Wyobraźmy sobie taką oto sytuację. Gorące lato. Z nieba leje się żar. Upał jest nie do zniesienia. Ludzie, szukając ochłody, każdą wolną chwilę spędzają nad wodą: jeziorami, rzekami czy też morzem. Często zdarza się, że są to dzikie, niestrzeżone przez ratowników kąpieliska. Panuje wprost istna sielanka. Aż tu nagle ktoś zaczyna się topić. Ciszę i śpiew ptaków przerywają krzyki wzywającego pomocy. Na brzegu jest pełno gapiów, ale jakoś nikt nie kwapi się pośpieszyć z pomocą tonącemu. W końcu ktoś wskakuje do wody i ratuje nieszczęśliwca z opresji. Wszyscy się cieszą, szepczą między sobą i wracają do przerwanego odpoczynku. Ratujący został okrzyknięty bohaterem. Zastanówmy się jednak nad zachowaniem pozostałych osób. Czy można ich nazwać tchórzami? Dlaczego, widząc tonącego, nie pośpieszyli mu z pomocą? Czy tak powinni byli się zachować? Po wszystkim tacy ludzie z reguły tłumaczą się, że strach ich sparaliżował, że bali się narażać własne życie lub zdrowie, że nie chcieli zniszczyć sobie drogiego ubrania itp. Pytam więc: ile to wszystko jest warte w porównaniu z życiem drugiego człowieka? Takie postawy są zwykle bardzo negatywnie odbierane przez społeczeństwo. O ile jestem jeszcze w stanie zrozumieć ludzi nie umiejących pływać, którzy w obliczu takiej sytuacji na pewno nie udzieliliby pomocy tonącemu, no bo jak, o tyle inne wytłumaczenia braku jakiejkolwiek reakcji są dla mnie naprawdę nie do usprawiedliwienia. Jest to najzwyklejsze w życiu tchórzostwo i wyrachowanie, a nie kierowanie się zdrowym rozsądkiem. Każdy myśli tylko o sobie i dba tylko o siebie, a przecież i on może kiedyś potrzebować ratunku. Uważam, że w obliczu zagrożenia ludzie powinni być solidarni i pomagać sobie w każdy możliwy sposób. Na tym m.in. polega przecież człowieczeństwo. Na ratowaniu bliźniego.

Na szczęście są jeszcze na tym świecie osoby, które są w stanie poświęcić się i udzielić oczekiwanej pomocy. Takich ludzi określa się później mianem bohaterów. Nie zważając na nic, ratują osoby zagrożone. Przedkładają życie drugiego człowieka nad swoje własne. I takie właśnie postawy powinno się naśladować. Oczywiście tylko wtedy, jeśli ich pomoc rzeczywiście jest bezinteresowna. Trudno to sobie może wyobrazić, ale w dzisiejszych czasach wielu tzw. bohaterów działa tylko na pokaz, z czystego wyrachowania. Przez swoje czyny chcą zdobyć rozgłos, sławę, czy też chcą po prostu zaimponować innym. Wtedy zachowanie takiego "bohatera" jest mało warte, gdyż wówczas nacisk położony był nie na samą pomoc tylko na jej efekt. Zastanówmy się więc teraz nad tym, jak sami byśmy postąpili, gdybyśmy byli świadkami opisanego wydarzenia. Pośpieszylibyśmy z pomocą tonącemu, czy też pozostalibyśmy wśród gapiów? Górę wzięłoby tchórzostwo czy zdrowy rozsądek?