Nierzadko na sali sejmowej dochodzi do kuriozalnych wręcz sytuacji. Wykształcenie naszych Posłów oraz Posłanek pozostawia niestety wiele do życzenia. Żenujące sytuacje, wywołujące poczucie ogólnej bezsilności i współczucia dla ludzkiej głupoty nie są ewenementem naszego Parlamentu. Szczególnie słabym punktem Posłów i Posłanek jest dziedzina informatyki. Proces informatyzacji kraju nie zawsze przebiegał - i przebiega - sprawnie. Same chęci okazały się niewystarczające, potrzebna była jeszcze odpowiednia wiedza merytoryczna i kompetencja, a tego najwidoczniej zabrakło. Wydawać by się mogło, że to drugorzędna sprawa, którą można zająć się w dogodnym, późniejszym terminie. Tymczasem szybko okazało się, że ta w kwestia znajduje się przede wszystkim w kręgu zainteresowań specjalistów Technologii Informacyjnej (IT), którzy nie mają jednak za dużo do przekazania w Parlamencie.

W tej sytuacji zmuszony jestem wygłosić sprzeciw wobec niestosownych zachowań podejmowanych obecnie przez Panów Posłów i Panie Posłanki. Zdaje sobie doskonale sprawę z faktu, że przeciętny słuchacz może nie być świadomy, jak przedstawia się cała - pobieżnie nakreślona przeze mnie - sytuacja. W związku z tym pragnę nawiązać do kilku kluczowych kwestii, które poświadczą, że proces informatyzacji Polski przebiega nie tylko nieprawidłowo, ale również wpływa na poziom gospodarki i suwerenność kraju.

Na początku przytoczę przypadek Pani Hanny Kuzińskiej, pełniącej funkcję Podsekretarza Stanu w Ministerstwie Edukacji i Sportu. Owa Pani wysunęła propozycję "tłumaczenia oprogramowania z Microsoft na Linux". Pomimo kuriozalności całej sytuacji i zamierzeń pani Podsekretarz Stanu nie zawahała się brnąć jeszcze dalej. Kolejne fragmenty tego nietuzinkowego przemówienia stają się głównie dowodem jej śmieszności i braku właściwej wiedzy merytorycznej dotyczącej informatyki. Pani Kuzińska przekonuje, że "tłumaczenie programu jest prostą sztuczką, prostym zabiegiem informatycznym". Wypowiedź ta pogrąża ją zupełnie, nasuwając refleksje o nieodpowiedniej osobie na nieodpowiednim stanowisku. Stwierdzenie jakie wypłynęło z ust niedouczonej Pani Posłanki jest jedynie wstępem do nieistniejącej w takiej postaci nauki informatycznej. Prawdziwa bowiem informatyka nie ma z opiniami tego typu za wiele wspólnego. Moje spostrzeżenia zauważone zostały także przez inne osoby. Jako przykład pragnę przytoczyć tutaj wypowiedzi, jakie znaleźć możemy na łamach poczytnego czasopisma CHIP. W numerze 04/2004 swoją wypowiedź zmieścił sam redaktor naczelny pisma - Piotr Kubiszewski. Pełen oburzenia pisze, że stwierdzenie pani Kuzińskiej, wypowiedziane w polskim Parlamencie jest - delikatnie mówiąc - pozbawione jakiegokolwiek sensu i staje się dowodem na dojmującą i kompletną nieznajomość tematu, podjętego przez panią Podsekretarz. Wprawdzie nie jest wykonalne, by każdy znał się profesjonalnie na każdej dziedzinie, ale przecież tworząc określone ustawy należy wykazać się choćby minimalną znajomością omawianego zagadnienia. A tego w tej sytuacji z pewnością nie można było dostrzec.

Na marginesie chciałbym tylko dodać, odnosząc się do głośnej i znamiennej w branży informatycznej wypowiedzi pani Kuzińskiej, że "tłumaczenie" programów z Microsoft na Linux nie istnieje, jest wręcz niewykonalne. Programy te bowiem powstają w sposób do siebie zbliżony, różnią się przede wszystkim tym, że Windows jest systemem zamkniętym, a więc nie ma technicznej możliwości wglądu w kod programów dla niego tworzonych. Nie można zatem swobodnie przenosić oprogramowania pomiędzy omawianymi platformami.

Sytuacja zainicjowana przez panią Kuzińską stanowi początek szeregu tego typu wypowiedzi odnoszących się do wyboru systemu operacyjnego, jaki ma mieć wyłączność na komputerach i serwerach administracji rządowej. Problem pojawił się między środowiskiem "open source" (tzw. wolnym oprogramowaniem) - reprezentowanym przez system Linux, a systemem Microsoft.

Chciałbym przy tej okazji zaapelować do obecnych tu panów Posłów i pań Posłanek o rozwagę i zastanowienie w sytuacji czerpania wzorców z Zachodu. Z pewnością wielokrotnie rozważaliście zbliżone problemy i procesy zmierzające do ich rozwiązań, bądź likwidacji w krajach Unii Europejskiej. Wydaje się jednak, że Polska wcale nie czerpie z doświadczeń Zachodu w zakresie informatyzacji kraju. Te państwa często prześcigają nasz kraj w tej dziedzinie, wykazując się niebywałą wiedzą, kompetencją, rozwojem technologii komputerowych. Chętnie przytoczę tutaj wymowne przykłady.

Zacznę od Francji, gdzie w 1999 roku senatorowie Pierre Laffitte i Rene Tregoue nie mieli pełnej świadomości, jakie będą konsekwencje ich działań opierających się na przygotowaniu propozycji przepisu zobowiązującego francuskie agencje rządowe do używania oprogramowania o otwartym kodzie. Obecnie - na początku wieku XXI - darmowy system operacyjny Linux wkracza na teren administracji rządowych i jest coraz bardziej popularny na terenie nie tylko Francji, ale również Niemiec, Wielkiej Brytanii, Włoch, Finlandii, Norwegii oraz Chin i Stanów Zjednoczonych. Niska cena, czy raczej by być bardziej precyzyjnym - jej brak, niewysokie koszty licencji oraz uaktualnień, duża kontrola administratorów nad oprogramowaniem, możliwość pełnego zweryfikowanie programu przez potencjalnych użytkowników i niezależnych ekspertów, bezpieczeństwo, szybsza identyfikacja i usuwanie błędów i luk w zabezpieczeniach, swoboda w tworzeniu własnych aplikacji, możliwość wyboru firmy serwisującej. Kolejną, niezastąpioną cechą są zyski z serwisowania oprogramowania open source, które mogą być zatrzymane w krajowych firmach zamiast trafiać do centrali producenta oprogramowania. Jesteśmy jednak świadkami sytuacji, kiedy w czasach wysokiego bezrobocia, wielkie pieniądze trafiają do koncernów mających siedziby w Stanach Zjednoczonych, zamiast wpływać do naszych, rodzimych firm, rozwijając branżę IT.

Następną kwestią związaną z używaniem oprogramowaniem open source jest uniezależnienie od jednego dostawcy oprogramowania. Mam tu na myśli przede wszystkim firmę Microsoft, która pełni rolę monopolisty na rynku IT. To niebezpieczeństwo będące skutkiem uzależnienia się od jednej firmy spowodowało, że kraje takie jak: Niemcy, Stany Zjednoczone, czy Finlandia zaczęły zmieniać środowisko oprogramowania. Dzięki temu jedna firma nie mogła już określać warunki kontraktów zawieranych przez administrację rządowych w wymienionych krajach. Chciałbym tu przytoczyć bardzo konkretny przykład w oparciu o szacunki Finlandii. Otóż zastąpienie oprogramowania na 147 tysiącach komputerów wykorzystywanych przez administrację państwową umożliwiłoby osiągnięcie rocznych oszczędności w wysokości 26 milionów euro. Inny przykład odnosi się do Norwegii, gdzie w 2002 roku rząd ogłosił, iż nie będzie odnawiał kontraktu na użytkowanie oprogramowania Microsoft, mimo proponowanych zniżek sięgających 20 procent. Również Hiszpania przymierza się do wymiany 200 serwerów wykorzystywanych przez instytucje rządowe. Poza tym niezwykle istotne obok kosztów jest także zapewnienie odpowiedniego bezpieczeństwa. Taką pewność zapewne daje system Linux, z którego korzystają m.in. wywiady Stanów Zjednoczonych, Kanady, Francji, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, a nawet Singapuru.

Czy w naszym kraju szykują się podobne zmiany, czy panowie Posłowie, panie Posłanki, przedstawiciele licznych ministerstw odważą się zmienić dotychczasowe oprogramowanie, na nowocześniejsze, oferujące konkurencyjne ceny i niezawodne bezpieczeństwo? A może w ich planach jest płacenie za produkty średniej jakości i podporządkowanie się amerykańskiej firmie? Trudno jednak dyskutować o neutralności oprogramowania w sytuacji, kiedy Minister Nauki i Informatyzacji jest powiązany z samym Microsoftem? Powyższe, przytoczone przeze mnie, przykłady będące niekwestionowanym dowodem na owocne przemiany dokonujące się w krajach Europy Zachodniej oraz w Stanach Zjednoczonych. W obliczu tych przemian zmiany zachodzące w naszym kraju w tej dziedzinie są bladym wspomnieniem. Trudno na przykład przejść obojętnie obok słów pani Minister Łybackiej, która stwierdziła, że "otwartość kodu programu komputerowego jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa". Dla tej pani najbardziej właściwym programem informatycznym, jaki jest odpowiedni wobec potrzeb i wymagań państwa jest właśnie Microsoft Windows.

Istotna może się tu również okazać sytuacja, mająca na celu zlikwidowanie konkurencji i stworzenie monopolu. Chodzi mi mianowicie o sprawę programu przeznaczonego do wypełniania formularzy ZUS Janosika, który w zamierzeniu miał stanowić konkurencję dla programu Płatnik - wydany tylko na system Microsoft Windows. Twórcy "Janosika" kierowali się głównie zasadami wolnego oprogramowania. Ich program miał działać zarówno na Windowsie, jak i Linuksie. Szybko jednak wyszło na jaw, że ZUS sprzeciwił się owej aplikacji i podejmował próby przeszkodzenia przy otrzymywaniu koniecznych informacji, jakie odnosiły się do protokołu przesyłania wypełnionych formularzy. Ostatecznie jednak twórcom "Janosika" udało się uzyskać owe informacje dzięki pracownikom pozytywnie do nich nastawionych. Bezspornie sytuacja ta świadczy o niezdrowych stosunkach w naszym kraju, które rzutują na niezależność branży informatycznej w Polsce. Nie potrafimy nawet wykorzystać potencjału naszych naukowców, nie dajemy najmniejszych szans na rozwój firm rodzimych.

Pocieszeniem może być istnienie osób, które umieją odpowiednio znaleźć się w obliczu określonych problemów. Przykładem niech posłuży tutaj postać Antoniego Stanisława Stryjewskiego, który potrafił odważnie zabrać głos na forum na temat pozycji firmy Microsoft w naszym kraju. Stryjkowski pyta "dlaczego po raz kolejny rząd staje na straży interesów jakieś prywatnej korporacji informatycznej w Polsce oraz na straży interesów korporacji niepolskiej, dokładnie amerykańskiej firmy Microsoft ?" Pojawiają się również organizacje, które starają się wpłynąć na owe niezbyt budujące i pozytywne przemiany w Polsce. Należy do nich Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji. Co jednak bardzo istotne, to fakt, że jakiekolwiek wysiłki na nic się zdadzą, jeżeli obecni tutaj Posłowie, Posłanki, Ministrowie będą odznaczać się wyjątkową niewiedzą, niekompetencją, obojętnością i brakiem rozwagi przy podejmowaniu ważkich dla państwa decyzji.

Pragnę więc głośno zaapelować o właściwe wykonywanie swoich zadań, zachowanie przy tym obiektywizmu, nie sugerowanie się głównie swoimi osobistymi pobudkami, potrzebami, czy przesłankami. Zamiast kompromitować się w oczach społeczeństwa, zasięgnijcie rady u odpowiednich, doświadczonych specjalistów, którzy zapewnie chętnie służą swoją pomocą

Na koniec przywołam słowa posła Jamruziewicza z Platformy Obywatelskiej, który powiedział, że "obywatela w tej ustawie po prostu nie ma", przy jej tworzeniu po prostu nie zgłoszono opinii konsumenckiej. Ostatecznie Platforma odrzuciła w całości ową ustawę.

Krytykując zmiany jakich jesteśmy świadkami, możemy odczuć wyraźne rozczarowanie. Jednak zamiast lamentów, należy szukać rozwiązań i środków zaradczych, aby było lepiej. Przy tym zaś należy pamiętać, że zanim przyjmiemy dane stanowisko, wydamy jakiś sąd czy opinię, powinniśmy najpierw zorientować się w temacie, aby nie kompromitować się publicznie stanem naszej wiedzy - czy raczej niewiedzy.

Tym oto akcentem kończę powyższe refleksje i serdecznie dziękuję za uwagę!