Poeci dwudziestolecia międzywojennego, w odróżnieniu od swoich poprzedników z okresu Młodej Polski, postawili na piedestale swej twórczości codzienność. Zwrot ku sprawom najzwyklejszym, pospolitym, obecnym w życiu każdego człowieka, stał się podstawą poezji międzywojennej. W tym czasie ukształtowały się trzy główne grupy poetyckie: Awangarda, Futuryści i Skamander. Zarówno futuryści, jak i przedstawiciele Awangardy chcieli zrewolucjonizować język poetycki, jego formę. Dotyczyło to również tematyki ich wierszy. Skamander natomiast, najbardziej "tradycyjna" wśród tych trzech, wymienionych grup, uczynił z poezji orędowniczkę dnia powszedniego, aktualnych wydarzeń. Ten początkowy manifest nie był jednak w późniejszych latach ściśle przestrzegany przez jego twórców. Pierwotna twórczość skamandrytów afirmowała jednak codzienność. Najwybitniejszy przedstawiciel tej grupy - Julian Tuwim pisał w wierszu "Do krytyków", że szczęście może dać człowiekowi nawet jazda tramwajem! Bohater liryczny jego wierszy jest bowiem stylizowany na zwykłego człowieka, bliskiego czytelnikom, należącego do "tłumu" (np. w wierszu pt. "Do prostego człowieka"). Świat przedstawiony, w którym się obraca to przeważnie wielkie miasto, czasem wieś. Nie jest jednak tylko sielankowym obserwatorem, łagodnie opisującym otaczającą go rzeczywistość. Potrafi on bowiem wykrzyczeć swoje racje, zamanifestować. W wierszach Tuwima obecne są wulgaryzmy i słowa z języka potocznego podkreślające związek podmiotu lirycznego z codziennością. Pojawiają się opisy rzeczy codziennego użytku (wiersz "Życie codzienne), które staja się przyczyną głębszych rozważań i eksperymentów językowych:

"Tajemniczeją rzeczy, fantastycznieją zdania,

I mówić coraz trudniej, i milczeć coraz boleśniej,

Obrastają natrętnym szeptem głębiny mieszkania,

Krzesło, przy stole zaczęte, melodią kończy się we śnie."

Odkrywanie ukrytych sensów w słowie, w najzwyklejszej rzeczy jest częstym tematem poezji Tuwima. Etymologiczne wędrówki po języku polskim stają się źródłem radości w odkrywaniu świata. Zwykłe zdarzenie staje się tematem poetyckim. W wierszu "Sitowie" czytamy:

"Wonna mięta nad wodą pachniała,

Kołysały się kępki sitowia,

Brzask różowiał i woda wiała,

Wiew sitowie i miętę owiał.

Nie wiedziałem wtedy, że te zioła

Będą w wierszach słowami po latach

I że kwiaty z daleka po imieniu przywołam,

Zamiast leżeć zwyczajnie nad wodą na kwiatach

(...)

Czy to już tak zawsze ze wszystkiego

Będą słowa wyrywał rozpaczy,

I sitowia, sitowia zwyczajnego

Nigdy już nie zobaczę?"

Codzienność zakradła się również do wierszy Leopolda Staffa - poety kilku epok poetyckich. Korzenie jego twórczości tkwią jeszcze w Młodej Polsce i wiążą się z kultem wewnętrznej mocy człowieka (np. "Kowal") oraz liryczną nastrojowością ("Deszcz jesienny"). Z początkiem wieku XX jego wiersze nabierają pogodnego, harmonijnego charakteru ("Dzieciństwo") połączonego z franciszkańską afirmacją świata ("Życie bez zdarzeń"). Zwyczajność, codzienność, opisy wiejskich pejzaży i rolniczych prac stanowią tematykę tomiku pt. "Ścieżki polne" (1919). Prozaiczne czynności, jak zbieranie kartofli ("Kartoflisko") uzyskały swój magiczny wymiar. Zwykłe zdarzenia, ujęte w poetycką oprawę mogą bowiem stać się idealnym tematem wierszy (np. "Gnój", "Wieprz"). Staff - współczesny przedstawiciel klasycznej twórczości Kochanowskiego (np. w wierszu "Lipy"). - opiewa w swojej poezji piękno codzienności i wiarę w lepsze jutro i urok przyrody, która zachwyca podmiot liryczny swą różnorodnością i potęgą ("Wysokie drzewa"). Język poetycki, opisujący taki świat, musi być piękny i równocześnie prosty. Ma oddawać cudowność danej chwili i zamykać ją w odpowiednią formę. W wierszu "Ars poetica" (z tomu "Barwa miodu" - 1936), będącym swego rodzaju poetyckim manifestem poety czytamy:

"Echo z dna serca, nieuchwytne,

Woła mi: "Schwyć mnie, nim przepadnę,

Nim zblednę, stanę się błękitne,

Srebrzyste, przezroczyste, żadne!"

(...)

I niech wiersz, co ze strun się toczy,

Będzie, przybrawszy rytm i dźwięki,

Tak jasny jak spojrzenie w oczy

I prosty jak podanie ręki".

Kolejnym poetą codzienności jest Konstanty Ildefons Gałczyński. Jego twórczość, wyrosła z kabaretowej działalności Skamandra, przepełniona jest liryzmem, humorem, drwiną ze społecznych norm i polityki. Piewca "rzeczy najprostszych" ("Pieśń cherubińska"), magicznego uroku ulicznego, jarmarcznego życia pisał w wierszu pt. "Kryzys w branży szarlatanów":

"Więc Ty, najświętsza Panno,

dopomóż szarlatanom,

by nie pomarli zimą jak wróble"

Gałczyński sam borykał się z biedą i również ten fakt znalazł odbicie w jego poezji. Ze zwykłego życia uczynił jednak magiczne, bajkowe miejsce. W wierszu pt. "O naszym gospodarstwie" czytamy:

"O zielony Konstanty, o srebrna Natalio!

Cała wasza wieczerza - dzbanuszek z konwalią.

Wokół dzbanuszka skrzacik chodzi z halabardą,

Broda siwa, lecz dobrze splamiona musztardą"

W poezji Gałczyńskiego, podobnie jak w twórczości Tuwima i Staffa codzienność staje się niezwykle ważnym tematem, udaną próbą poetyckiego opisu niełatwej rzeczywistości międzywojennej. Poeta staje się nie tylko je świadkiem, ale i uczestnikiem. W wierszu Tuwima pt. "Poezja" czytamy:

"Nie chcę wam być przewodnikiem,

Chetnie w tłum się wcisnę"