Cezary Baryka, główny bohater "Przedwiośnia" Stefana Żeromskiego, urodził się w Baku. Jego rodzice, Seweryn i Jadwiga Barykowie, byli Polakami. Od samego początku dbali oto, aby ich syn znał swój ojczysty kraj i aby uważał się za Polaka. W domu mówiono więc po polsku, zatrudniano służących pochodzenia polskiego, podsuwano nawet Cezaremu do lektury książki pisane w ojczystym języku i wysyłano go na płatne kursy.

"Chłopiec pierwszoklasista, leżąc na piersiach ojca, z głową przy jego głowie, i ojciec, kołyszący się na bujającym fotelu, wcałowywali sobie z ust w usta tabliczkę mnożenia, bajkę francuską, którą srogi nauczyciel francuskiego zadał na jutro, albo powtarzali do upadłego jakiś mały wierszyczek polski, żeby zaś nie zapomnieć dobrego wymawiania tej trudnej mowy".

Wszystko to miało na celu rozbudzenie w nim patriotyzmu oraz poszanowania obyczajów i tradycji tak bardzo odległego od Baku kraju. Jednak młody Baryka nie przejawiał większego zainteresowania staraniami rodziców. Prowadził beztroskie życie i bardziej zajmowały go zdecydowanie inne rzeczy. Po wyjeździe Seweryna na front, syn na dobre wpadł w sidła rewolucjonistów. Temat ojczystego kraju przestał mieć dla niego jakiekolwiek znaczenie. Dopiero po opatrzeniu się ze złem, jakim była rewolucja, i niespodziewanym odnalezieniu ojca zgodził się wyjechać do Polski, ale wyraźnie robił to tylko i wyłącznie dla Seweryna. Baryka starał się na nowo obudzić w synu miłość do ojczyzny. Próbując zlikwidować jego zniechęcenie, snuł przed nim wizję nowego państwa polskiego, w którym rzekomo dokonała się rewolucja cywilizacyjna. Opowiadał o dalekim krewnym - także Baryce, który wynalazł produkcję niezwykle trwałego szkła. Uzyskiwało się go ze zwykłego piasku leżącego nad Bałtykiem. Z tego materiału budowano następnie nowoczesne domy. Były one nie tylko czyste, funkcjonalne i wygodne, ale także tanie i łatwe w montażu. Każdy mógł sobie pozwolić na mieszkanie w takich budynkach.

"Szklane domy kosztują niezmiernie tanio, gdyż przecie przy ich budowie nie ma murarzów, cieślów, stolarzy i gonciarzy. Sam materiał jeno, transport na miejsce i dwu, trzech monterów. Sam dom - bez robót ziemnych - buduje się w ciągu trzech, czterech dni. Jest to bowiem tylko składanie części dopasowanych w fabryce. Materiał, nawet z wynagrodzeniem artystów nie kosztuje nad morzem drożej niż na miejscu drzewo budulcowe".

Ciężko chory Seweryn Baryka wierzył w to, o czym tak przekonywująco opowiadał synowi. Z drugiej strony wiedział, jak wyglądało dawniej życie w Polsce, w jakich warunkach mieszkali i pracowali jej obywatele. Z całego serca jednak chciał, aby Polacy żyli w dobrobycie oraz aby było tam nareszcie pięknie i szczęśliwie.

Cezary podchodził z pewną rezerwą do opowieści ojca. Nigdy tak naprawdę nie zdawał siebie sprawy z tego, ile wysiłku włożyli jego rodacy w odzyskanie niepodległości. Od dziecka był rozpieszczany, nigdy niczego mu nie brakowało, więc nie znał innego życia. Obserwując sytuację w Baku, uważał, że tylko rewolucja jest najlepszym rozwiązaniem prowadzącym do poprawy sytuacji. Ślepo wierzył w komunistyczne hasła i nie dopuszczał do siebie myśli, że nie jest to żadne wyjście.

"Na jednym z takich zbiegowisk wieszano in effigie burżuazyjnych cesarzów, wielkorządców, prezydentów, generałów, wodzów - między innymi lalkę ubraną za Józefa Piłsudskiego. Tłum klaskał radośnie, a Czarek najgłośniej, choć nic jeszcze, co prawda, o Józefie Piłsudskim nie wiedział. Wszystko, co wykrzykiwali mówcy wiecowi, trafiało mu do przekonania, było jakby wyjęte z jego wnętrza, wyrwane z jego głowy. To była właśnie esencja rzeczy".

Wszystkie informacje na temat Polski, które posiadał, zawdzięczał opowieściom ojca. Mimo iż wiedział, że ocena Seweryna jest bardzo subiektywna, to gdzieś w głębi duszy, chciał, aby roztaczane przed nim wizje szczęśliwego kraju urzeczywistniły się. Jakież było jego zdumienie, gdy przekroczył granicę polską. "Mijał ohydne budynki, stawiane, jak to mówią psim rzędem, z najtańszego materiału, kryte papą, którą wiatr poobdzierał, a zimowe pluty podziurawił doszczętnie". Było to bardzo bolesne zderzenie z rzeczywistością. Mit szklanych domów rozprysł się w okamgnieniu. Wszędzie panowała nędz, brud i przejmująca szarość. Nie był na to przygotowany. W tej sytuacji cieszył się, że ojciec nie dożył tej chwili i zmarł, marząc o lepszej Polsce. Cezary źle się czuł w takich warunkach. Pobyt w ojczystym kraju traktował jako przykrą konieczność. Pomagał mu Szymon Gajowiec - przyjaciel jego rodziców. Młody Baryka wiedział, że dawniej kochał się on w jego matce. Teraz był urzędnikiem ministerstwa skarbu i wielkim patriotą. Gajowiec został przedstawiony jako człowiek uczciwy, bezinteresowny i nie ulegający wpływom innych. Na sercu leżało mu przede wszystkim dobro kraju. Opowiadał się za przeprowadzeniem szeregu powolnych, ale systematycznych reform, które doprowadzą do umocnienia słabego nadal państwa. Chciał przeprowadzić reformę agrarną, złotówki, armii, oświaty oraz domagał się poprawy sytuacji chłopów. Cezaremu ten program nie odpowiadał, gdyż za bardzo był - według niego - rozłożony w czasie. Uważał, że zbyt długo by to wszystko trwało, a Polsce potrzebne jest szybkie i skuteczne rozwiązanie. Ponadto zarzucał Szymonowi Gajowcowi, że posługuje się terrorem w zwalczaniu komunistów będących przeciwnikami politycznymi oraz uciska mniejszości narodowe. Obserwując zapuszczoną, brudną i głodująca Warszawę, nie mógł zrozumieć, dlaczego tak się stało i co do takiego stanu doprowadziło. Nie rozumiał, że winę za to wszystko ponoszą zaborcy. Wydawało mu się, że to Polacy się do tego przyczynili swoją obojętnością i brakiem zainteresowania dla spraw społecznych. To, co obserwował, było odzwierciedleniem sytuacji panującej w całym kraju, któremu daleko było do wizji nakreślonej przez Seweryna Barykę.