Był kiedyś dawno temu straszny władca, który najbardziej na świecie nie chciał aby ludzie byli szczęśliwi. Szczęście innych drażniło go i mierziło. Nie mógł go po prostu znieść. Dlatego też miłość Mary i Johna była dla niego strasznie trudnym doświadczeniem. Myślał i myślał, i wymyślił wreszcie. Porwał Mary i umieścił ją w straszliwym lochu, w podziemiach swego wielkiego zamczyska. Tam oddzielił ją od świata, umieszczając ja w komnacie, z której nie było jednak wyjścia. Umieścił tam jedynie wielkie szklane okno, przez które Mary mogła patrzeć na świat. Ona widziała ludzi lecz oni nie widzieli jej. Mogła na nich patrzeć, zgadywać co mówią lecz nic nie słyszała. Tak mijały dni….John szukał swej ukochanej i nigdzie nie mógł jej znaleźć. Serce nie podpowiadało mu gdzie może ją znaleźć. Czarownik-władca myślał, że właściwie może mu zdradzić gdzie jest jego ukochana, bo i tak wymyślił zupełnie inny podstęp. Miał już zupełnie inny plan. Pragnął sprawdzić ich miłość. Czy to prawdziwe uczucie? Postawił przed Johnem i Mary "proste" zadanie jeśli nigdy w siebie nie zwątpią to rzeczywiście łączy ich prawdziwe uczucie…. On wróci do codziennego życia, a ona pozostanie w lochu. Nie wolno im zwątpić w siebie, ani słowem, ani myślą. Kiedy Mary zobaczyła swego ukochanego bez wątpienia uznała, że jest to wykonalne zadanie. Przecież kochają się bez reszty. Na początku wszystko szło dobrze. Ufali sobie bezgranicznie ale Johna pochłonęło codzienne życie, dbanie o swój byt i wciąż nie zaspokojone potrzeby - zapomniał o Mary, nie miał już dla niej tyle czasu co przedtem a ona po ludzku zwątpiła w jego miłość. Ona pierwsza… Mary na zawsze pozostała w lochu….