Oto zaczyna się kolejny rok szkolny. Wraz z pierwszym dzwonkiem z gorzki żalem uświadamiamy sobie koniec tego pięknego w życiu każdego ucznia okresu, jakim były wakacje. Na nowo pojawia się nieśmiertelne pytanie: po co komu szkoła? No bo przecież, gdyby nie stres związany z chodzeniem do tej instytucji, o ileż zdrowsze byłoby nasze społeczeństwo. Niewiele osób by chorowało i nie trzeba by było czekać po kilka miesięcy na wizytę u lekarza. Tak, moi drodzy, musimy to przyznać, że szkoła szkodzi naszemu zdrowiu. I to bardzo szkodzi.

Przez dziesięć miesięcy w roku, przez co najmniej dziewięć lat, uczeń nie dosypia, ponieważ musi wcześnie wstawać. Śniadanie najczęściej je w biegu, bo zaraz odjedzie mu autobus, więc oczywiste jest, że w takiej sytuacji nie ma warunków do przestrzegania zasad zdrowego odżywiania się. Po kilku godzinach lekcyjnych uczeń "naje się" tyle strachu, że obiadu po powrocie do domu w zasadzie jeść już nie musi. Pytacie: skąd tyle strachu? To powiedzcie mi, jak można być spokojnym i zrelaksowanym, kiedy znowu się nic nie umie, bo wieczorem był w telewizji ciekawy film lub mecz, po oglądnięciu którego trzeba było wymienić się wrażeniami z kolegami? A tu dzisiaj znowu odpytują z każdego przedmiotu. I jak się tu nie denerwować? Kolejne stresujące sytuacje to przerwy. Dziesięć minut to zdecydowanie za mało czasu, aby jako tako odpisać niezauważenie przez szacowne grono pedagogiczne zadania od kolegi. Połowę tego cennego czasu trzeba przecież poświęcić jeszcze na znalezienie kogoś, kto nas wyratuje z opresji i pożyczy zeszyt. Chyba nikt nie zaprzeczy, że są to bardzo stresujące sytuacje, a przecież, jak wszyscy dobrze wiemy, nadmierny i przewlekły stres jest przyczyną wielu groźnych chorób: nerwicy, histerii, tudzież wrzodów. I jak się tu nie martwić? Po powrocie do domu trzeba jakoś odreagować, bo to dobrze wpływa na rozwój naszej psychiki. Mała wizyta u kolegów i ani się człowiek nie oglądnie, a zegar wybija dwudziestą drugą. Znowu nic nie wyszło z naszej nauki i zapowiada się kolejny stresujący dzień.

Może mi ktoś teraz jeszcze powie, że uczeń ma beztroskie życie? Nic bardziej błędnego. Nasze społeczeństwo jest schorowane, przychodnie lekarskie przepełnione, a lekarze skarżą się, że muszą pracować po kilkanaście godzin na dobę. A wystarczyłoby tylko zlikwidować źródło większości chorób i po problemie. O ileż bylibyśmy zdrowsi. Jest tylko jeden mały szczegół. Gdy zlikwidujemy szkoły, to gdzie indziej nauczymy się sprytu, kombinowania i wszelkiego rodzaju uników, które w życiu każdego współczesnego człowieka są umiejętnościami bardzo przydatnymi, a które dać nam może tylko szkoła?