Niedawno uczestniczyłam w wycieczce szkolnej do Muzeum Auschwitz- Birkenau - obozu śmierci i zagłady. Wyprawa pozostawiła w moim sercu niezatarte wrażenia.

Dotychczas wiele słyszałam od moich starszych kolegów o tym miejscu, jednak to, co zobaczyłam, przerosło moje wyobrażenia.

Na samym początku oglądaliśmy film dokumentalny o więźniach i bezlitosnych w stosunku do nich Niemcach. Ludzie wielu narodowości tacy jak np. Żydzi, Polacy, Romowie, Słowianie, również kobiety i małe dzieci, przywiezieni zostali do- jak im wmawiano ich miejsca "pracy". Do pracy z której nie było ucieczki i z której nikt nie wychodził żywy. Wielu ludzi nie wytrzymało nawet jazdy do samego Auschwitz, gdyż byli wiezieni niczym zwierzęta- po kilka tysięcy w wagonie, bez jedzenia, powietrza, w zimnie i brudzie. Na miejscu esesmani dokonywali selekcji osób nadających się do pracy. Spisywali dane osobowe, robili więźniom zdjęcia, tatuaże z numerem identyfikacyjnym. Tych, którzy z powodu niedyspozycji fizycznej bądź młodego wieku nie nadawali się do pracy kierowano od razu do komór gazowych na pewna śmierć lub zostawiano w celu przeprowadzaniu na nich oświadczeń pseudomedycznych. Najgorsze było to, że ludziom tym wmawiano, że idą się myć, kazano im rozebrać się w szatniach, a następnie wejść pod "prysznice" z których zamiast wody wypuszczony został gaz śmiertelnie trujący- cyklon B. Uratowano jedynie dzieci o niebieskich oczach, w trybie natychmiastowym odesłano ich do rodzin niemieckich. Oglądając na filmie młodych ludzi, którzy już nigdy nie zaznali radości, zachciało mi się płakać. Pomyślałam o mnie jak o jednej z więźniarek i poczułam się fatalnie, zdając sobie sprawę, jak wielu może dla mnie nieistotnych i oczywistych, ale tak naprawdę szalenie ważnych rzeczy dotychczas nie dostrzegałam w moim życiu. Po obejrzeniu dokumentu ogarnął mnie nastrój grozy i obawy, żeby tamta sytuacja już niegdyś się nie powtórzyła.

Stojąc pod cynicznym napisem ARBEIT MACHT FREI (praca czyni wolnym) wpatrywałam się w niego i w przestrzeń będącą za bramą. Przebiegły po moim ciele dreszcze, gdyż pomyślałam sobie, że taką samą konsternację przezywali tu nieświadomi niczego ludzie, którzy codziennie byli tu dowożeni. Poczułam uderzające fale gorąca, wzrastające podniesienie i napływające do oczu łzy... W głębi duszy zastanawiałam się, czy oni podejrzewali, że pod działaniami Niemców kryje się tak bestialski i makabryczny podstęp, że wszystko, co im naopowiadali było kłamstwem i zmierzało do ich uśmiercenia?!

Z pewnością nie....

Bloki w muzeum zwiedzałam w ciszy i zadumie. Wstrząsnął mną widok setek, a nawet tysięcy par butów należących niegdyś do więźniów, szczególnie tych najmniejszych, które zostały zdjęte jakiemuś 2-3 latkowi. Widziałam wiele naczyń, walizek, bo każdy myślał , że zostaje tylko przesiedlony. Niemcy magazynowali dosłownie wszystko: okulary, protezy, grzebienie, pędzelki do golenia, a nawet włosy! Ich zachowanie wzbudziło we mnie obrzydzenie i pogardę, szczególnie wtedy, gdy przewodnik opowiedział o eksperymentach pseudomedycznych. Były naprawdę okrutne, dokonywano na więźniach sterylizacji, wszczepiano choroby takie jak tyfus plamisty czy dur brzuszny, operowało się niepotrzebnie bliźnięta romskie - wstrzykiwano im do oczu specjalny płyn w celu zmiany koloru oczu. Wszystkie badania nadzorował dr Josef Mengele, ponieważ sami więźniowie wykwalifikowani jako lekarze, zmuszani byli do przeprowadzania takich operacji na swoich kolegach. Nie potrafię określić uczucia, jakiego zaznałam patrząc na pasiaki więźniów, w których pracowali na co dzień. Trudno było mi uwierzyć w to, że te same stroje mieli na sobie jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Ten obraz najbardziej utkwił mi w pamięci. Na ścianach zawieszone były zdjęcia ludzi, pod nimi najczęściej informacje o tożsamości, wieku, masie, czasie spędzenia w Auschwitz i wadze. Człowiek wytrzymywał w obozie maksimum 3 miesiące. To straszna i potworna prawda, 3 miesiące wystarczą, by wykończyć nerwowo, fizycznie oraz psychicznie. Zdjęcia na których są twarze bez wyrazu, oczy smutne, pozbawione jakiejkolwiek nadziei na lepsze jutro i spojrzenia pełne nienawiści do Niemców- to wszystko wciąż mam przed oczyma. I serce ściska mi się z bólu, gdy ktoś nie potrafi zrozumieć powagi sytuacji, kogo nie wzrusza- a co gorsza śmieszy całe wydarzenie, bądź głosi nazistowskie poglądy. Moim zdaniem, tacy serca i rozumu nie mają!

Wizyty na największym cmentarzysku świata nie zapomnę nigdy. Będzie ona odświeżana co jakiś czas w mojej pamięci. Jednak od wycieczki nurtuje mnie pewne pytanie: Dlaczego reszta świata nie reagowała, gdy masowo mordowana niewinnych ludzi, co wtedy robiła takiego ważnego, że całkowicie zapomniała o barbarzyństwie esesmanów?

Należy się modlić, aby nigdy więcej taka tragedia nie miała miejsca, by człowiek nigdy więcej nie upadł tak nisko, jak upadli Niemcy niemalże sześćdziesiąt lat temu.