Tadeusz Sinko napisał, że "Antygona pada ofiarą nie klątwy rodzinnej, lecz swojego charakteru". Jakiego charakteru? - rozwiń tę sugestię i ustosunkuj się do niej.

Antygona to tytułowa postać najsłynniejszej tragedii Sofoklesa. Najwybitniejszy dramaturg antycznej Grecji skupił się na postaci młodej dziewczyny pochodzącej z naznaczonego klątwą rodu Labdakidów. Klątwa realizowała się w ten sposób, że żaden Labdakida nie mógł żyć szczęśliwie nawet, jeśli któryś z nich próbował przechytrzyć los, to i tak mu się nie udawało. Lajos na przykład kazał wyrzucić swojego malutkiego synka z domu, bo przepowiednia dała mu znak, że ten syn zabije go, gdy dorośnie a potem ożeni się z własną matką. Historia Edypa mówi jednak, że nie można uciec przed przeznaczeniem. Sofokles zajął się Antygoną, córką Edypa, żeby pokazać kogoś, kto wie, że nie wygra z przeznaczeniem, ale mimo wszystko walczyć o swoją godność w obliczu śmierci.

Jeśli mam odnieść się do słów Tadeusza Sinki, które mają być punktem wyjścia moich rozważań, to muszę zacząć rekonstruować charakter tebańskiej królewny. Jedno wiemy na pewno, że jest bardzo młoda i to chyba znaczy, że jest nastolatką, a to jest wiek, w którym człowiek ma bardzo kategoryczne podejście do życia i lubi postępować w nieprzemyślany sposób. Jest krnąbrna, uparta, obraża starszych od siebie, nie szanuje nikogo i niczego poza własnym zdaniem i własną osobą. Jest dość egoistyczna, ponieważ nie zwraca uwagi na to, co przeżywa jej siostra (nic nie wiemy o wieku bohaterki, ale sposób, w jaki się do siebie odnoszą, może podpowiadać, ze Ismena jest młodsza). Nie pomaga jej poradzić sobie z tragedią, jaka spotkała całą rodzinę ( a nie każdy jest przecież silny), wyśmiewa się z niej, nawet odrzuca jej poświęcenie, co sprawia, że Ismena prawie traci rozum. To już nie tylko jest egoizm i skupianie się na sobie, ale bezmyślność. Nie wolno tak postępować z siostrą, nawet, jeśli ona ma inne poglądy. Antygona wymyśliła sobie, że musi pochować brata, Polinejkesa, który zginął w walce ze starszym Eteoklesem (pokłócili się o to, kto ma panować w Tebach - umówili się wcześniej, że będą rządzić na zmianę, ale Eteokles nie chciał odjeść, więc Polinejkes ożenił się we wrogim państwie i najechał na ojczyznę, żeby odzyskać tron). Kreon wydał rozkaz, żeby zostawić ciało zdrajcy na pożarcie dla zwierząt. Antygona wiedziała, że to znaczy, że Polinejkes przez całą wieczność będzie się błąkał na skraju światów, bo bez pogrzebu nie ma szansy dostać się na drugi brzeg Styksu. Posypując brata ziemią (to taki symboliczny pochówek) dobrze wiedziała, że grozi jej śmierć, ale zrobiła to i wcale nie myślała o swoim narzeczonym, że będzie rozpaczał, ani o siostrze, ze zostanie całkiem sama po śmierci rodziców i rodzeństwa, ani o Kreonie, w jakiej to sytuacji go stawia (przecież był jej wujkiem i tak naprawdę to chyba nikogo nie chciał zabijać). Kiedy została przyłapana przez Strażnika (właściwie można o niej powiedzieć, że byłą bezczelna, nawet się nie ukrywała), to ani przez chwilę nie zachowywała się pokornie, więc tak zdenerwowała wuja, że ten też stracił cierpliwość i skazał ją na śmierć. Kiedy trochę ochłonął (wieszczek Tyrejzjasz przemówił mu do rozumu), było już za późno - Antygona powiesiła się.

Poza tym Antygona głośno mówi, że bardzo zależy jej na sławie. I ją zdobyła - sławę wojowniczki o prawa boskie. Ale przecież nie musiała ginąć. Klątwa klątwą, ale tu chyba bardziej chodziło o to, że dotyczyła tej krnąbrności, którą (jak mówi Chór) odziedziczyła po ojcu (Edyp tez z młodzieńczej głupoty zabił Lajosa). Więc nie tyle o to, co zrobił Kreon i czy jakiś wypadek chodziło, tylko przepowiednia dotyczyła zabójczego w skutkach usposobienia Antygony.

Dużo się mówi o przeznaczeniu, o fatum, które zawisło nad tebańską księżniczką. Wszyscy jej współczują i mówią, jak to stała się ofiarą przeznaczenia. A tak naprawdę to chyba jednak stałą się ofiara własnej krnąbrności ,egoizmu i porywczości. Nie należy jej współczuć, bo nie zrobiła nic, żeby w tymi cechami walczyć, tylko poddała się im. Nie ma w niej aż tak dużo siły, jak o niej mówią. Padła ofiarą własnego charakteru.