Syzyf był mitycznym władcą Koryntu, jego królestwo było piękne, posiadał urodzajne ziemie i piękne porty. Jego życie przypomniało sielankę. Król miał wszystko, czego można pragnąć, oprócz królestwa, które było okazałe i wiodło swój spokojny żywot, cieszył się nadzwyczajną sympatią bogów. Olimpijczycy chętnie widzieli go w swoim gronie. Sam Zeus często zapraszał go na uczty do swojego pałacu. Bogowie greccy pili specjalny nektar, który był serum wiecznej młodości. To dzięki temu specyfikowi, mogli zachować pięknomłodość na zawsze, on tez dawał mu nieśmiertelność. Syzyf, często obecny na boskich ucztach, również kosztował wspaniałego nektaru o cudownej mocy, dzięki czemu jego ciało i umysł zachowywały młodzieńczą rześkość i kondycję. Czegóż mógł chcieć więcej? Wrogowie nie zagrażali Koryntowi, z reszta sława Syzyfa i jego zażyłości z bogami była szeroka i żaden ziemski władca nie odważyłby się zaatakować królestwa tak strzeżonego przez boską opatrzność. Tak więc król Koryntu wiódł sobie sielskie życie wypełnione ucztami i innymi przyjemnościami, nie brakowało mu niczego i był chyba najszczęśliwszym z ludzi.

Syzyf był bardzo lubiany, bogowie chętnie zapraszali go na swe uczty, bo był człowiekiem wesołym, potrafił się bawić i ucztować. Niestety, miał jedną wadę, która przeszkadzała wszystkim, Syzyf bardzo lubił zaglądać w sekrety cudzego życia, nie potrafił ich jednak zachować dla siebie. Krótko mówiąc, był plotkarzem. Czasem było to zabawne, opowiadał bowiem w czasie uczt, zabawne historie o nieobecnych, towarzystwo dobrze się bawiło, ale wcześniej czy później sami zainteresowani w końcu się o tym dowiadywali i mieli do plotkarza żal. Mimo wszystko długo uchodziło mu to na sucho, a to głównie dzięki sympatii, jaką darzył go Zeus. Inni bogowie przymykali oczy na te niedyskrecje boskiego ulubieńca, nie chcąc się narażać Gromowładnemu. Ale sytuacja taka trwała tylko do czasu. Rozzuchwalony Syzyf tracił umiar, poczuł się wręcz bezkarny i któregoś razu naraził się samemu Zeusowi. Pewnie dla żartu zdradził jakiś ważny sekret boga i bardzo go tym rozgniewał. Skończył się czas pobłażliwości, Zeus poczuł się wyjątkowo urażony, widać rzecz tyczyła się ważnej bardzo kwestii. Zeus miał sporo kłopotów z powodu tej niedyskrecji, o co chodziło? Mit nie podaje, grunt, że bóg postanowił skończyć z zuchwalcem, który żył już znacznie dłużej, niż to mieli w zwyczaju śmiertelnicy. Zeus nakazał Tanatosowi udać się do króla Koryntu i zabrać go świata zmarłych.

Syzyf wiedział, że gniew Zeusa będzie straszny i przypuszczał nawet, ze Gromowładny każe go zabrać ze świata żywych. Ale od czegóż miał rozum i spryt? Syzyf nie zamierzał się łatwo poddawać wypadkom losu ani boskim kaprysom. Przygotował się więc na wizytę boga śmierci bardzo przezornie. Kiedy Tanatos przybył do Koryntu odnalazł króla, jak bawił się swoim nowym nabytkiem, ciekawość wzięła górę nad obowiązkiem, Tanatos dał się wciągnąć w rozmowę i ani się obejrzał, jak nowy nabytek króla przykuwał go do ściany. Ów nabytkiem były specjalnie na ten cel przygotowane kajdany. I tak Syzyf żył sobie dalej w spokoju. Na Olimpie już nie bywał, z reszta nie było rozsądnie w jego sytuacji pchać się przed oczy nieśmiertelnym. Toteż wiódł spokojny żywot w granicach swego królestwa, a było ono bogate i piękne, nie brakowało mu niczego, może za wyjątkiem świeżych wieści ze świata bogów. Ale z tym się jakoś pogodził. Zresztą podstęp Syzyfa pozwolił na spokojne życie nie tylko jemu, ale całej ludzkości, bowiem uwięziony bóg śmierci nie mógł zbierać swojego żniwa. Tym samym nikt nie umierał. Zrobiło się z tego powodu trochę zamieszania i to dopiero zwróciło uwagę Zeusa. Sam Hades musiał się upomnieć, że do jego królestwa nie napływają nowe dusze. Tego już było za wiele, tym razem Zeus posłał do Syzyfa Aresa, nakazał mu uwolnić Tanatosa, by ten dokończył swego działa na Syzyfie, a potem zaprowadził porządek w reszcie świata. Tak też się stało. Tym razem Syzyf nie miał wyjścia, przyszło mu umrzeć. Ale nie poddawał się mimo wszystko, był bardzo przywiązany do tego świata i nie zamierzał go opuszczać. Nim skonał ułożył sprytny plan, wtajemniczając weń żonę. Otóż poprosił małżonkę, by zaniechała pradawnego obyczaju i nie wkładała mu obola do ust, kiedy już będzie wyprawiać mu pogrzeb. W ogóle nie chciał pogrzebu, jego ciało miało pozostać nie pochowane. Żona uczyniła zgodnie z jego prośbą. Obol był potrzebny każdemu zmarłemu, by przedostać się na drugą stronę Styksu, rzeki dzielącej świat żywych od świata zmarłych. Tylko jedna istota mogła tę drogę pokonywać w dwóch kierunkach, był nią Charon, przewoźnik, który prowadził zmarłe dusze do Hadesu. Ale Charon nie działał za darmo, każde ciało musiało mieć wsunięty w usta obol - opłatę za przewiezienie. Syzyf nie miał. W takiej sytuacji Charon odmawiał tej ostatniej posługi. Z resztą "niedbałą" żona zaniechała całego obrządku pogrzebowego. Plan Syzyfa był następujący, po śmierci nie mógł dostać się do państwa cieni, bo nie dopełniono nad nim odpowiednich rytuałów pogrzebowych, musiał więc pozostać nad brzegiem Styksu, użalał się nad swoim losem bardo, lamentował głośno i nieustannie, w końcu zainteresował się nim sam Hades, wysłuchał jego narzekań pod adresem niegodziwej żony i pozwolił mu wrócić na ziemię tylko na chwilę, by napomnieć małżonkę, skłonić ja do wyprawienia godnego króla pogrzebu i zaraz wrócić. Oczywiście, Syzyf od początku nie miał zamiaru wracać, ale tylko sam Hades mógł mu zezwolić na powrót do świata żywych.

I tak Syzyf wrócił do swego dawnego wygodnego życia, znów władał Koryntem i starał się schodzić z oczy olimpijczykom. Jakoś tak się stało, że o nim zapomniano, Zeus był przekonany, ze doprowadził sprawę do końca. Syzyf żył długo i wygodnie, wszystko wskazywało na to, ze przechytrzył bogów na dobre. A jednak przypadek zrządził, ze w podziemiach przypomniano sobie wreszcie o brakującej duszy. Tym razem postanowiono się rozprawić z nim ostatecznie. Tanatos pomknął do niego niezwłocznie, najpierw odciął mu pukiel włosów, by sprytny śmiertelnik już mu się nie wymknął, a potem przywiódł jego duszę d o Hadesu. Tu wymierzono mu karę, za jego podstępy, za to, że ośmielił się igrać z wolą bogów. Kazano mu wtaczać bardzo ciężki głaz pod stromą górę. Kiedy go wtoczy, będzie mógł spokojnie trwać w krainie zmarłych. Syzyf wziął się do zadania szybko i raźno, chciał je wykonać szybko i mieć spokój. Szło mu bardzo dobrze, już za pierwszym razem wtoczył głaz niemal na samą górę, brakło mu naprawdę niewiele, jednak za drugim , trzecim i każdym następnym razem brakowało mu równie niewiele, a głaz znowu wymykał mu się z rąk i staczał w dół. Ti tak bez końca, wysiłek Syzyfa jest nieustanny, nigdy się nie skończy.