Książę i „biedak” – wewnętrzne metamorfozy

Dwie postacie o diametralnie odmiennych życiorysach, które jednak mają więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać… Tego typu konfrontacją jest zestawienie postaci biednego oszusta – Chilona Chilonidesa, z głównym bohaterem apokryfu p.t. „Hymn o Perle” – młodym księciem Wschodniego Królestwa. Utwór ten opowiada o niezwykłych przygodach młodzieńca, doznanych podczas życiowej odysei i będących w ścisłym związku z jego przemianą wewnętrzną. Adekwatnie do tego schematu rozwija się historia nikczemnego Greka, ostatecznie również przechodzącego metamorfozę duszy. Opisaną wcześniej wędrówkę – stanowiącą wielką metaforę i nauczającą, jak postępować – można przedstawić w kilku etapach, których znaczenie jest przełomowe dla całej opowieści.

U księcia wszystko rozpoczyna się od sielanki. Wiedzie on szczęśliwe, błogie życie w Królestwie Wschodu, aż do czasu, gdy zostaje wysłany przez rodziców po Perłę. Wtedy właśnie zstępuje z wyżyn radości, błogostanu i bogactwa, odrzucając wszelkie atrybuty wiążące go z ojczyzną, a przyjmując nowe, obce, należące do świata „niższego”. Wszystko to jest niesamowicie trudne, aczkolwiek młodzieniec czyni to, gdyż tylko w ten sposób może zdobyć skarb. Pierwszy etap jest więc symbolem trudnego początku niebezpiecznej tułaczki ku niemiłosiernie oddalonemu celowi. Również Chilon, którego przeszłość jest jednak niezbyt jasno przedstawiona, przychodząc na świat i od najmłodszych lat podążając ku „złej drodze”, powoli stacza się do dołu. Niemniej wszystkie jego działania stanowią nieświadome osiąganie celu tułaczki, jako że do ostatniego momentu nie zdaje sobie sprawy, co będzie tym najważniejszym, przełomowym rozdziałem w kolejach losu.

Kontynuując, kolejnym etapem podróży księcia jest dotarcie do Egiptu. Tam, na skutek bałamucących działań tubylców, zatraca się w obcym stylu życia, całkowicie zapominając o Perle oraz swojej ojczyźnie, a rozpoczynając służbę u nowego władcy. Wówczas zapada w sen symbolizujący stan niewiedzy, w jakiej tkwi człowiek nieświadomy swojej misji na Ziemi. Tak samo nasz Grek całkowicie gubi drogę na rzecz kuszących, lubieżnych doznań pogańskiej egzystencji, czyniących zeń plugawego, dwulicowego, chciwego oszusta. Pierwszym jego podłym występkiem jest pozbawienie swojego przyjaciela – Glaukusa – zarówno majątku jak i rodziny. Od tego czasu jest już tylko coraz gorzej. Chilon bowiem robi tylko to, co może uratować mu życie lub powiększyć jego, i tak niemal pustą, sakwę. Żaden jego czyn nie ma podłoża w miłosierdziu, skrusze czy chęci naprawienia błędu. Ponadto większość jego wypowiedzi tudzież obłudnych zachowań (nierzadko połączonych z obietnicą perfekcyjnego wykonania zleconej mu pracy) daje do zrozumienia, jak bardzo zależy mu na powiększeniu swoich zasobów majątkowych, poprzez przekonanie do siebie pracodawcy. Doświadczyć tego możemy chociażby w rozmowie Chilona z Petroniuszem i Markiem Winicjuszem: „Jestem cynikiem, panie, bo mam dziurawy płaszcz; jestem stoikiem, bo biedę znoszę cierpliwie, a jestem perypatetykiem, bo nie posiadając lektyki chodzę piechotą od winiarza do winiarza i po drodze nauczam tych, którzy obiecują za dzban zapłacić.”

Jednak mimo tego błądzenia obu postaci w ciemnych korytarzach labiryntu nieświadomości, nadchodzi w pewnym momencie objawienie. W przypadku księcia jest to list od rodziny, który, przypominając mu o jego pochodzeniu, budzi chłopca ze snu. Grek natomiast doznaje nieporównywalnie bardziej wstrząsających doznań. Staje się on świadkiem egzekucji dokonywanej na Chrześcijanach, których wcześniej wydał cezarowi. Na domiar złego, wśród wszystkich skazańców znajdujących się na stosach, dostrzega Glauka. Widząc płonącego, skrzywdzonego przezeń, byłego przyjaciela, ta resztka człowieczeństwa, jaka w nim została, zrywa się z letargu, sprawiając, iż ostatecznie wiarołomca poznaje smak szczerej skruchy i współczucia, za co otrzymuje nagrodę. Skrzywdzony druh przebacza mu wszelkie winy, mimo, iż doprowadziły do śmierci tylu niewinnych istnień. Tak wygląda etap czwarty podróży tułacza.

Kolejnym rozdziałem jest zdobycie Perły zaraz po pokonania smoka, czyli zdobycie długo poszukiwanych wartości poprzez pokonanie wszelkich przeciwności losu. U Chilona wszystko ma miejsce niemal w jednym czasie. Natychmiast po przebaczeniu Grek chce zrekompensować swoje grzechy, wyznając narodowi skrupulatnie ukrywaną prawdę o podpaleniu Rzymu, którego dopuścił się sam Neron – metaforyczna bestia z apokryfu. Zaraz potem przyjmuje chrzest z rąk jednego z Apostołów, Pawła z Tarsu, osiągając wreszcie swój cel. Można nawet rzec, iż stanowi on bezcenny skarb, jako że przebaczenia oraz odpuszczenia win nie można kupić za żadne pieniądze.

W tym momencie przechodzimy do ostatniego etapu obu odysei, jako że zarówno książę jak i ”biedak” powracają na dobrą drogę życia. Udają się zatem każdy do swoich Królestw – jeden Wschodu, drugi Niebieskiego. W przypadku Chilona historia nie jest wprawdzie zakończona pozytywnie, gdyż został on poddany równie męczeńskim katuszom co Chrześcijanie, a finalnie skazano go na śmierć. Grek jednak twardo tkwi w swojej nowej wierze pełnej miłosierdzia oraz nadziei na lepsze jutro. Wygłodniałe zwierzę oszczędza nieszczęśnika i „twarz zajaśniała mu uśmiechem, czoło otoczyły mu jakby promienie, oczy podniosły się przed śmiercią ku górze, a po chwili dwie wielkie łzy, wezbrane pod powiekami, spłynęły mu z wolna po twarzy.” Odchodzi z tego świata ze spokojnym duchem, gdyż uczynił co w jego mocy, by naprawić wyrządzone przez siebie zło.

Podsumowując, zgon Chilona stanowi ukoronowanie jego krótkich, choć efektywnych starań. Musiał umrzeć, żebyśmy mogli w pełni doświadczyć mocy przesłania płynącego z tej wewnętrznej metamorfozy. Nie można też zapomnieć, że zaszła ona w identyczny sposób w dwóch, skrajnie różnych postaciach. Choć przemiana ciemiężyciela w uciśnionego wywiera na nas większe wrażenie, czyniąc moralizujący przekaz jaśniejszym, ich znaczenie pozostaje takie samo – szukaj i znajdź swój cel.