Żyjemy w teraźniejszości – bezpośrednio dotyczy nas jedynie ona; przeszłość już nie istnieje,
a przyszłość dopiero się wydarzy. W sferze stricte technicznej ciężko polemizować z tą tezą. Jeżeli jednak na przeszłość popatrzymy jako na zbiór wspomnień, zmagazynowanych w naszym umyśle, powrót do nich jest jak najbardziej możliwy; możliwe jest nawet ponowne przeżywanie emocji z danym wspomnieniem związanych. Owe zbieractwo wspomnień dzieje się podświadomie; często nie zdajemy sobie nawet sprawy z tego, jak wiele zdarzeń z przeszłości pamiętamy, a których to przywoływanie stymulowane jest przez najbardziej błahy nawet bodziec. Tę właśnie tematykę odnajdziemy w wierszu „Firanka” Władysława Broniewskiego.

            „Firanka” to pozycja, na którą natknąć się możemy w tomiku poezji Władysława Broniewskiego zatytułowanym „Anka”. Tomik ten, wydany w 1956 r., porównywany jest do Trenów Jana Kochanowskiego, a traktuje o córce Broniewskiego – Ance, która w 1956 r. zginęła wskutek zatrucia gazem. „Anka” jest pokłosiem zmian, jakie zaszły w poecie w związku ze stratą córki, kiedy to zwrócił się on w kierunki liryki o tematyce egzystencjalnej. Z całą pewnością możemy stwierdzić, że w „Firance” Broniewski obsadził w roli podmiotu lirycznego samego siebie.

            W strofie pierwszej Broniewski tworzy zarys sytuacji, prolog do późniejszych zdarzeń - „Otworzyłem okno, a firanka pofrunęła ku mnie (…)”. Przekaz tych dwóch wersów jest jasny i nie wymaga interpretacji. Kolejne strofy przypominają już majaczenie mistyka, balansującego w swoim mniemaniu na granicy światów: cielesnego i duchowego, czego zapowiedzią są dwa ostatnie wersy pierwszej strofy: „(…) pofrunęła ku mnie, jak Anka w trumnie.” Podmiot liryczny zdaje się czuć obok siebie obecność Anki – „Biała firanka, błękitne zasłony, zaszeleściło…”. Ruch firanki oraz szmer, jaki temu zdarzeniu towarzyszył, utwierdził podmiot w jego przekonaniu do tego stopnia, że jął on porozumiewać się ze zmarłą córką – „O! pokaż mi się od tamtej strony! Jesteś? Jak miło!...”. W podmiocie odrodziły się dawne emocje, które w połączeniu z aktualnymi stworzyły istny koktajl ambiwalencji. Poeta był szczęśliwy, że czuje obecność osoby, którą kochał, mając jednak świadomość, że osoba ta nie żyje – „Jak miło… jak miło… jak strasznie, moja miła…”. Jego racjonalizm toczył bój
z uczuciami; negował obecność zmarłej córki, której to obecności poeta przecież tak bardzo pragnął. „Firanka?...Czy tyś tu była?” – pyta podmiot. Zdaje się nie oczekiwać odpowiedzi; jakby pragnął przekonać samego siebie, że jego córka jest przy nim.
   W „Firance” dostrzec można analogię do „Trenu XIX” Jana Kochanowskiego, w którym to podmiot liryczny również spotyka swoją zmarłą córkę z tą różnicą, że wraz z duszyczką z zaświatów do Kochanowskiego przychodzi spokój i ukojenie. Jest pewien, że spotkał swoją córkę. Tej pewności nie ma już Broniewski. Zastanawia się, czy drganie firanki to dowód obecności Anki czy jedynie efekt przeciągu. Sytuacja ta potęguje jeszcze jego cierpienie; poczucie utraty córki.

            Racjonalizm jest balastem, który nie pozwala wznieść się Broniewskiemu na wyżyny szczęścia. Uniemożliwia mu spotkanie ze zmarłą córką, której obecność podświadomie czuje; rodzi wątpliwości, które sprawiają, że nie ufa własnym zmysłom. „Firanka” może być odczytana również jako dobry omen dla nas wszystkich. Mówi, że nawet kiedy przyjdzie nam umrzeć, będziemy trwali nadal – w pamięci naszych bliskich. Będziemy, więc żyli dopóty, dopóki będą oni o nas pamiętali.