas wielkich jubileuszy organizowanych dla Henryka Sienkiewicza, ulubionego autora polskich czytelników. Pierwsze uroczystości miały miejsce w roku 1900 w Krakowie, później w Poznaniu i we Lwowie. Sienkiewicz otrzymał również doktorat honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego w czasie obchód pięćsetlecia tej krakowskiej uczelni. Właściwy jubileusz twórczości artysty miał miejsce w Warszawie pod koniec 1900 r. Zgromadzeni goście mogli wówczas podziwiać przedstawienie teatralne na podstawie komedii Sienkiewicza, noszące tytuł Zagłoba swatem. Inne sztuki pisane na kanwie jego powieści wystawiano we wszystkich większych teatrach Polski. Co więcej, Sienkiewicz otrzymał majątek w Oblęgorku w darze od narodu. Wdzięczni czytelnicy chcieli w ten sposób wyrazić swą wdzięczność za umożliwienie im śledzenia losów Skrzetuskiego, Zagłoby czy Zbyszka, za pisanie "ku pokrzepieniu serc" w tych trudnych i smutnych czasach.

Sienkiewicz nie porzucił jeszcze pisarstwa, ale nie potrafił już stworzyć tak przekonującej fabuły, jaka cechowała jego poprzednie powieści. W roku 1903 zaczęły ukazywać się pierwsze odcinki dzieła Na polu chwały. W pierwotnych zamierzeniach miała ona rozpoczynać kolejną trylogię, ale niestety autor nigdy nie zdobył się na jej dokończenie. Powieść ta jest jakby kontynuacją Pana Wołodyjowskiego, ponieważ, mimo że wprowadza zupełnie innych bohaterów, opowiada o wyprawie wiedeńskiej Sobieskiego, a więc o czasach stosunkowo niezbyt odległych od tych, które ostały ukazane w ostatniej części Trylogii. Brak jednak tej powieści polotu, Sienkiewicz powiela wypracowane wcześniej schematy, nie potrafi już porwać czytelnika.

W roku 1909 na łamach "Słowa Polskiego" zaczęło ukazywać się kolejne dzieło Sienkiewicza. Wiry miały wprowadzić pewne urozmaicenie do jego twórczości, ponieważ powieść ta rozgrywała się w czasach współczesnych pisarzowi. Ukazuje ona losy ziemiaństwa polskiego, które zostaje na jej kartach skrytykowane. Pozornie jest to krytyka satyryczna, ale w rzeczywistości Sienkiewicz pała nienawiścią do tej najniższej w hierarchii społecznej warstwy, która odważyła się wychylić poza swoje, niewielkie zresztą, prawa.

Jeszcze w tym samym roku Sienkiewicz podjął pierwsze próby stworzenia powieści przeznaczonej dla dzieci. Chciał w niej wykorzystać doświadczenia dobyte w czasie podróży do Afryki, aby wprowadzić elementy egzotyki, które mogłyby zainteresować młodych czytelników bardziej niż wydarzenia historyczne czy współczesne. Tak właśnie powstawało W pustyni i w puszczy. Oto jak sam pisarz mówił o swojej powieści:

"Muszę objaśnić przy tym, że jakkolwiek rzecz jest dostosowana do młodych umysłów, traktuję ją jednak zupełnie artystycznie i tak, jak to czyni w swoich książkach Rudyard Kipling, którego utwory czytają z jednakim zajęciem dorośli i niedorośli."

W pustyni i w puszczy zostało wypuszczone do druku już w 1910 r. I znów o prawa do publikacji tej powieści walczyły najważniejsze gazety w Polsce, ostatecznie wyszła ona w "Kurierze Warszawskim", "Dzienniku Poznańskim", "Słowie Polskim" i "Dzienniku Chicagowskim". Już wkrótce okazało się, że pisarz doskonale wczuł się w sposób odczuwania dzieci i młodzieży i dał im to, czego oczekiwały - opowieść pełną przygód, umieszczoną na tle pięknej i nieznanej przyrody. Sienkiewicz zyskał sobie nowych czytelników.

W roku 1914 wybuchła I wojna światowa. Sienkiewicz początkowo przebywał w Krakowie, później wyjechał za granicę. Był przez jakiś czas w Wiedniu, aż w końcu dotarł do Szwajcarii, gdzie znalazł poszukiwany azyl. Nie spoczął jednak bezczynnie, znów odezwały się w nim zdolności organizatorskie. Zaangażował się więc czynnie w działalność na rzecz Polski, przewodził akcjom propagandowym. Wstąpił do Komitetu Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce, gdzie działał aktywnie przez ostatnie lata swego życia.

Henryk Sienkiewicz zmarł 15. listopada 1916 r. w Vevey, tam też go pochowano. Już osiem lat później, w roku 1924, przeniesiono zwłoki Sienkiewicza do Warszawy i złożono w katedrze św. Jana, gdzie spoczywają do dnia dzisiejszego.