Fraszka jako gatunek literacki wywodzi się jeszcze z poetyki starożytnej i może być w tym aspekcie rozpatrywana na równi z anakreontykiem, a wiec lekkim i wesołym wierszem biesiadnym. W renesansie jednak fraszki poruszał o wiele szersza tematykę, mówiły o uczuciach nie tylko miłosnych, pokazywały afirmacje świata, pojawiały się i fraszki moralizujące oraz o treści filozoficznej. Trudno wiec nazwać fraszką tylko "Krótkie utwory o tematyce żartobliwej", jak to się czynie zazwyczaj. Uważa się wiec, ze fraszka to po prostu określenie długości utworu, to po prostu krótki wiersz, tak jak w prozie krótka wobec powieści jest nowela. Nie powoduje to jednak narzucenia jednorodnej tematyki fraszkom. Są one różnorodne od najweselszych, często przesyconych erotyzmem, po filozoficzne, bądź będące wyrazem rozpaczy. Fraszki pisał Jan Kochanowski przez całe swoje życie, towarzyszyły mu one aż do śmierci. Zaraz w chwili wydania stały się niezwykle popularne i szerokie grono czytelników znajdują po dziś dzień. Poeta na kilka miesięcy przed śmiercią zebrał je wszystkie i wydał w tomie datowanym na 1584 rok.

Programową jest ta nosząca tytuł "Na moje księgi". Poeta zakreśla w niej tematykę. Nie chce by były one kolejnym zbiorem pochwał starożytnych bohaterów, mitologicznych postaci i bogów. Chce we fraszkach oddać barwne, współczesne życie w całej jego pełni:

Nie dbają moje papiery

O przeważne bohatery;(...)

Ale śmiechy, ale żarty

Zwykły zbierać moje karty.

Pieśni, tańce i biesiady

(...) Przy fraszkach mi wżdy naleją,

A to wniwecz, co sie śmieją".

We fraszce "Do Mikołaja Firleja" poeta w jeszcze inny sposób tłumaczy ich frywolność i żart:

"Jesliby w moich książkach co takiego było,

Czego by sie przed panną czytać nie godziło,

Odpuść, mój Mikołaju, bo ma być stateczny

Sam poeta; rym czasem ujdzie i wszeteczny".

Niezwykle ważna we fraszkach Jana Kochanowskiego jest sprawa afirmowania w nich przyrody, natury która jest wszak stworzeniem Boga. Kochanowski miedzy innymi we fraszce "na lipę" tworzy obraz "małej ojczyzny" swojej arkadii. Jest w nią wpisana błogość i zadowolenie, to świat spokoju i szczęścia na ziemi. Zaznacza, ze choć lipa nie rodzi plonów to jej wartość przejawia się już w samym tym że może dać człowiekowi cień. To pochwała epikurejskich przyjemności, spokojnych i wyważonych.

"Uczony gościu! Jesli sprawą mego cienia

Uchodzisz gorącego letnich dni promienia,

Jeslić lutnia na łonie i dzban w zimnej wodzie

Tym wdzięczniejszy, że siedzisz i sam przy nim w chłodzie".

Obraz drzew, ich uroda mogą również wywołać w człowieku chęć powrotu do dzieciństwa, kojarzonego przez to z rajskim ogrodem. We fraszce "Do gór i lasów" krajobraz stanowi tło dla rozmyślań o przemijaniu i szczęściu, które może wraz z nim odbiec człowieka:

"Wysokie góry i odziane lasy!

Jako rad na was patrzę, a swe czasy

Młodsze wspominam (...)"

Cecha charakterystyczna dla niektórych dłuższych fraszek, jest postawienie w pierwszych jej wersach tezy, która następnie jest egzemplifikowana, popierana przykładami i wyjaśniana, tak by jak najlepiej trafić do człowieka. Czasami samo zagadnienie jest błahe i nie wynika z jakiś głębokich przemyśleń, jednak mistrzostwo poetyckie Jana Kochanowskiego chroni większość fraszek od nazwania ich banalnymi. Tak rzecz ma się choćby z jedna z najbardziej znanych "Na zdrowie":

"Ślachetne zdrowie,

Nikt się nie dowie,

Jako smakujesz,

Aż się zepsujesz".

Wszystko to wszak każdy człowiek dobrze wie, lecz czytając w ujęciu Kochanowskiego nieraz dopiero po raz pierwszy nazywa i dostrzega.

Fraszki to także sposób wyrażenia świata, opisanie jego mechanizmów. I tutaj odchodzi już poeta od błahości tematyki, zaczyna stronić od żartu. Wyznacznikiem tego iż utwór jest fraszka staje się tylko jego rozmiar. Przytoczyć chciałbym w tym miejscu dwie fraszki mówiące o świecie i różniące się znacznie między sobą. Pierwsza nosi tytuł "Na dom w Czarnolesie" i stanowi obraz uporządkowanej przestrzeni. Jest to dom rodzinny, a wiec mała enklawa dająca poczucie bezpieczeństwa i znajomość stosunków jakie w nim panują. Patrząc poprzez tę perspektywę na dzieło Boga nie dziwi afirmacja Jego wspaniałości. Poeta jest szczęśliwy z tego co ma, nie pragnie więcej, czuje się bezpieczny i spełniony.

"Panie, to moja praca, a zdareznie Twoje;

Raczysz błogosławieństwo dać do końca swoje.

Inszy niechaj pałace marmórowe mają

I szczerym złotogłowiem ściany obijają".

Jednak fraszka "o żywocie ludzkim" daleka jest od takiego optymizmu. To pokazanie ziemskiego życia, jako chwilowej rzeczy, gdzie wszystko zarażone jest śmiercią, przemija. Życie ludzkie dąży tylko do śmierci kładącej kres jego ziemskim działaniom.

"Fraszki to wszytko, cokolwiek myślimy,

Fraszki to wszytko, cokolwiek czynimy;

Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy"

Nie ma tutaj mowy o Bogu, a jedynie o jakiejś tajemniczej sile, która zsyła nas na ziemie bawi się naszymi działaniami, by na koniec niczym laleczki, bezwolne i nieświadome siebie, pochować.

"Wszytko to minie jako polna trawa;

Naśmiawszy się nam i naszym porządkom,

Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom".

Człowiek jest wiec słaby, świat niebezpieczny i nieodgadniony, zaś Bóg daleki i obcy. To wizja całkowicie odmienna od wcześniejszych w twórczości Kochanowskiego, a także pozostająca w opozycji do całości światopoglądu renesansowego.

W innej fraszce "Do snu" poeta podejmuje zaś stary motyw łączności snu ze śmiercią, której ten pierwszy jest jakby młodszym bratem. I tak jak śmierć kiedyś w przyszłości odkryje nam prawdę o świecie, kiedy w myśl świętego Pawła dane nam będzie "poznać twarzą w twarz", tak i poprzez sen dusza ludzka może przedostać siew świat poza zmysłowy. W przypadku Kochanowskiego, może obserwować arystotelesowski model konstruowania świata jako wielkich sfer przyciąganych miłością i wydających przy tym niebiańską muzykę. Akurat ten czysto filozoficzny element jest tutaj warty zaznaczenia:

"Wolno jej w niebie gwiazdom sie dziwować

I spornym biegom z bliska przypatrować,

A jako koła w społecznym mijaniu

Czynią dźwięk barzo wdzięczny ku słuchaniu

Niech sie nacieszy nieboga do woli".