Byłam taka zabiegana, że nawet nie zauważyłam, kiedy przyszła wiosna. W niedzielę udaliśmy się na spacer do parku. Ze zdziwieniem zdałam sobie sprawę, że jest tak ciepło, że mogę zdjąć dżinsową kurtkę i zostać w bluzeczce z krótkim rękawkiem. Promienie słoneczne delikatnie pieściły moją twarz, czułam się rozluźniona i zrelaksowana. Drzewa były zazielenione, a na krzewach wyrosły drobne, seledynowe listeczki. Również na trawnikach wyrosła świeża trawa, a gdzieniegdzie mieniły się wszystkimi kolorami tęczy pastelowe, wiosenne kwiaty. Podeszłam bliżej i poczułam ich zapach.

Wiosna jest taką radosną i pełną nadziei porą roku. Czułam się radosna i szczęśliwa, miałam ochotę podskakiwać i biegać jak dziecko. Zresztą w parku było mnóstwo rodziców z dziećmi. Młode mamy popychały pomalowane na niebiesko huśtawki, a młodzi tatusiowie z dumą popychali wózki ze starannie otulonymi puszystymi kocykami niemowlętami. Zajrzałam do jednego z nich i zobaczyłam różową, okrągłą buzie i wielkie szafirowe oczy. Aż westchnęłam z zachwytu.

Spacerowaliśmy w milczeniu, a ja czułam się coraz bardziej szczęśliwa. Powoli odpływały ode mnie kłopoty w szkole i w domu. Wstępowała we mnie otucha. Na pewno wszystko dobrze się ułoży, tę tróję z historii mogę przecież łatwo poprawić, a z mamą na pewno mogę dojść do porozumienia w sprawie wakacji. W to piękne, słoneczne popołudnie zrozumiałam, że wszystko jest możliwe i zależy tylko ode mnie. Uśmiechnęłam się do siebie i poczułam się lekka i wolna. Gdzieś nade mną nieśmiało zaćwierkał ptak. Popatrzyłam na trawnik i zobaczyłam bajecznie kolorowego, wspaniałego motyla. Doskonałość tej drobnej, kruchej istoty napełniła mnie radością. Jednak świat jest piękny!