Sytuacja Królestwa Polskiego po roku 1815.

W roku 1815, podczas Kongresu Wiedeńskiego, ostatecznie kończącego epokę napoleońską w dziejach Europy, utworzone zostało Królestwo Polskie. Nowopowstały twór połączono unią personalną z zasiadającym na rosyjskim tronie, rodem Romanowów. Car Rosji Aleksander I został podniesiony do rangi króla Królestwa Polskiego, nadając mu jednocześnie nową Konstytucję.

Konstytucja ta gwarantowała Królestwu posiadanie odrębnego od rosyjskiego, wojska, administracji oraz szkolnictwa. Wydawać się mogło, że aktem tym, car Aleksander I zapewnił Królestwu poczucie niezależności oraz odrębności. Niestety było to tylko mylne, i nie mające nic wspólnego rzeczywistością, złudzenie. Niemal tak szybko jak Konstytucja została w życie wprowadzona, tak urzędnicy rosyjscy, a nade wszystko sam car, przystąpili do jej konsekwentnego oraz systematycznego łamania. Każdego kolejnego dnia, rosyjskie elity w Królestwie zachowywały się coraz bardziej niekonstytucyjne, demonstracyjnie przekreślając oraz bagatelizując przepisy prawa, przez samego cara ustalone i polskiemu państwu nadane. Nie zwoływano więc sejmu, wprowadzono wszechobecną cenzurę, wszędzie swe macki zapuszczała tajna policja.

Nic więc dziwnego, że taka sytuacja coraz bardziej niepokoiła Polaków. Narastało w nich uczucie rozgoryczenia, ale i zwątpienia. Na kanwie niezadowolenia oraz narastającej nienawiści do rosyjskiego zaborcy, rodziła się działalność opozycyjna. Najwcześniejszymi jej przejawami były: wystąpienia sejmowe tzw. Kaliszan oraz tworzenie tajnych związków. Związki te stawiały przed sobą następujące cele: wychowanie młodzieży w duchu patriotycznym oraz obywatelskim, samokształcenie, samodoskonalenie, a z czasem przystąpienie do niepodległościowego zrywu, w imię polskości i narodowej tożsamości.

W roku 1828, Piotr Wysocki - pełniący rolę podchorążego Warszawskiej Szkoły Piechoty, powołał do życia tzw. tajne sprzysiężenie. Jego członkami zostali uczniowie Szkoły. Sprzysiężenie przybierając tajny, zakonspirowany charakter działalności, opowiadało się za potrzebą podjęcia realnej walki zbrojnej, mającej na celu uzyskanie upragnionej wolności oraz niepodległości.

Na sytuację wewnętrzną w Królestwie, rzutowały także wydarzenia rozgrywające się w innych częściach ówczesnej Europy. I tak, w roku 1829 Polacy dowiedzieli się o odzyskanej przez Greków niepodległości, rok później (1830) zaś, w kraju szerzyły się wieści o wznieconym przez Belgów powstaniu narodowościowym. Belgowie zainspirowali Polaków do wzięcia w swe ręce odpowiedzialności za przyszły los kraju. Natchnęli też Polaków wiarą, że wolność i niepodległość są w zasięgu marzeń. Wystarczy mieć odwagę wcielić te marzenie w życie.

Powstanie narodowościowe w Królestwie zbliżało się wielkimi krokami. Sprzyjał mu szerzący się w kraju romantyczno-intelektualny nurt społeczny, jak również fala niezadowolenia, przelewająca się przez polską armię (po powierzeniu carskiemu bratu, wielkiemu księciu Konstantemu, jej przywództwa).

Ostatecznie o wybuchu powstania listopadowego zadecydowały: po pierwsze wykrycie sprzysiężenia podchorążych przez tajną policję carską, jak również wieść, iż Polacy mają zostać wysłani do Francji, aby tłumić tamtejszy ruch rewolucyjny.

Przebieg pierwszego dnia powstania listopadowego .

Z nastaniem wieczora dnia 29 listopada 1830 roku, grupa podchorążych sprzysiężenia wraz z kilkunastoma cywilami, rozpoczęła powstanie listopadowe, atakując warszawski Belweder. Warto pamiętać, iż Belweder był siedzibą wielkiego księcia Konstantego, a więc dowódcy armii Królestwa Polskiego. Pierwszorzędnym celem działania powstańców, było opanowanie rosyjskich koszar oraz rozbrojenie stacjonujących w nich żołnierzy.

Wydarzeniem, mającym symbolizować przystąpienie do działań powstańczych, miało być podłożenie ognia pod browar na Solcu. Niestety, pomimo usilnych starań, podpalony browar nie zajął się ogniem.

Powstańcy nie zważając na niepowodzenie w browarze, przystąpili do działań, mających na celu pojmanie lub zgładzenie carskiego brata, Konstantego. I tym razem, plan belwederczyków, na czele z Ludwikiem Nabiełakiem oraz Sewerynem Goszczyńskim, nie powiódł się. Można oczywiście w tym miejscu zadać sobie pytanie, dlaczego tak istotne przedsięwzięcie powstańców zakończyło się niepowodzeniem. Otóż, odpowiedź jest niezwykle prosta. Konstanty mógł liczyć na pomoc oraz obronę rosyjskich adiutantów. To oni składając przysięgę, iż pozostaną mu wierni, w nocy 29 listopada pomogli Konstantemu ukryć się przed Polakami i zbiec do rosyjskiego obozu.

W tej sytuacja, podchorążowie sprzysiężenia postanowili połączyć swe siły z siłami cywilnymi, aby przebić się przez rosyjskie wojska kawaleryjskie zgromadzone na warszawskim Placu Trzech Krzyży, a następnie przemaszerować ulicami stolicy.

W tym miejscu należy wspomnieć o jednym, niezwykle ważnym aspekcie powstania, aspekcie, który dawał o sobie znać przez cały czas jego trwania. Chodzi mianowicie o bardzo wyraźny, wręcz dotkliwy brak zaangażowania w listopadowy zryw ze strony dużej części polskiej kadry oficerskiej. Już w pierwszą powstańczą, listopadową noc, wielu dowódców bądź odmówiło powstańcom swego wojskowego wsparcia, bądź wykazali zupełny brak zainteresowania dla projektowanych działań. I choć kilku spośród wyższych oficerów, zapłaciło za ten brak zrozumienia dla polskości oraz Polaków, cenę najwyższą, cenę własnego życia (np. generał Potocki), to nie była to jednak kara rekompensująca obojętność wobec ojczyzny. Hasło powstańców głoszące, że "Kto nie z nami, ten przeciwko nam", było tak naprawdę hasłem "Kto nie z Polską, ten przeciwko Polsce".

Jak już wspomniałam, tej samej nocy, nocy z 29 na 30 listopada 1830, powstańcy pragnęli marszem ulicami stolicy, zamanifestować Warszawiakom swój udział w zrywie, pragnęli poinformować, że walka o narodową tożsamość właśnie się rozpoczęła, pragnęli porwać ich serca do zmagań o wspólną lepszą, ale nade wszystko niepodległą Polskę. Niestety, wykrzykiwane przez powstańców słowa "Do broni!" na niewiele się zdały. Podobnie jak marsz ulicami Nowy Świat czy Krakowskie Przedmieście.

Dramatyczną sytuację w Warszawie odmienili mieszkańcy Starego Miasta oraz Powiśla. To oni, to przedstawiciele tamtejszego świata robotniczego, rzemieślniczego, urzędniczego, to księża, sprzedawcy czy przedstawiciele wolnych zawodów, wyszli na ulice wraz z podchorążymi Czwartego Pułku Piechoty Liniowej, by udać się pod Arsenał. To oni działając wspólnie na rzecz przyszłej wolnej Polski, sforsowali Arsenał, zdobyli broń, i wyzwolili stolicę w dniu 30 listopada 1830.

Rosjanie, a wraz z nimi Konstanty, nie interweniowali. Wręcz przeciwnie. Wycofali się z Warszawy w kierunku Wierzbna.

Kolejne etapy walk powstańczych.

Pomimo, że powstanie wybuchło w dniu 29 listopada, przez kilka kolejnych dni nie miało ono swego przywódcy. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że młodzi żołnierze, oraz ludność cywilna, pragnęli aby na jego czele stanął człowiek o wojskowym przygotowaniu oraz stosownym doświadczeniu praktycznym. Brak poparcia ze strony większej części polskiej klasy dowódczej, okazana pierwszego dnia, pozwalała sądzić, że wyłonienie godnego powstańczych zmagań przywódcy, nie będzie rzeczą prostą. Tak też było w istocie.

Niemal natychmiast po wybuchu powstania, Rada Administracyjna, pełniąca rolę centralnego organu rządowego Królestwa, przemianowana została na Rząd Tymczasowy. Z kolei w dniu 5 grudnia 1830, Rząd Tymczasowy przekazał władzę nad powstańcami oraz nad listopadowym zrywem, Józefowi Chłopickiemu. Do działań dyktatora powstania należało dowodzenie wojskiem oraz koordynowanie (wraz z sejmem), szeroko rozumianej polityki powstańczo-wojennej.

Generał Chłopicki, jako pierwszy z grona nieudolnych oraz sprzedajnych dowódców powstania, zamiast walczyć o jego powodzenie, wysłał do Petersburga Franciszka Ksawerego Druckiego-Lubeckiego oraz Jana Jezierskiego, aby pertraktowali z carem warunki zakończenia oraz poddania listopadowego zrywu.

Ale prawdziwi patrioci nie dawali za wygraną w Królestwie. Nie tylko odtworzyli oni działalność Towarzystwa Patriotycznego, ale także święcili triumfy w dniu 18 grudnia 1830 roku, kiedy to sejm zmuszony został ogłosić powstanie listopadowe, powstaniem narodowym.

Za wygraną nie dawali także przeciwnicy zrywu. To z ich inicjatywy doszło do całkowitego niemal paraliżu wojskowego. Wstrzymano jakiekolwiek możliwe manewry polskiej armii, zablokowano także możliwości jej rozbudowy.

Z nadejściem stycznia roku 1831, przyszła wyczekiwana od dłuższego czasu odpowiedź cara na propozycję poddania powstania. Mikołaj I, w przesłanej do Królestwa depeszy domagał się od Polaków tylko jednego, a mianowicie zdania się na jego całkowitą oraz ostateczną łaskę bądź niełaskę. Treść listu przesądziła o dalszych losach Józefa Chłopickiego. Zmuszony przez sejm do złożenia dymisji Chłopicki, został zastąpiony przez człowieka równie jak on nieudolnego, a mianowicie przez Michała Radziwiłła.

Dnia 25 stycznia 1831 roku miały miejsce wydarzenia, które w istotny sposób wpłynęły na dalszy bieg powstania. Tak bowiem oto, pod wpływem Towarzystwa Patriotycznego, oraz na skutek zorganizowanej przez niego manifestacji, sejm Królestwa zmuszony został do zdetronizowania tak cara Mikołaja I, jak i całą dynastię Romanowych. Gest ten był jednoznaczny z wypowiedzeniem Rosji wojny.

Z kolei w dniu 29 stycznia 1931 roku, na czele Rządu Narodowego stanął Adam Czartoryski.

Wojna roku 1831.

Wobec wydarzeń rozgrywających się w Królestwie Polskim u schyłku stycznia roku 1831, car Mikołaj I nie mógł pozostać obojętnym. W dniu 5 lutego 1831 roku, w granice Królestwa wkroczyła, dowodzona przez generała Iwana Dybicza i licząca sobie blisko 115 tysięcy żołnierzy, armia rosyjska. Wojny polsko-rosyjskiej nie można już było powstrzymać.

Początki wojny były dla strony polskiej niezwykle obiecujące. W starciu rozgrywającym się w okolicach miejscowości Stoczek, dowodzony przez generała Józefa Dwernickiego korpus kawaleryjski, pobił wojska przeciwnika. Kolejne potyczki żołnierze polscy oraz rosyjscy stoczyli ze sobą pod Wawrem oraz Białołęką.

Z kolei w dniu 25 lutego 1831 roku, rozegrała się ważna dla dalszych losów powstania, bitwa grochowska. Do walki przystąpiły siły polskie, w liczbie około 40 tysięcy żołnierzy oraz siły rosyjskie, liczące sobie blisko 60 tysięcy żołnierzy. W ciągu całodniowej potyczki, Polacy dzielnie stawiali czoła nieprzyjacielowi. Na polu walki, pod Olszynką Grochowską, ranny został generał Józef Chłopicki, głównodowodzący wojsk polskich. Przebieg bitwy, a w konsekwencji zadana Chłopickiemu ciężka rana, przesądziły o jego wycofaniu się z dalszych, czynnych działań powstańczych.

Warto pamiętać, że bitwa grochowska nie została ostatecznie rozstrzygnięta. Strony wstrzymując działania, wycofały się z dalszej walki. Wojska polskie skierowano ku stolicy, z kolei Rosjanie, przemieścili się na południe od Warszawy.

Polacy mieli wielką szansę odnieść zwycięstwo w bitwie grochowskiej. Zawiedli, jak z resztą zawsze, dowódcy. Tym razem, dał o sobie znać nie tyle ich brak chęci do uczestniczenia w bitwie, ile nieumiejętność skoordynowania prowadzonych na polu walki działań oraz zupełny brak dyscypliny.

Przebieg bitwy pod Olszynką Grochowską, zadecydował o kolejnej zmianie na stanowisku przywódcy powstania. Tym razem decyzją sejmu, dyktaturę listopadowego zrywu, powierzono generałowi Janowi Skrzyneckiemu.

Choć niechętnie oraz z dużą dozą wstrzemięźliwości, w kolejnych tygodniach powstania, Skrzynecki zmuszony był przystać na realizację planu prowadzenia wojny z Rosją, przygotowanego przez młodego i niezwykle ambitnego polskiego generała, niejakiego Ignacego Prądzyńskiego. To właśnie dzięki pomysłom wojskowym Prądzyńskiego, udało się Polakom zwyciężyć siły nieprzyjaciela w starciach pod Dębem Wielkim (w dniu 31 marca 1831 roku) oraz pod Iganiami (w dniu 10 kwietnia 1831 roku).

Ponieważ Skrzynecki dowodził powstaniem równie nieudolnie co jego poprzednicy, starając się bardziej mu zaszkodzić, niż przyczynić się do jego sukcesu, w dniu 26 maja 1831 roku, wojska polskie znalazły się pod Ostrołęką. Był to niewątpliwie moment zwrotny powstańczych walk. Rosjanie atakujący pod Ostrołęką wojska polskie, doprowadzili do ich niemal całkowitego rozbicia.

Z nadejściem wiosny roku 1831 (a więc stosunkowo późno) do działań powstańczych przyłączyła się Litwa oraz Ukraina. Działania tam prowadzone przypominały wojnę partyzancką, mającą na celu utrudnianie manewrów armii rosyjskiej. W ramach prowadzonych przez stronę polską operacji powstańczych, na Litwę wysłane zostały wojska dowodzone przez generałów Dezyderego Chłapowskiego oraz Antoniego Giełguda. Oddziały te brały udział w powstaniu do lipca roku 1831, kiedy to pokonane przez Rosjan, zostały zmuszone przekroczyć granicę pruską oraz złożyć broń. Podobny los spotkał wojska generała Dwernickiego na terenie Ukrainy. Po przekroczeniu granicy z Austrią, zmuszono je do złożenia broni w dniu 27 kwietnia 1831 roku.

Z nastaniem czerwca roku 1831, na stanowisku głównodowodzącego Iwan Dybicz zastąpiony został przez Iwana Paskiewicza. Zdając sobie sprawę ze słabości przywódczej Jana Skrzyneckiego, Paskiewicz przerzucił wojska rosyjskie przez Wisłę, uderzając na stolicę od strony Sochaczewa.

Społeczeństwo polskie było zbulwersowane nieudolnością oraz brakiem wojskowej wyobraźni, prezentowanym przez generała Skrzyneckiego. Nic więc dziwnego, że w dniu 11 sierpnia 1831 roku, sejm odebrał przywództwo powstańcze skompromitowanemu Skrzyneckiemu, powierzając je w ręce generała Jana Krukowieckiego.

Jan Krukowiecki, człowiek uchodzący za twardą osobowość, a nade wszystko za bacznego obserwatora, potrafiącego wyjść zwycięsko z każdej niemal opresji, był kolejnym, który zawiódł powstańców, oraz ich wiarę w sens listopadowego zrywu, w ofiarność oraz przelewaną za ojczyznę krew. Zamiast walczyć z Rosjanami, od pierwszego dnia sprawowanej przez siebie dyktatury, Krukowiecki rozliczał się z polskimi manifestantami.

Walki w Królestwie trwały. Rosjanie atakowali Warszawę od strony Woli, którą mężnie bronili artylerzyści generała Józefa Sowińskiego.

Podczas gdy stolica broniła się równie dzielnie, co ofiarnie, przed napaścią wroga, Krukowiecki paktował z Rosjanami o kapitulacji i poddaniu im Warszawy. Przegraną oraz ostateczne zdławienie przez cara powstania listopadowego, zbliżały się wielkimi krokami. Nic już zdławionych marzeń o wolnej i niepodległej Polsce, ocalić nie mogło. Nawet zdymisjonowanie przez sejm generała Krukowieckiego. Nawet to.

Upadek Warszawy nastał w nocy, z dnia 7 na 8 września 1831 roku. Wtedy także podpisano akt kapitulacji miasta. Armia powstańcza przekroczywszy linię Wisły, pospieszyła w kierunku na Modlin.

Z momentem upadku Warszawy, w dyspozycji wojskowej pozostawało blisko 60 tysięcy polskich żołnierzy oraz ochotników. Nie mieli oni jednak najmniejszego choćby impulsu do prowadzenia dalszych walk z Rosjanami.

Nie dawali im ich także dowódcy i oficerowie powstania. Można by powiedzieć, jak zawsze lub jak od samego początku. Od kontynuowania wojny, woleli oni bierne przyzwolenie na odbieranie Polakom ich tożsamości narodowej przez Rosjan. Od walki, męstwa i odwagi, woleli oni definitywną kapitulację. Tacy byli i tak myśleli w większości polscy oficerowie, uczestnicy listopadowego zrywu. Taki też był i tak uważał, wybrany w Modlinie na ostatniego przywódcę powstania, generał Maciej Rybiński. Nic więc dziwnego, że z nastaniem 5 października 1831 roku, wojska Rybińskiego, członkowie rządu, sejmu oraz politycy, przekraczając granicę pruską, złożyli broń.

Jak ostatnie skapitulowały twierdze w Modlinie (w dniu 7 października) oraz w Zamościu (w dniu 21 października).

Skutki powstania listopadowego.

Jak łatwo się domyślić upadek powstania listopadowego musiał zaowocować kolejnymi represjami wprowadzonymi przez rosyjskiego zaborcę w Królestwie Polskim. Zaostrzenie polityki carskiej w stosunku do Polaków był po roku 1831 widoczny na każdym niemal kroku.

Najbardziej dotkliwym, ale i symbolicznym skutkiem powstańczego niepowodzenia, było odebranie Królestwu Konstytucji. Przestał także istnieć polski sejm oraz odrębna armia. Zerwano łączącą carat oraz Królestwo unię personalną. Dwa lata po klęsce powstania, a więc w roku 1833, wolą Mikołaja I w kraju wprowadzono stan wojenny. Z nominacji carskiej, namiestnictwo w Królestwie złożono w ręce feldmarszałka Iwana Paskiewicza. Rosjanie przejęli całkowitą kontrolę nad królewską administracją oraz wojskowością.

Popowstaniowe represje nie ominęły także polskiego szkolnictwa. Likwidacji uległ Uniwersytet Warszawski. We wszystkich szkołach, podobnie jak w niemal każdej sferze życia, z dnia na dzień coraz wyraźniej dawały o sobie znać postępująca rusyfikacja oraz indoktrynacja.

Jak już wyżej wspomniałam, niezwykle dotkliwą konsekwencją upadku powstania listopadowego, było pozbawienie Królestwa, jego Konstytucji. Co więcej w roku 1832, Mikołaj I wydał dokument zwany Statutem Organicznym. Istotą Statutu było wprowadzenie kolejnych, i jeszcze bardziej niż dotychczas dotkliwych, ograniczeń autonomicznych w Królestwie.

Jeśli chodzi o przywódców powstańczego zrywu, to w większości udali się oni emigrację. Skala tegoż zjawiska była tak wielka, iż w polskich dziejach określa się je mianem Wielkiej Emigracji. Szacuje się, że po roku 1831 ziemie Królestwa Polskiego opuściło blisko 10 tysięcy osób, związanych ze zrywem więziami politycznymi lub wojskowymi. Majątki tych działaczy powstaniowych, którzy opuścili kraj po roku 1831, były przez rosyjską administrację konfiskowane. Z kolei ci, którzy po listopadowej klęsce zdecydowali się pozostać w Królestwie, byli bądź przymusowo wcielani do carskiej armii, bądź zsyłani na Kaukaz lub Syberię.

Postrachem dla przyszłych ewentualnych zamierzeń powstańczych Polaków, była cytadela, wzniesiona z inspiracji rosyjskiej w latach 1832-1834.

Bilans powstańczy.

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że rozpoczęte w dniu 29 listopada 1830 roku powstanie, należało do jednego z największych zrywów wolnościowych w dziejach państwa polskiego. Ideą powstańców było wywalczenie niepodległego oraz suwerennego bytu, dla tworu państwowego znajdującego się pod rosyjską okupacją. W imię narodowej tożsamości, Polacy gotowi byli stawić czoła najgroźniejszemu z przeciwników, rosyjskiemu caratowi.

Wybuch powstania, a później wojny polsko-rosyjskiej, rzeczywiście postawił mężnych oraz przekonanych o słuszności swych narodowych interesów Polaków, w obliczu walki z carską armią. I choć rosyjskie wojska przeważały liczebnie nad powstańczymi, i choć rosyjska gospodarka dominowała nad królewską ekonomiką, i choć wielu wydawać by się mogło polskich dowódców, nie wyrażało woli do prowadzenia walki z zaborcą, to polscy powstańcy, zwolennicy koncepcji niepodległościowej, nie ulękli się, stając do trudnej konfrontacji z przeciwnikiem. Walki toczyły się niemal dziesięć miesięcy, i choć każdego dnia przed Polakami piętrzyły się trudności, to i tak zdali oni egzamin z patriotyzmu, męstwa oraz odwagi na najwyższy ze stopni.

Nie można tego niestety powiedzieć o większości dowódczej kadry a także o politykach. Oni wierzyli jedynie w sens paktowania z caratem. Robili co mogli aby przyspieszyć kapitulację, oraz skompromitować własny kraj w oczach groźnego zaborcy. Robili wszystko co mogli aby podciąć skrzydła, wierzącym w ideały, a nade wszystko w polskość, powstańcom. Gdyby nie ich sprzedajność, gdyby nie opieszałość oraz brak woli walki, być może losy Królestwa inaczej by się potoczyły. Być może na upragnioną niepodległość nie trzeba byłoby czekać przez kolejne, ciągnące się w nieskończoność lata.

Powstaniu nie pomogła także wciąż nieuregulowana sprawa chłopska.

I choć powstanie upadło, to Europa kolejny raz usłyszała o Polakach, o ich walce w imię wolności ojczyzny, o ich męstwie i sprzeciwie wobec zacierania narodowej tożsamości. Polacy przekonali Europę, że choć pod zaborami to i tak należy liczyć się z Rzeczpospolitą, z jej dzielnymi powstańcami, których Rosjanie starali się zwyciężyć aż przez dziesięć miesięcy. Ograniczenie wolności, nie było bowiem tożsame z ograniczeniem odwagi i męstwa. I z nimi zwyczajnie musiała liczyć się Europa.

Gdyby nie powstanie listopadowe być może nie udałoby się uratować rewolucji francuskiej czy belgijskiej. Królestwo uchroniło Europę przez widem rosyjskim, przed widmem walki o ocalenie starego porządku w zachodniej części Starego Kontynentu.