Drapanie - skąd się bierze?

Sprawa swędzenia została wzięta na tapetę przez amerykańskich naukowców. Stwierdzili oni, iż drapanie to naturalna reakcja organizmu, mająca doprowadzić do ukojenia swędzenia. Sama czynność mechaniczna nie jest jednak kluczowa. Okazuje się, że gdy się drapiemy, pobudzone zostają zakończenia nerwowe, znajdujące się w rdzeniu kręgowym, a następnie uwalniają się z nich endogenne opioidy. Mówiąc prościej: wydzielają się naturalne cząsteczki przeciwbólowe, które oddziałują na neurony i zwalczają aktywność partii mózgu, które zostały pobudzone przez uczucie swędzenia.

Przeczytaj również: Liczy się wnętrze, czyli co wiemy o ludzkim ciele

Swędzenie i drapanie występują w parze. Pierwsze z nich jest czymś w rodzaju ostrzeżenia, drugie zaś jest odpowiedzią na to ostrzeżenie. Drapanie ma za zadanie pozbyć się „obcego” oraz wysłać sygnał alarmowy do naszego układu odpornościowego.

Dlaczego drapanie jest przyjemne?

Często, zwłaszcza jeśli swędzenie nie jest zbyt silne, drapanie może sprawiać nam nie tylko ulgę, ale i przyjemność. Prawdopodobnie dzieje się tak, ponieważ czynność ta aktywuje w mózgu tzw. układy nagrody. Wiążą się one m.in. z odczuwaniem przyjemności. Nic więc dziwnego, że czasami drapanie po prostu się nam podoba. Należy jednak pamiętać, że nie możemy z nim przesadzić.

Drapmy się, ale z umiarem

Wiemy już, że drapanie pozwala pozbyć się swędzenia. Wiemy też, że może nam to sprawiać przyjemność. Niestety, niektórzy ludzie przekraczają bezpieczną granicę drapania - nie odczuwając ulgi w swędzeniu, drapią się nadal aż do momentu, w którym uszkadzają swoją skórę. 

Istnieją osoby, które drapią się dalej, nawet gdy nowo powstałe rany silnie krwawią. Za za takie zachowania odpowiedzialne są nasze neurony, których zadaniem jest odbieranie bodźców. Wygląda na to, że w obliczu drapania nerwy dostają sprzeczne sygnały i się w nich gubią.

Naukowcy zajęli się tą kwestią. Wiedząc, że w łagodzeniu bólu udział bierze serotonina, postanowili przeprowadzić eksperyment na myszach. Badane zwierzęta podzielono na dwie grupy: wydzielające oraz niewydzielające tego neuroprzekaźnika. Wyniki badania pokazały, iż pierwsza grupa po podaniu im środka powodującego uczucie swędzenia, zaczynała się drapać, z kolei grupa druga nie przejawiała takich zachowań. Nie drapały się również genetycznie zmodyfikowane myszy, których zdolność do produkcji serotoniny została zablokowana.

Wysnuto więc wniosek, iż potrzeba podrapania pojawia się dopiero, gdy uwolniona serotonina dotrze do punktu w mózgu, który „generuje swędzenie”. To tłumaczy, dlaczego niektórzy drapią się za bardzo. Zaczynamy się drapać, ponieważ to łagodzi swędzenie. Wydzielana zostaje serotonina, która odpowiada za kontrolę bólu... więc drapiemy się dalej, aby odczuć silniejszy ból w nadziei na to, że skuteczniej złagodzi drażniące odczucie. Tym samym krąg się zamyka.

Ile razy drapiemy się w ciągu dnia?

Ciężko jest to precyzyjnie określić. Jednak szacuje się, że człowiek drapie się średnio aż 97 razy dziennie. To daje nam około czterech podrapań na godzinę. Czy to dużo? Cóż, dopóki z drapanych miejsc nie leje się krew, możemy przyjąć, że taki wynik jest akceptowalny.


Przeczytaj również:

Co nam daje aktywność fizyczna?

Kura to pospolity, ale bardzo wyjątkowy ptak. Poznaj 15 ciekawostek na jej temat